Tir wjechał między protestujących w okolicach Sejmu. Kierowca wychylił się z okna i skandował razem z tłumem

Polska

W środku nocy w warszawskie Aleje Ujazdowskie wjechał tir bez naczepy. Mimo licznej obstawy policji, kierowca bez problemu dostał się na teren wypełniony tłumem manifestantów. Zaskoczeni demonstranci zaczęli trąbić na pojazd wuwuzelami. Po chwili kierowca wychylił się z kabiny i skandował razem z tłumem "Wolność, równość, demokracja". Mężczyzną zajęła się policja.

Mężczyzna przez całą drogę trąbił klaksonem na trasie ograniczonego ruchu, by ludzie usuwali się z drogi. Przy skrzyżowaniu z ulicą Piękną, gdy kierowca skandował razem z tłumem, pojawiła się policja.

 

Okazało się, że mężczyzna kierujący tirem przystrojonym w polskie flagi chciał uczestniczyć w demonstracji i nie miał złych zamiarów. Funkcjonariusze ukarali kierowcę mandatem. Mężczyzna go nie przyjął.

 

"Zlekceważył przepisy ruchu drogowego"

 

- Skończy się to na pewno skierowaniem wniosku do sądu o ukaranie kierowcy, który w tym momencie zlekceważył przepisy ruchu drogowego - powiedział st. asp. Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji.

 

Jak przyznał Mrozek, kierowca postępował "bardzo niewłaściwie w stosunku do osób biorących udział w zgromadzeniu". - Mógłby zagrozić ich bezpieczeństwu, nawet nie celowo, ale wystarczy, że ktoś ze zgromadzonych, wiedząc że ruch jest wstrzymany, po prostu nie zwróciłby uwagi, że właśnie jakiś samochód jedzie - dodał.

 

Polsat News

zdr/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze