- Przypomnę, że zielone światło dla wyjaśnienia tej sprawy, dał pan prezes Jarosław Kaczyński - powiedział Mularczyk.

 

"Czy w świetle prawa międzynarodowego Rzeczpospolita Polska może domagać się roszczeń odszkodowawczych od Niemiec za straty materialne i osobowe spowodowane agresją niemiecką podczas II wojny światowej? Jeśli odpowiedź na w/w pytanie będzie pozytywna, proszę o wskazanie trybu i formy dochodzenia roszczeń"- to pierwsze z kilkunastu pytań, które Mularczyk skierował  12 lipca do Biura Analiz Sejmowych. 

 

 

Poseł zapytał też, czy inne kraje, które "zostały dotknięte agresją Niemiec podczas II wojny światowej, dochodziły od tego kraju roszczeń odszkodowawczych za poniesione straty materialne i osobowe".

 

- Chcę zebrać wszystkie informacje na ten temat i zastanowić się nad dalszymi krokami - tłumaczył poseł PiS.

 

Mularczyk wskazuje na deklarację polskiego rządu z 23 sierpnia 1953 roku o zrzeczeniu roszczeń do niemieckich odszkodowań. Zdaniem posła PiS wątpliwości nasuwa brak określenia, czy deklaracja ta odnosi się jedynie do Niemieckiej Republiki Demokratycznej - z którą PRL utrzymywała stosunki dyplomatyczne, czy również do Republiki Federalnej Niemiec.

  

"Kilka bilionów dolarów"

 

- Jeżeli analiza byłaby pozytywna należałoby powołać zespół złożony z przedstawicieli rządowych oraz przedstawicieli IPN w celu zebrania i oceny dokumentacji, która mówi o stratach wojennych Polski - dodał poseł.

 

Celem analizy byłoby "przeliczenie" kwoty podanej przez Biuro Odszkodowań Wojennych, działającego dwa lata po drugiej wojnie światowej. Według Mularczyka wynosiła ona 850 miliardów ówczesnych  dolarów. Jak wstępnie szacuje poseł PiS, reparacje po przeliczeniu mogą sięgnąć nawet "kilku bilionów dolarów".

 

- Polacy to poważny naród. Jeżeli są kraje, które mają wobec nas zobowiązania o charakterze prawnym, finansowymm to powinniśmy je w sposób zdecydowany postawić - stwierdził.

 

Kwestią reparacji po drugiej wojnie światowej - rekompensat finansowych za straty i szkody - zajęto  się podczas Konferencji jałtańskiej (luty 1945 r.) i Konferencji poczdamskiej (lipiec-sierpień 1945 r.). 

 

Straty niemożliwe do wyliczenia

 

 

Ekspertyza nr 302 IP-105 P z 3 stycznia

 

 

Wysokość odszkodowań oszacował w 2004 roku - na potrzeby sejmowego biura studiów i ekspertyz - mec. Stefan Hambura. Według jego ekspertyzy BSiE nr 302 IP-105 P z 3 stycznia:

 

  • Straty polskie zostały oszacowane na podstawie dwóch dokumentów: sprawozdania Biura Odszkodowań Wojennych  oraz Memorandum Rządu Polskiego ze stycznia 1947 r. Liczone w ten sposób wyniosły ogółem ok. 248 mld złotych, równowartość ówczesnych 49 miliardów dolarów amerykańskich  (kwota ta w sierpniu 2014 roku, odpowiadała 845 miliardom dolarów); 
  • Wartość przejętego majątku niemieckiego wyniosła ok. 37 mld marek niemieckich (według wartości z 1945 r., na rok 2004 suma ta równała się ok 18 mld euro);
  • Według porozumienia podpisanego na konferencji jałtańskiej ogół reparacji niemieckich miał wynieść 20 mld dolarów, z czego połowa miała przypaść ZSRR.

Jednak podczas konferencji poczdamskiej zrezygnowano z bezpośredniej formy wypłaty odszkodowań. Reparacje miały być wypłacane przez ZSRR. Józef Stalin zobowiązał się do oddania Polsce 15 proc. z odszkodowań wypłaconych Związkowi Radzieckiemu przez Niemcy (w 1945 r. kwota wynosiła półtora miliarda dolarów).

 

Jak zaznaczył jednak mec. Hambura, "nie jest możliwa jednoznaczna ocena wysokości strat gospodarczych odniesionych przez Polskę".

 

Wiąże się to z "długotrwałą okupacją, wyzyskiem gospodarowaniem, łamaniem prawa międzynarodowego, czy niemożliwymi do przeliczenia stratami w ludziach".

 

Po podziale Niemiec w 1949 r. Polska utrzymywała kontakty jedynie z NRD. Pod okiem Stalina, polski rząd z dniem 1 stycznia  1954 roku oficjalnie zrzekł się prawa do odszkodowania (na podst. deklaracji z 23 sierpnia 1953 r., ktorą przytacza Mularczyk).

 

Uchwała Sejmu ws. odszkodowań z 2004 roku

 

10 września 2004 r. Sejm przyjął Uchwałę w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych oraz w sprawie bezprawnych roszczeń wobec Polski i obywateli polskich wysuwanych w Niemczech. Był to projekt poselski.

 

"Polska nie otrzymała dotychczas stosownej kompensaty finansowej i reparacji wojennych za olbrzymie zniszczenia oraz straty materialne i niematerialne spowodowane przez niemiecką agresję, okupację, ludobójstwo i utratę niepodległości przez Polskę; Sejm wzywa Rząd Rzeczypospolitej Polskiej do podjęcia stosownych działań w tej materii wobec Rządu Republiki Federalnej Niemiec; oświadcza, że Polska nie ponosi żadnych zobowiązań finansowych wobec obywateli Republiki Federalnej Niemiec wynikających z II wojny światowej i  jej następstw; wzywa Rząd do jak najszybszego przedstawienia opinii publicznej szacunku strat materialnych i niematerialnych poniesionych przez Państwo Polskie i jego obywateli w wyniku II wojny światowej" - głosi m.in. uchwała.

 

 

Ówczesny premier Marek Belka stwierdził 27 września 2004 r., że uchwała Sejmu nie jest wiążąca dla rządu, a "powracanie do kwestii odszkodowań jest ryzykowne, ponieważ nie tylko szkodzi stosunkom polsko-niemieckim, ale może być także szkodliwe dla stosunków w Unii Europejskiej".

 

Jak poinformował wówczas Belka, polsko-niemiecki zespół prawników "opracuje stanowisko dla rządów Polski i Niemiec, które uniemożliwiłoby składanie skutecznych indywidualnych pozwów odszkodowawczych". Praca zespołu prawników miała dotyczyć pozwów składanych przez obywateli Niemiec.

 

Pomoc humanitarna to nie reparacje

 

Temat bezpośredniego i materialnego wsparcia dla Polski powrócił po zjednoczeniu Niemiec - 17 czerwca 1991 r. został podpisany polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie.

 

W wyniku porozumienia powstała "Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie", która zajmuje się m.in. "wypłatą świadczeń finansowych dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych i robotników przymusowych Trzeciej Rzeszy".

 

Według danych ze strony fundacji, do 2013 roku poszkodowanym wypłacono 4 miliardy 700 milionów zł pochodzących z różnych zagranicznych funduszy, w których niemieckie stanowiły większość.

 

"Świadczenia wypłacane przez Fundację nie były odszkodowaniem, lecz symboliczną pomocą humanitarną z Niemiec dla ofiar prześladowań hitlerowskich w Polsce" - informuje fundacja.

 

"Są podstawy"

 

Według dr Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa, dokument Rady Ministrów z 1953 r. o zrzeczeniu się odszkodowań jest niepodpisany.

 

Jak przekonuje politolog, nieprawdą jest też powszechna informacja, że w 1969 roku zrzeczenie to zostało zarejestrowane w Sekretariace Generalnym ONZ, co jest konieczne, aby dokument nabrał mocy prawnej.

 

"Osobliwe żądania"

 

Niemieccy politycy uważają, że sprawa odszkodowań wojennych dla Polski jest zamknięta.

 

Poseł chadeckiej CDU Karl-Georg Wellmann ocenił, że kwestia ta została rozwiązana w latach pięćdziesiątych. - Każdego roku Polska otrzymuje od Unii 14 mld euro, z czego około 4 miliardów przekazują Niemcy - powiedział dla "Deutsche Welle".

 

Dodał, że żądania polskich polityków są osobliwe, a "kwestionowanie poprawy sytuacji gospodarczej i bezpieczeństwa Polski przez włączenie w struktury europejskie nie znajduje zrozumienia w Europie".

 

dw.com, onet.pl, Polsat News