52-letnia pani Halina i 55-letni pan Grzegorz Kołodziejowie z Rudy Śląskiej przez dwa lata prosili angielską opiekę społeczną, by ratowała ich wnuka. Justin urodził się w Londynie, kilka lat po tym, jak córka małżeństwa wyjechała tam z partnerem. Okazało się, że córka państwa Kołodziej nadużywa alkoholu i narkotyków. Podobnie jak ojciec Justina.

 

- Pierwszy raz zobaczyliśmy wnuka na Skype. Sytuacja była dramatyczna. Córka była pod wpływem używek, nie wiadomo czy to narkotyki, czy alkohol. Przyjaciel i to całe towarzystwo było pijane. To była katastrofa. Myśmy płakali całą noc i nie wiedzieliśmy, co mamy zrobić. Jak zareagować - powiedział reporterowi "Interwencji" Grzegorz Kołodziej, dziadek Justina.

 

"Opowiadał jak mamę bił tato z kolegą"

 

Wnuczek odpowiedział dziadkom o drastycznych scenach, których był świadkiem.

 

- Opowiadał jak mamę bił tato z kolegą, że uderzali głową o kolano, że miała całą buzię we krwi, że później ją ciągnęli za nogi po pokoju - mówiła Halina Kołodziej, babcia Justina.

 

Grzegorz Kołodziej pojechał do Londynu bez zapowiedzi. - Tam spotykało się towarzystwo, tam spały osoby na ziemi, a dziecko z rodzicami - twierdzi.

 

Angielska opieka społeczna skontrolowała sytuację i skierowała sprawę do tamtejszego sądu. Ostatecznie Katarzynę - córkę państwa Kołodziejów - sąd pozbawił praw rodzicielskich, a ojcu Justina je zawiesił. Opiekunem prawnym dziecka, ku zaskoczeniu Kołodziejów, wyznaczono nie ich, ale - Elżbietę K. drugą babcię Justina, która nie starała się o opiekę nad nim. 

 

- Czuję się źle potraktowana, bo troszczyliśmy się o to dziecko. Byliśmy jedynymi, którzy zgłaszali tę sprawę od samego początku – powiedziała Halina Kołodziej.

 

- Oni gwarantują temu dziecku stabilizację i takie dobre, spokojne wychowanie na wiele, wiele lat. A tymczasem dziecko trafiło w ręce osoby, która jest sama, nie ma żadnego stabilnego związku. Ma ich kilka za sobą – ocenił Jerzy Michalski z Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Katowicach.

 

Utrudnione kontakty z Justinem

 

Gdy Justin przyjechał do Polski, Halina i Grzegorz Kołodziejowie ponownie spróbowali zawalczyć o wnuka. Elżbieta K. utrudniała im jednak kontakty z Justinem. Ich zdaniem babcia, opiekując się dzieckiem otrzymywała wysokie zasiłki od angielskiej opieki społecznej.

 

Dlatego małżeństwo wystąpiło do polskiego sądu z prośbą o ustanowienie ich rodziną zastępczą.

 

- Kontaktowałam się z babcią i prosiłam ją, czy mogłabym zobaczyć się z Justinem. Nie chciała ze mną rozmawiać. Powiedziała mi, że my nie mamy żadnego prawa do niego. Ani córka, ani my - wspominała Halina Kołodziej, babcia Justina.

 

"Kurator nie interesowało jakie mamy warunki"

 

Wyrokiem polskiego sądu chłopiec na stałe trafił do babci, która mieszka w Rudzie Śląskiej. Winą za to rozstrzygnięcie sądu państwo Kołodziej obarczają kurator sądową, która ich zdaniem faworyzuje Elżbietę K.

 

- Kurator była tylko raz i rozmawiała z nami bardzo krótko. Nie interesowało ją w ogóle jakie mamy warunki. Od samego początku zapewniła, że on i tak zostanie u tamtej babci, już jest tam tyle czasu, to jest przywiązany - twierdzą Kołodziejowie.

 

- My nie jesteśmy ani po jednej, ani po drugiej stronie. W naszej ocenie jest niezwykłą krzywdą, że dziecko nie ma rodziców - odpowiadał kierownik zespołu kuratorskiego przy Sądzie Rejonowym w Rudzie Śląskiej.

 

"Pani nie ma prawa do mojego mieszkania wejść"

 

Kołodziejowie mogą widywać Justina dwa razy w miesiącu. Mimo postanowienia sądu, Elżbieta K. nadal utrudnia kontakty dziadkom z wnukiem. Ostatnie spotkanie nie odbyło się.

 

- Justin jest chory i nie będzie go pani widzieć dzisiaj - powiedziała Elżbieta K. do Halina Kołodziej..

Halina Kołodziej: W łóżku leży?

Elżbieta K.: Tak. W łóżku leży.

Halina Kołodziej: To dlaczego pani nam drzwi nie otwiera? Dzwoniliśmy.

Elżbieta K.: No, a po co? Pani nie ma prawa do mojego mieszkania wejść.

Halina Kołodziej: Ja chce, żeby pani zeszła.

Elżbieta K.: Zejdę później. Ja nie muszę schodzić.

Halina Kołodziej: To ile mam czekać pod tymi drzwiami? Godzinę?

Elżbieta K.: A może pani do szóstej popołudniu czekać. Mnie to nie interesuje. Do widzenia.

 

Pani Halina o pomoc w kontaktach z wnukiem poprosiła policję. Od funkcjonariusza dowiedziała się, że Elżbieta K. stawiła się na komisariacie i powtórzyła, że dziecko jest chore i leży w szpitalu. Kołodziejowie szukali Justina w placówce, ale nikt o nim tam nie słyszał.

 

"Pani Elżbieta zajmuje się dzieckiem jak najlepiej potrafi"

 

Nie wiadomo, gdzie Elżbieta K. ukryła Justina. Państwo Kołodziejowie nie mają z nim żadnego kontaktu. Powiadomili już o tym sąd. My również próbowaliśmy porozmawiać z Elżbietą K. Bezskutecznie.

 

- Pani Elżbieta jest babcią moich dzieci, jesteśmy rodziną. Ja tę sprawę znam już od paru lat, kiedy zaczęły się pierwsze problemy młodego małżeństwa. Póki co mamy takie wyroki. Pani Elżbieta zajmuje się dzieckiem jak najlepiej potrafi. Wychowała swoje, trójkę. Po wyprowadzce najstarszego syna warunki mieszkaniowe są lepsze. Mieszkanie jest wyremontowane. Pani Elżbieta jest normalną osoba, która chciała pomoc swojemu wnukowi i swojemu synowi - zapewnił aktor Tomasz Karolak, krewny Elżbiety K.

 

- Nasz sąd bazuje na rozstrzygnięciu sądu angielskiego, które było naprawdę kuriozalne - uważa Jerzy Michalski z Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Katowicach.

 

Kołodziejowie odwołali się od wyroku polskiego sądu. Zamierzają nadal walczyć o to, by Justin mieszkał z nimi. - My możemy zaoferować wnukowi miłość, bo go bardzo kochamy. Myśmy go zawsze chronili i zawsze byliśmy nastawieni na jego dobro - zapewnił Grzegorz Kołodziej, dziadek Justina.

 

"Interwencja"