Pan Paweł pracuje w prewencji jednej z jednostek policji na Mazowszu, chce pozostać anonimowy. Do służby wstąpił dwa lata temu. Teren wokół Sejmu zabezpieczał od kilkunastu dni. Twierdzi, że przez dziesięć był dzień w dzień na służbie.

 

Najpierw pilnował wejść do budynków sejmowych. Kiedy przed parlamentem, a później w innych częściach Warszawy zaczęli tłumnie gromadzić się przeciwnicy zmian w sądach, zaczął się najgorszy okres jego służby. Jak mówi, przy barierkach odgradzających ludzi od polityków stoi od 11 do 15 godzin dziennie.

  

- Ostatnio tak się złożyło, że zaczynam służbę o 15. Nigdy nie wiem, kiedy skończę. Nie jest to określone - mówił nam w czasie, gdy w Warszawie trwały najgorętsze protesty.

 

Policja twierdzi, że służba przy zabezpieczaniu protestów trwała 8 godzin, ale bywało, że zostawała wydłużona, ze względu na okoliczności.

 

- Odkąd były barierki przed Sejmem, ze służby zszedłem może raz planowo - komentuje pan Paweł.

 

17 godzin służby. "Walą nas cały czas w kajzerkę"

 

W ocenie policjantów racje żywieniowe, jakie otrzymują na czas pełnienia obowiązków są mocno kontrowersyjne. "Parodia", "kpina" - można przeczytać w komentarzach pod udostępnionymi w internecie zdjęciami prowiantu.

 

 

"Lata lecą, a z nami walą cały czas w kajzerkę! Toż to woła o pomstę do nieba, żeby wpychać nam na 17 godzin służby suchy prowiant w takiej postaci. Dadzą kiełbachę, masło i spulchnione pieczywo do zapchania, i gdzie niby mamy robić sobie jedzonko? Czy komuś przygotowującemu żarcie na zabezpieczeniach nie przeszła myśl, że nie mamy lodówek w radiowozach?" - napisał autor postu.

 

"Cywile się ogólnie rzecz biorąc mocno prują, że im szef to w ogóle nie daje żarcia w robocie. Zapominają jednak o tym, że oni nie muszą funkcjonować w systemie zakoszarowanym i mogą faktycznie przygotować sobie żarcie w domu. My takich luksusów nie mamy. Musimy brać co dają, a przy nędznej wypłacie czasem zamówienie głupiej pizzy jest wydatkiem mocno nadszarpującym domowy budżet" - brzmi jeden z komentarzy pod wpisem.

 

"Stojąc przy barierkach i tak nie ma czasu na posiłek" 

 

Nasz rozmówca również uważa, że racje są skromne, niskiej jakości i powinny być dostarczane w inny sposób.

 

- Bułki styropianowe, najtańsza, żylasta wędlina. Niech pan sobie wyobrazi, jak takie jedzenie wygląda po kilku godzinach w rozgrzanym radiowozie. Zresztą, stojąc przy barierkach i tak nie ma czasu na posiłek - opowiada.

 

W czasie wzmożonych protestów pan Paweł pilnował porządku po 15 godzin dziennie. Był m.in. przed Sejmem, na Krakowskim Przedmieściu, przed Sądem Najwyższym i przed domem Jarosława Kaczyńskiego. Opowiada, że na przerwę schodził raz, góra dwa razy podczas swojej zmiany.

 

- By odpocząć, trzeba uzyskać zgodę przełożonego, a nigdy nie wiadomo, kiedy się pojawi. Po otrzymaniu pozwolenia, rozpoczyna się poszukiwanie radiowozu, w którym można usiąść i gdzie trzyma się jedzenie. Ja przynoszę z domu własne - opowiada.

 

"Kiedy robi się niebezpiecznie, przełożeni znikają"

 

Policjant narzeka na złe zarządzanie i logistykę.

 

- Kiedy robi się niebezpiecznie, powstaje zamieszanie i kogoś trzeba np. wynieść z tłumu lub zatrzymać, przełożeni znikają. Przy zabezpieczeniach nie zapewniono nam podstawowych rzeczy: jak woda czy toaleta. Dostaliśmy 1,5-litrowe butelki, których nie możemy zabrać ze sobą, a za potrzebą to na tzw. jednej nodze. Do przenośnych toalet nie wejdziemy, bo otacza je nieprzychylny nam tłum. Ratunkiem są urzędy lub sklepy, gdy pracownicy udostępnią łazienki - tłumaczy.

 

Dla wielu takie warunki i wymiar pracy to za dużo, dlatego wielu policjantów idzie na chorobowe. - Słyszałem, że w jednej z jednostek "rozchorowało" się około 30 osób - mówi nam policjant.

 

Policja: w paczkach są jeszcze słodkie bułki i owoce

 

W przesłanym polsatnews.pl oświadczeniu policja podkreśla, że zdjęcia paczek żywnościowych, które pojawiły się w internecie "nie oddają stanu rzeczywistego lub nie przedstawiają prowiantu dla policjantów pełniących służbę na terenie Warszawy. W paczkach, poza widoczną na niektórych zdjęciach wędliną i pieczywem znajdowały się także słodkie bułki i owoce."

 

- Rzeczywiście, kiedy w internecie pojawiły się zdjęcia prowiantu, jakość jedzenia poprawiła się. Dostałem słodką bułkę i jakieś jabłko, a wędlina była w sreberku, by lepiej "zniosła" wysokie temperatury. Ale wcześniej tego nie było - skomentował odpowiedź policji pan Paweł.

 

U Mariusza Mrozka z Komendy Stołecznej Policji potwierdziliśmy, że zdjęcie po prawej stronie, które ilustruje nasz tekst jest autentyczne. - Te z wędliną w siatkach, to tzw. fake newsy - powiedział. Według naszych źródeł, oba są prawdziwe.

 

W dalszej części przesłanego nam oświadczenia, stołeczna policja wyjaśniła, że "policjanci, którzy zostali zakwaterowani w obiektach hotelowych usytuowanych na terenie ośrodków szkolenia, otrzymywali dwa posiłki dzienne w miejscu zakwaterowania oraz jeden posiłek do służby w formie suchego prowiantu. Produkty wchodzące w skład paczki żywnościowej zostały dobrane tak, aby warunki atmosferyczne w jak najmniejszym stopniu wpływały na ich jakość oraz świeżość".

 

Policjant, z którym rozmawialiśmy nie mieszka w hotelu. Do pracy dojeżdża z domu i otrzymuje jedynie suchy prowiant. 

 

19 zł brutto na jedzenie dla policjanta

 

Skromny prowiant nie dziwi, gdy pozna się wysokość dziennej stawki, jaką można przeznaczyć na wyżywienia jednego policjanta. To 19,48 zł brutto. Stawka została ustalona rozporządzeniem szefa MSWiA sprzed 15 lat i nieznacznie zwiększona 6 lat temu.

 

Policja odniosła się również do braku toalet.  "W przypadku tego typu zabezpieczeń każdorazowo uzgadniania jest ich lokalizacja, ilości oraz czas, w którym mogą być dostępne, tak aby każdy policjant mógł z nich korzystać" - napisała. Zapewniła również, że policjanci biorący udział w zabezpieczeniu otrzymywali 1,5 litra wody na osobę podczas każdej służby, a "w przypadku sygnału o jej brakach, była ona na bieżąco uzupełnienia".

 

- Wodę musieliśmy zostawić w radiowozach, chyba że ktoś pomyślał wcześniej i zabrał ze sobą jakąś małą butelkę, w którą mógł ją przelać i zabrać ze sobą. Podczas zabezpieczenia pytałem dowódcy o wodę. Kazał spytać chłopaków stojących obok, których nie znałem, czy nie mają jakichś resztek - mówi pan Paweł.

 

"Niektórzy na 16h mieli do dyspozycji 1,5l. wody" - napisał ktoś pod postem na policyjny forum, odnoszącym się do zaopatrzenia funkcjonariuszy w prowiant.

 

"Na 16 h dostałem butelę wody!!!" - dodał ktoś inny.

 

 

 

Policjanci za wypracowane nadgodziny nie otrzymają wynagrodzeń. Godziny zostaną im zwrócone.

 

Na pytanie ilu policjantów oddelegowanych do zabezpieczania porządku podczas protestów w Warszawie przedłożyło zwolnienia lekarskie, nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

 

Imię funkcjonariusza zostało zmienione.

 

Kontakt do autora tekstu: mlao@polsat.com.pl

 

polsatnews.pl