"New York Times" powołał się na opublikowaną w poniedziałek analizę ekspercką oraz na tajne oceny amerykańskich agencji wywiadowczych.

 

"Ta znaczna pomoc dla Korei Północnej z odległych stron byłaby godna uwagi, bowiem prezydent Donald Trump wymieniał tylko Chiny jako główne źródło uzyskiwanego przez nią wsparcia ekonomicznego i technicznego. Nigdy nie oskarżał o to Ukrainy czy Rosji, choć jego sekretarz stanu Rex Tillerson uczynił aluzję do Chin i Rosji jako głównych krajów wspierających gospodarczo Koreę Północną po jej najnowszych próbach rakietowych z ubiegłego miesiąca" - zaznaczyła gazeta.

 

Fabryka boryka się z problemami

 

Jak już wcześniej podawały media, na zdjęciach z wizytacji północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Una w ośrodku rakietowym widać poddawany statycznej próbie ciągu silnik, który według południowokoreańskich źródeł wywiadowczych może być adaptacją produkowanego seryjnie od połowy lat 60. radzieckiego silnika rakietowego RD-250. Trzy takie silniki stanowią napęd pierwszego stopnia znajdujących się dotąd w rosyjskim arsenale nuklearnym międzykontynentalnych pocisków balistycznych R-36M (oznaczenie zachodnie SS-18 Satan).

 

Jak pisze "New York Times", rządowe instancje śledcze i eksperci skupiają swe dochodzenia na zakładach rakietowych Jużmasz (ukr. Piwdenmasz) w mieście Dniepr na wschodzie Ukrainy, gdzie wytwarzano między innymi pociski SS-18. Zakłady te pozostały jednym z głównych dostawców rakiet dla sił zbrojnych Rosji także po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, ale po odsunięciu w roku 2014 od władzy prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza nadeszły dla nich trudne czasy. Fabryka nie wykorzystuje w pełni swych mocy produkcyjnych, borykając się z niespłacanymi należnościami i spadkiem morale pracowników. Eksperci sądzą, że zapewne właśnie stamtąd pochodziły silniki w obu testowanych w lipcu północnokoreańskich rakietach.

 

"Jestem bardzo zaniepokojony"

 

- Jest prawdopodobne, że silniki te dostarczono z Ukrainy - zapewne nielegalnie. Zasadniczym pytaniem jest to, ile ich mają i czy Ukraińcy im teraz pomagają. Jestem bardzo zaniepokojony - powiedział w wywiadzie ekspert od spraw rakietowych z londyńskiego Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS) Michael Elleman.

 

W ubiegłym miesiącu Jużmasz zaprzeczył doniesieniom, jakoby walcząc o przeżycie sprzedawał swe rozwiązania techniczne za granicę, w szczególności do Chin. Jak głosi umieszczony na stronie internetowej zakładów komunikat, nie uczestniczyły one, nie uczestniczą i nie będą uczestniczyć "w transferze potencjalnie niebezpiecznych technologii poza Ukrainę".

 

Elleman dopuszcza możliwość, że mające silne powiązania z Jużmaszem rosyjskie przedsiębiorstwo branży rakietowej Energomasz odegrało rolę w tym transferze technologii do Korei Północnej. Jego zdaniem, dostarczone silniki RD-250 mogły także pochodzić z magazynów w Rosji.

 

PAP