Dramatyczny wpis pojawił się w sieci 3 sierpnia. Post został opublikowany na fanpage'u Stonogi na Facebooku przez nieznaną osobę, która miała napisać go w imieniu skazanego biznesmena.

 

Prosi o stworzenie "miasteczka" przed sądem

 

Z treści wynika, że osadzony w areszcie na warszawskiej Białołęce Zbigniew Stonoga, 25 lipca miał dokonać próby samobójczej podczas pobytu w areszcie sądowym przy Al. Solidarności w Warszawie.

 

"To już nie jest zwykły post na Facebooku nie jest to nawet prośba do tych wszystkich, którzy stanowicie gigantyczną podporę psychiczną w moim cierpieniu....

To jest wrzask człowieka, którego żywcem obdarto z godności i wolności publicznie zamordowano i kazano żyć" - tak zaczyna się wpis.

 

Następnie Stonoga apeluje o pomoc. "Zwracam się do wszystkich ludzi, którym wolność nie jest obojętna o udzielenie mi pomocy poprzez stworzenie miasteczka przed sądem przy ulicy Kocjana 3 i domaganie się aby zwrócono mi prawo do obrony, które zostało mi odebrane".

 

Prosi też Rzecznika Praw Obywatelskich, aby zajął się jego sprawą.

 

Na końcu jest informacja, że biznesmen usiłował się powiesić.

 

 

"Chcę serdecznie podziękować młodej dziewczynie - Policjantce z sądowego aresztu przy ul. Al.Solidarności, która podniosła alarm w dniu 25.07 i zdążyli mnie odciąć po tym jak targnąłem się na własne życie. Jestem w więzieniu nielegalnie i nikt nie chce mi pomóc".

 

"Tylko sugerował taki zamiar"

 

Według rzeczniczki Dyrektora Generalnego Służby Więziennej mjr Elżbiety Krakowskiej, nie było samobójczej próby, a jedynie demonstracja takiego zamiaru.

 

- Mężczyzna stał w pomieszczeniu, trzymał w ręku pasek i pokazywał, że może się na nim powiesić. To, co potem zostało przez kogoś opisane w internecie, nie miało miejsca - powiedziała polsatnews.pl mjr Krakowska.

 

Adwokat Zbigniewa Stonogi mec. Krzysztof Kitajgrodzki nie potwierdził, ani nie zaprzeczył w rozmowie z nami, czy próba samobójcza faktycznie miała miejsce.

 

- Będę mógł powiedzieć więcej na ten temat dopiero po spotkaniu z klientem - podkreślił.

 

Komentarz do tej sprawy dostaliśmy także od rzeczniczki prasowej Sądu Okręgowego w Warszawie Anny Ptaszek.

 

"W dniu 25 lipca 2017 r. Zbigniew S. rzeczywiście został dowieziony do siedziby Sądu Okręgowego w Warszawie w celu przeprowadzenia specjalistycznego badania lekarskiego w związku z dopuszczonym przez Sąd Okręgowy dowodem z opinii biegłego w sprawie XVIII K 28/17. Zaprzeczam, aby Zbigniew S. usiłował popełnić samobójstwo przez powieszenie, aby - jak to ujął - odcięto go po tym, jak targnął się na swoje życie. Potwierdzam natomiast, że miał miejsce incydent, w którym Zbigniew S., nie chcąc stawić się na badanie lekarskie, oświadczył, że się powiesi. Kiedy podczas obserwacji monitoringu funkcjonariuszka zauważyła  Zbigniewa S. znajdującego się w pobliżu zakratowanego okna i zachowującego w sposób, który ją zaniepokoił, odebrano mu pasek, który trzymał w rękach i sznurowadła .

Tego dnia Zbigniew S. podczas badania lekarskiego zachowywał się wobec lekarza w sposób niedopuszczalny. Lekarz złożył do akt sprawy notatkę opisującą zachowanie pacjenta" - brzmi treść oświadczenia.

 

Skazany na rok więzienia

 

W 2015 roku uprawomocnił się wyrok Sądu Rejonowego Warszawa-Praga Północ, w którym Stonodze wymierzono karę roku bezwzględnego więzienia za oszustwo przy sprzedaży samochodu marki lexus w 2009 roku.

 

Wnoszone przez niego odwołania zostały rozpatrzone przez sąd na jego niekorzyść.

 

W maju 2017 roku trafił do aresztu na warszawskiej Białołęce.

 

Uważa, że to zemsta za aferę podsłuchową

 

Stonoga uważa, że osadzenie go w areszcie to "zemsta" za ujawnienie akt tzw. afery podsłuchowej. Biznesmen opublikował je w internecie w czerwcu 2015 roku. Akta - jak twierdzi Stonoga - miał mu przekazać Jacek Kurski (obecnie szef TVP).

 

Afera związana z wyciekiem akt doprowadziła m.in. do dymisji ministrów w rządzie Donalda Tuska: skarbu, zdrowia i sportu oraz kilku wiceministrów. Z funkcji zrezygnował też marszałek Sejmu Radosław Sikorski.

 

polsatnews.pl