- Dziś rano 33-latek obrzucił sklep butelkami z łatwopalną substancją i podpalił. Na miejsce pojechali policjanci i strażacy, którzy szybko ugasili niewielki pożar. Sprawcę podpalenia zatrzymali policjanci z prewencji - powiedziała rzeczniczka katowickiej policji komisarz Aneta Orman. Policja na razie nie podaje, kim jest zatrzymany mężczyzna i jakim motywem się kierował.

 

- Badanie wykazało, że mężczyzna miał 1,5 promila alkoholu w organizmie. Dopóki nie wytrzeźwieje, nie można z nim wykonywać żadnych czynności. Prawdopodobnie zostanie przesłuchany dopiero jutro - powiedziała kilka godzin później Orman.

 

W środku była sprzątaczka

 

Rzecznik katowickiej komendy Państwowej Straży Pożarnej kpt. Mateusz Pyrznowski powiedział, że paliły się framugi okna i drzwi lokalu, ogień nie przedostał się do środka. - W środku było tylko niewielkie zadymienie, wyprowadziliśmy stamtąd panią sprzątaczkę. Nic się jej nie stało - powiedział.

 

Policja czeka aż właściciel nieruchomości oszacuje straty. Jeżeli przekroczą one 500 zł, mężczyzna odpowie za przestępstwo, poniżej tej kwoty - za wykroczenie.

 

Wokół sklepu gromadzą się agresywni młodzi ludzie

 

Likwidacji sklepu przy ul. Plebiscytowej od wielu miesięcy domagają się okoliczni mieszkańcy, obawiający się gromadzących się w tym miejscu agresywnych młodych ludzi. Napisali w tej sprawie petycję do władz. W sklepie wielokrotnie ktoś rozbijał szybę, mimo to punkt sprzedaży nadal działał.

 

Podpalony w środę lokal był kilkakrotnie w ostatnich tygodniach kontrolowany przez policję i sanepid. Służby jednak nie znalazły w nim żadnych zakazanych substancji. Podobne kontrole skutkowały zamknięciem trzech innych podobnych punktów handlowych w Katowicach.

 

Mieszkańcy mówili mediom, że handlujący mają wewnątrz piecyk, w którym mogą natychmiast spalić dopalacze. Lokalne władze podawały, że analizują możliwość wystąpienia na drogę prawną przeciwko właścicielom sklepu.

 

PAP, Polsat News