Co roku w sierpniu i wrześniu na terenie Podhala dochodzi do zwiększonej liczby ataków watah wilków na zwierzęta gospodarskie. W ubiegłym roku zabitych zostało ponad pół tysiąca owiec, ale ofiarami drapieżników padają też kozy, krowy i cielęta.

 

Starosta nowotarski chce strzelać do wilków

 

Mieszkańcy Podhala przyznają, że za każdym razem po ataku wilków widok jest bardzo drastyczny.

 

- Czasami jakaś część ciała wyrwana, powygryzane z tyłu, z przodu, czasami owca jeszcze żyje - relacjonuje pani Anna, mieszkanka Suchego w gminie Poronin.

 

W ubiegłym roku do Ministerstwa Środowiska z wnioskiem o kontrolowany odstrzał wilków zwrócił się starosta nowotarski. W odpowiedzi resort podkreślił, że zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie ze sobą aktywność wilka.

 

Przypomniał jednak, że wilki w Polsce objęte są ścisłą ochroną. Zezwolenia na odstrzał wydawane są wyjątkowo, gdy chodzi o konkretnego, wskazanego osobnika.

 

Ustalenie konkretnego osobnika niemożliwe

 

- Dostaliśmy odpowiedź od ministerstwa, z której wynika, że musimy współpracować w tym zakresie z generalnym dyrektorem ochrony środowiska, który określa warunki odstrzału. Ma to związek z faktem, że wilk jest pod ścisłą ochroną. W związku z tym zezwolenie na odstrzał wilka udzielane jest tylko i wyłącznie na wniosek indywidualnego podmiotu, który musi jasno wskazać konkretnego osobnika stanowiącego stanowi zagrożenie - powiedział Polsat News Bartłomiej Garbacz, sekretarz powiatu nowotarskiego.

 

Jak dodał trudno jest to zrobić, bowiem zazwyczaj nie da się wskazać konkretnego osobnika, który spowodował straty.

 

Ministerstwo radzi więc, aby  zadbać o inne formy zabezpieczeń takie jak pastuch elektryczny czy psy pasterskie.  

 

To jednak nie uspokaja hodowców, którzy boją się już nie tylko o zwierzęta. Zagrożeni czują się również ludzie, bo wilki w poszukiwaniu pożywienia coraz częściej podchodzą w pobliże domostw i budynków gospodarczych.

 

polsatnews.pl