2 sierpnia Włosi, stosując się do zaleceń Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i rekomendacji własnego urzędu antymonopolowego, zliberalizowali prawo dotyczące działalności aptecznej.

 

Jak argumentowali autorzy zmian, głównym celem było zniesienie zasady "apteki dla aptekarza" i dopuszczenie do rynku spółek kapitałowych. Usunięto prawne ograniczenia w prowadzeniu działalności, które były - zdaniem rządzących - szkodliwe dla konkurencji na rynku, a tym samym dla interesu pacjentów.

 

Przed reformą właścicielem apteki we Włoszech mogła być wyłącznie osoba fizyczna posiadająca tytuł zawodowy farmaceuty. Dopuszczano również specyficzne podmioty zbiorowe, o ile kierował nimi farmaceuta. Ostatnie zmiany w prawie wyrugowały te zapisy. 

 

"Popełniamy błędy, które popełnili kiedyś zachodni Europejczycy"

 

Do tej pory we Włoszech obowiązywał również zapis, że farmaceuta może mieć jedną aptekę, podmiot zbiorowy - maksymalnie cztery. Teraz ograniczenie to zastąpiono limitem 20 proc. ogólnej liczby aptek na rynku lokalnym w ręku jednego właściciela. Ustawa nowelizująca uchyliła także ograniczenia czasu otwarcia apteki, które teraz mogą być otwarte całą dobę.

 

- Włosi likwidują wieloletnie zaszłości m.in. na rynku aptecznym. Powodowały one, że ich gospodarka, tak jak gospodarki wielu krajów Europy Zachodniej, traciła konkurencyjność, czego efektem była wieloletnia stagnacja, wzrost zadłużenia, spadek aktywności społecznej i gospodarczej, a w krajach europejskiego Południa przyniosło efekt w postaci potężnego kryzysu - powiedział Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

 

Jak dodał, "szkoda, że regulacje rynku aptecznego w Polsce poszły dokładne w odwrotnym kierunku. Popełniamy błędy, które popełnili kiedyś zachodni Europejczycy, a teraz się z nich wycofują".

 

"Polska regulacja spowoduje spadek liczby aptek"

 

Włoska nowelizacja jest przeciwieństwem nowych polskich rozwiązań. Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, przyjęta 25 czerwca nowelizacja prawa farmaceutycznego usankcjonowała w Polsce "model apteczny potrójnie zamknięty na konkurencję, tworząc jeden z najbardziej restrykcyjnych modeli rynku aptecznego w Europie":

 

  • właścicielem apteki może być wyłącznie farmaceuta posiadający prawo wykonywania zawodu;
  • wprowadzono limit posiadania maksymalnie czterech placówek;
  • ustalono kryteria demograficzno-geograficzne dla tworzenia nowych placówek.

 

- Kryteria minimalnej odległości od istniejących aptek oraz minimalnej liczby klientów przypadających na placówkę powodują, że w żadnym z większych polskich miast nie powstanie nowa apteka - przekonuje portal rynekaptek.pl.

 

- Polska regulacja spowoduje spadek liczby aptek, bo zezwolenie można tylko stracić (co już się wydarzyło w Poznaniu), a nowego praktycznie nie można dostać, a także wpłynie na wzrost cen leków, spadek ich dostępności i obniżenie jakości usług, bo ograniczanie konkurencji zawsze przynosi takie efekty - mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, ekspert Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.


Jego zdaniem, przekonali się o tym Irlandczycy, którzy w 1996 roku, pod naciskiem lobby aptekarskiego, także zamknęli rynek apteczny.

 

-  Już w 2001 roku wycofali się z tej niefortunnej decyzji pod naciskiem organizacji konsumenckich i pacjenckich, a także irlandzkiego odpowiednika UOKiKu, gdyż ceny wzrosły, dostępność do leków spadła, a apteki notowały ponadstandardowe zyski, kosztem interesu pacjentów - argumentuje Piskorski.

 

rynekaptek.pl