Po godz. 20:00 protestujący w Warszawie wyruszyli w kierunku Sądu Najwyższego przy Placu Krasińskich, gdzie o 21:00 zapalili świeczki - jako symboliczny wyraz solidarności z sędziami, których mogą dotknąć konsekwencje wprowadzenia trzech przegłosowanych ustaw.

 

Na proteście w stolicy przemawiał redaktor naczelny "Gazety Wyborczej".

 

- Władza PiS-owska pokazała swoją prawdziwą twarz. Ale widzimy też twarz społeczeństwa, która władzy PiS-owskiej daje czerwoną kartkę i mówi tej władzy: słuchajcie, tak dalej rządzić sobą nie pozwolimy.  Jeżeli władza ten kurs będzie kontynuować, to może być przekonana, że będziemy upominać się o swoją wolność. (...) Chcemy żyć w demokratycznej Polsce, a nie w ciemnej, prymitywnej, prowincjonalnej, zaplutej rzeczywistości, którą nam funduje PiS-owska nomenklatura - powiedział.

 

"Veto" ze świeczek i telefonów

 

Protesty odbywają się w kilkudziesięciu miastach w całej Polsce. Od ponad tygodnia są organizowane przez Komitet Obrony Demokracji oraz partie opozycyjne. Wiele z ulicznych akcji ma spontaniczny, oddolny charakter. Protestujący tworzą napis "Veto" ułożony z płonących świec lub zapalonych telefonów komórkowych.

 

PAP/Bartłomiej Zborowski

 

 

Lech Wałęsa: pilnujcie demokracji

 

W Gdańsku protestujący zebrali się przy ul. Nowogrody. Głos zabrał Lech Wałęsa.

 

- Obrońcie to, wszyscy ludzie, którzy ze mną szli, proszę was: jeszcze raz musimy się poderwać, wesprzeć walczących - mówił Wałęsa. - To zdrada, co oni wyprawiają (...). Takiego sposobu rządzenia nawet za komunizmu nie można było robić - dodał. - Następnym razem pilnujcie, demokracji trzeba pilnować. Nie mieszam się do Waszej walki, ale jestem w dyspozycji.  

 

 

Zmian broni minister sprawiedliwości

 

Protestujący sprzeciwiają się m.in. zmianom w Sądzie Najwyższym i przepisowi, na mocy którego obecni sędziowie mogą być przeniesieni w stan spoczynku, z wyjątkiem tych wskazanych przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

 

- Mamy wybór bardzo prosty: albo mechanizm demokratyczny związany z wyborem sędziów, przynajmniej pewien wpływ tego mechanizmu demokratycznego, albo mechanizm czysto korporacyjny - mówił Ziobro po uchwaleniu ustawy przez Sejm. W jego ocenie, w Polsce przez prawie 30 lat funkcjonował mechanizm "czysto korporacyjny". Jak dodał, poprzednie rządy, w tym PO-PSL, tego nie zrobiły.

 

Jaki: młodzi mają dobre intencje, ale są "nakręcani" do protestu

 

W wieczornej rozmowie w TVP Info wiceszef resortu sprawiedliwości Patryk Jaki był pytany m.in. o zawarty w treści ustawy o Sądzie Najwyższym błąd dotyczący procedury wyboru I prezesa SN. Chodzi o art. 12. i 18. ustawy, z których jeden mówi, że Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego przedstawia prezydentowi RP pięciu kandydatów na I prezesa Sądu Najwyższego, spośród sędziów SN w stanie czynnym, a drugi, że do kompetencji Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN należy "dokonywanie wyboru trzech kandydatów" na stanowisko I prezesa SN oraz przedstawienie ich prezydentowi.

 

- Błędy pojawiają się w wielu projektach ustaw, bez względu na to, ile były procedowane. Są takie ustawy, które były procedowane przez rok czasu i i tak się tam pojawiają błędy; i po to jest parlament, żeby te błędy poprawiać - odpowiedział wiceminister sprawiedliwości. Ocenił jednocześnie, że błędy w ustawie o SN to "nie są błędy kluczowe", tylko "redakcyjne" i "można je »załatwić« na tle potem wykładni prawa i szybko te błędy naprawić".

 

Odnosząc się do trwających w kraju demonstracji przeciwko uchwalonym zmianom w wymiarze sprawiedliwości wiceszef MS stwierdził, że "gigantyczne protesty" pojawiały się "za każdym razem, kiedy ktoś próbował zmienić sądownictwo". Zaznaczył jednocześnie, że - jego zdaniem - demonstrujący młodzi ludzie mają dobre intencje, ale ci, którzy nakręcają ich do protestu walczą, żeby Sąd Najwyższy pozostał sądem elit III RP.

 

"Zdziwiłbym się, gdyby prezydent zastosował weto"

 

Pytany o to, jakiej decyzji prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie trzech ustaw dot. sądownictwa się spodziewa, wiceszef MS powiedział, że byłby "bardzo zdziwiony, gdyby prezydent zastosował weto".

 

- Prezydent oczywiście ma takie prawo, ale byłbym bardzo zdziwiony, ponieważ to by oznaczało, że nie będzie realnej reformy sądownictwa; i proszę bardzo, ja mogę się też z tym zgodzić, tylko że ja uważam, że to jest niezgodne z tym, co obiecywaliśmy ludziom - zaznaczył.

 

- Jeżeli prezydent by zastosował weto, to przejmie na siebie pewną odpowiedzialność za to, co się działo dalej w wymiarze sprawiedliwości, bo będzie tak, jak to było zwykle: że reforma już była blisko, ale nie dało się jej do końca przeprowadzić. I to już prezydent będzie musiał wytłumaczyć, dlaczego tak się stało - dodał Jaki.

 

polsatnews.pl, PAP