Prezydenta pozwało trzech członków amerykańskiej armii, pilot sił powietrznych, a także funkcjonariusz amerykańskiej straży wybrzeża. Są to osoby, które otwarcie określają się mianem transpłciowych, ale wolą pozostać anonimowe na czas procesu.

 

W piśmie zarzucają Trumpowi łamanie praw równego traktowania członków służby wojskowej. Wnioskują, aby sąd uznał wypowiedzi prezydenta za sprzeczne z konstytucyją.

 

Pozwanym jest nie tylko Donald Trump, ale także zwierzchnicy sił zbrojnych: James Mattis (minister obrony) i Joseph Dunford (przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów).

 

Biały dom i Pentagon nie skomentowały jeszcze całej sprawy.

 

 

Całkowita zmiana kursu

 

 

- Nasze wojsko musi być skoncentrowane na zdecydowanym i przytłaczającym zwycięstwie i nie może być obciążane ogromnymi kosztami medycznymi oraz przerwami w służbie, które spowodowałyby osoby decydujące się na te zmiany - pisał Trump w lipcu.

 

Wpisy spotkały się z falą krytyki ze strony środowisk LGBT i celebrytów - m.in. Lady Gagi.

 

Słowa Trumpa były kompletnym zaprzeczeniem dotychczasowej polityki Pentagonu. W 2016 roku Ash Carter - ówczesny minister obrony - ogłosił, że osoby transpłciowe, które chcą przystąpić do służby lub znajdują się już w strukturach armii, nie muszą tego dłużej ukrywać. Przepisy pozwalające na rekrutację osób transpłciowych miały wejść w życie 1 lipca. Jednak obecny minister obrony ogłosił odroczenie tych regulacji o 6 miesięcy.

 

time.com, Reuters, Polsat News