Zdjęcia do filmu promocyjnego dla serwisu ShowMax kręcono na warszawskim lotnisku Bemowo 21 grudnia ubiegłego roku. Film reżyserował Patryk Vega, a do produkcji zaangażowano szkockiego aktora Ewana McGregora, którego tego dnia nie było na planie. Za produkcję odpowiadała firma Opus Film, producent filmów pełnometrażowych (m.in. "Idy"), telewizyjnych i reklam.

 

Ujęcia miały być efektowne, jak wszystko w tym filmie.

 

Aleksowski sam ustawił podnośnik, wyznaczył miejsce, nad którym miał wisieć helikopter w czasie, gdy znajdujący się na jego pokładzie żołnierz "odda" strzał. Za bezpieczną dla siebie operator uznał odległość 50 metrów od helikoptera.

 

Był bliżej niż powinien

 

- W trakcie ujęcia reżyser zmniejszył odległość do 30 metrów, nie pytając mnie o zgodę - twierdzi Aleksowski. Dodaje, że do kręcenia ujęcia miały być użyte "ślepaki". - W założeniu miało to być celowanie laserem w kamerę. Strzał miał być dokręcony osobno - mówi.

 

Nie wiadomo, dlaczego helikopter zmniejszył odległość od operatora, ani dlaczego żołnierz strzelił i użył do tego ostrego pocisku.

 

- Możesz napisać, że zostałem postrzelony z ostrej broni spreparowanym pociskiem. Był to, według strzelca, pocisk jego roboty. Jak rażący, to widać. Gdybym dostał nie w nogę, a w klatkę piersiową lub w głowę, to bym już nie żył. Odłamki pozostały we mnie; jeden jest kilkanaście milimetrów od aorty, ale mam nadzieję, że się nie przesunie - opowiada.

 

Krwawienie zatamowali kaskaderzy

 

Ratowali go kaskaderzy. - Poradzili sobie używając paska i drutu, zatamowali krwawienie. Do szpitala pojechał ze mną drugi reżyser. Na planie nie było karetki pogotowia ani pomocy medycznej, a jest to zapisane w regulaminie grupy zdjęciowej. Dopiero po wypadku wezwano ratowników z pobliskiego pogotowia lotniczego - dodaje.

 

W Wojskowym Instytucie Medycznym na Szaserów przeszedł trzy operacje: dwie, podczas których złożono nogę, a roztrzaskaną kość udową zastąpiono implantem, trzecią - z powodu zakażenia, które wdało się w ranę.

 

"Cały czas widzę ten strzał"

 

- Mam w sobie niemal 20 odłamków naboju, którym mnie postrzelono. Nie wszystkie widać, bo nie wszystkie świecą na rentgenie. Dokładniejszy byłby rezonans, ale nie można go zrobić, ponieważ mam w sobie za dużo metalu - wyjaśnia operator.

 

Poza odłamkami w udzie są też rozsiane części kości, która została rozerwana. - Lewą nogę czuję tylko do łydki, stopa jest "nieczynna". - Nie mogę na niej chodzić, nie mogę stanąć - wyznaje.

 

Brak czucia w nodze jest wynikiem uszkodzenia nerwów. Codzienna rehabilitacja ma je pobudzić i uruchomić uszkodzone kolano. Aleksowski korzysta też z pomocy psychologa.

 

- Ja ten strzał cały czas widzę. Kiedy kręciliśmy, nie miałem przecież zamkniętych oczu, widziałem jak gość celuje w moją stronę, ale nie sądziłem, że strzeli - mówi.

 

16 proc. z ubezpieczenia

 

Po wypadku otrzymał jednorazową wypłatę z ubezpieczenia. - Było to 16 proc. z ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków, na tyle wyceniono szkodę. Natomiast produkcji nie interesuje zabezpieczenie mojego dalszego życia, muszę radzić sobie sam - podkreśla.

 

Nie może pracować, bo nie może samodzielnie się poruszać, a ZUS orzekł całkowitą niezdolność do pracy. Od wypadku Aleksowski nie zarabia, a rehabilitacja kosztuje.

 

Liczył na pomoc producenta filmu, ale - jak twierdzi - nie dostał jej: 

 

-  Opus Film to dobra firma, właściciel jest szanowany w środowisku. Robią wspaniałe rzeczy, zatrudniają fajnych ludzi, a mimo to wyszło jak wyszło. Według mnie, nie mają honoru. Po wypadku producent i asystentka przyjechali do szpitala i zagrozili, że jeśli wezmę prawnika, to oni wezmą międzynarodowego i mnie zniszczą. No więc wziąłem prawnika.

 

Powrót do zdrowia zajmie lata

 

W styczniu fundacja im. Darii Trafankowskiej, zbierająca pieniądze na leczenie Aleksowskiego napisała, że powrót do sprawności zajmie mu trzy lata. Teraz - według lekarzy - okres ten wydłużył się do co najmniej pięciu lat.

 

Dlatego operator zapowiada pozew do sądu o zadośćuczynienie i odszkodowanie od Opus Film. - Domagam się ok. 2 mln zł, które nie zrekompensują mi zniszczonego życia, ale pomogą żyć. Muszę wychować dzieci, mam chorych rodziców. W gruzach legły moje plany zawodowe, a były bardzo dobre - tłumaczy.

 

"Jesteśmy głęboko poruszeni całym zdarzeniem i dokładamy wszelkich starań, aby jego przyczyny zostały w całości wyjaśnione. Rozumiemy naturalne zainteresowanie, niemniej z uwagi na toczące się postępowania nie możemy na chwilę obecną udzielić bardziej szczegółowego komentarza ani przekazać informacji dotyczących sprawy" - odpisał PR manager Opus Film, gdy poprosiliśmy o komentarz do wypowiedzi Aleksowskiego oraz zapytaliśmy o procedury bezpieczeństwa na planie i wypłatę odszkodowania.

 

"Nie wiem, co będzie"

 

Film można obejrzeć w sieci. Kampania serwisu Showmax ruszyła w lutym.

 

- Przedstawiciel serwisu zapytał mnie, czy można wykorzystać moje ujęcia. Powiedziałem, że nie będę tego wstrzymywał. Może trzeba było? Ale wtedy jeszcze wierzyłem, że się z Opus Film dogadamy. Po dwóch miesiącach przyszedł do mnie właściciel firmy, ale powiedział, że nie ma pieniędzy i nie może mi nic zaoferować. – stwierdził Aleksowski. - Ludzie z którymi pracowałem i znałem się od lat dzisiaj mnie unikają, bo mam odwagę walczyć o swoje. Przykre to, zwłaszcza, że osoby z planu, na którym wydarzył się wypadek nagle dostały amnezji - dodaje.

 

Czas poza rehabilitacją Aleksowski wypełnia pisząc doktorat w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Kończy też film dokumentalny o weteranach wojny w Afganistanie.

 

- Zdjęcia zrobiłem jeszcze przed wypadkiem. Bohaterami są osoby, które zostały ranne lub straciły kończyny. Teraz, niestety, naprawdę czuję to, co oni. Dopiero teraz ich rozumiem. Co dalej będzie nie wiem, żyję chwilą. Ciężko jest myśleć o przyszłości w mojej sytuacji - mówi.

 

Ubezpieczyciel firmy Opus Film odmówił wypłaty odszkodowania. Powodem ma być brak ubezpieczenia producenta od użycia broni i amunicji na planie filmowym. Badania w Łodzi i we Wrocławiu wykazały potrzebę kolejnej operacji u Aleksowskiego.

 

Aktualizacja [14.07.2017]: Przed publikacją artykułu na konto Fundacji im. Darii Trafankowskiej wpłynęła darowizna od reżysera filmu.

 

 

polsatnews.pl