Informację o wraku amerykańskiego samolotu przekazał członkom Akcji Eksploracyjno-Historycznej „Jezioro Tajemnic” pasjonat historii Andrzej Kurpiel.

 

- Głównym celem naszych badań jest sprawdzenie terenu, czyli zasięgu występowania szczątków samolotu. Chcemy określić jego typ oraz wszelkie okoliczności związane z upadkiem, czyli z której strony leciał i czy są ślady ostrzału - zapowiedział kierownik poszukiwań Łukasz Orlicki.

 

Według wstępnych ustaleń do rozbicie się amerykańskiego samolotu na południe od Trzcińska Zdroju doszło 18 marca 1945 r.

 

"Zostali mocno ostrzelani"


- W dokumentach amerykańskich znaleźliśmy informację, że klucz trzech samolotów, dowódca wraz z dwoma skrzydłowymi, leciał dokładnie nad tym terenem - powiedział Dariusz de Lorm, szef Akcji Eksploracyjno-Historycznej „Jezioro Tajemnic”.

 

- Piloci mieli najpierw potyczkę z messerschmittami, zostali mocno ostrzelani. Niestety w trakcie powrotu napotkali nierozpoznane samoloty i otworzyli do nich ogień. Mieli pecha, bo trafili na Rosjan, którzy ostrzelali ich dosyć srogo. Dwie maszyny spadły. Do dziś nie wiemy, w którym miejscu, piloci niestety nie przeżyli. Dowódca klucza wylądował gdzieś na terenie przejętym przez Rosjan, wyszedł z maszyny, która była dosyć mocno zniszczona. Liczymy, że znaleźliśmy jego wrak - wyjaśnił.

 

Jak dodał de Lorm, w raporcie amerykańskiego pilota znajduje się informacja, że widział on w pobliżu katastrofy lotnisko polowe. - W dokumentach przeczytaliśmy, że Niemcy mieli tutaj niemałe lotnisko polowe, tuż obok znajdowały się 3 podstawy pod radary. Wiemy na 100 proc., że jest to amerykański samolot. Po szczegółowych badaniach będziemy wiedzieli, czy jest to ten Mustang - dodał.


"Nie spodziewamy się, że znajdziemy tutaj cały samolot"

 

Odkrywcy biorą także pod rozwagę to, że może być to jeden z samolotów amerykańskich szturmowców Air Cobra, których używała podczas II wojny światowej armia radziecka.

 

- Spodziewamy się wszystkiego - od śladowych elementów, np. przyrządów pokładowych, poszycia, nitów, po fragmenty podwozia. Według naszych ustaleń w Polsce do tej pory nie odnaleziono żadnego wraku amerykańskiego Mustanga. Jeśli chodzi o amerykańskie maszyny używane przez Rosjan, to mieliśmy już do czynienia z kilkoma przypadkami Air Cobra - podkreślił Orlicki.

 

- Podstawowym narzędziem naszej pracy jest popularny detektor metali, dzięki niemu możemy zlokalizować elementy pochodzące z wraku. Na częściach są sygnatury. Nie spodziewamy się, że znajdziemy tutaj cały samolot. W środę przybędzie Andrzej Ossowski z Zakładu Medycyny Sądowej w Szczecinie, który za pomocą magnetometru będzie także poszukiwał większych części, które mogły utkwić głębiej pod ziemią. Badania wykonamy tworząc dokumentację archeologiczną, czyli na siatce, gdzie każda z odnalezionych części będzie dokumentowana. To posłuży nam do odpowiedzi na pytanie, z której strony ten samolot uderzył o ziemię - wyjaśnił.

 

PAP