- Nie bardzo rozumiał, dlaczego nie może przebić się prawda, dlaczego próbowano zdyskredytować jego karierę. Próbowano zdyskredytować jakimiś drobnymi w jego ocenie nieistotnymi dla oceny całokształtu sprawami - mówiła Przyłębska.

 

Podczas rozmowy  przypominano m.in. debatę naukową na Oxfordzie, w której w maju uczestniczył sędzia Morawski. Powiedział tam m.in, że "sędziowie są skorumpowani, włącznie z członkami Trybunału Konstytucyjnego i sędziami Sądu Najwyższego". Został za te wypowiedzi skrytykowany. Później wydał oświadczenie, w którym przeprosił tych, którzy poczuli się urażeni formą lub treścią jego wystąpienia.

 

"Próbowano go zdyskredytować drobnymi sprawami"

 

Przyłębska mówiła, że od momentu powołania Morawski był określany jako "dubler, sędzia pisowski, sędzia chodzący na pasku".

 

Podkreślała jednocześnie "jego teorie i interpretacje były cenione na świecie. - Nawet jak ktoś nie zgadzał się z jego poglądami, to cenił te poglądy i merytorycznie z nimi dyskutował - przekonywała.

 

Według niej, w ostatnim czasie Morawski "doświadczył straszliwej, niewyobrażalnej nagonki medialnej". - Bardzo się tym przejmował - dodała.

 

Stwierdziła, że  "takiego człowieka stojącego za swoimi przekonaniami próbowano zdyskredytować drobnymi sprawami".

 

"Każdy ma słabsze momenty"

 

- Jest nam bardzo przykro, że to wszystko zdarzyło się w takich okolicznościach i że odszedł od nas w takim poczuciu wielkiej krzywdy. Ostatnia moja rozmowa z nim to była rozmowa, w której skarżył się właśnie na to. Mówił "zobacz, ile napisałem, ile pokoleń młodych ludzi wychowałem i zobacz, co ze mną robią, że ja się boję iść ulicą, że ja się boję wychodzić z Trybunału Konstytucyjnego, bo się boję, że mnie zaatakują" - stwierdziła.

 

 

Nawiązując do wypadku, w którym sędzia Morawski uczestniczył prezes TK stwierdziła, że nie wpłynął jeszcze do niej wniosek o uchylenie jego immunitetu, a "już sędziego skazano, już media podawały, że to on był winny". Dodała, że nie uchylał się on od odpowiedzialności.

 

- Każdy z nas ma jakieś słabsze momenty i te słabsze momenty są wykorzystywane - dodała.

 

Biegli nie mają wątpliwości

 

Do wypadku z udziałem sędziego Lecha Morawskiego doszło w czerwcu 2015 roku na autostradzie A1.

 

Według ekspertów z Instytutu im. prof. Jana Sehna w Krakowie, to kierujący mercedesem Morawski odpowiada za zdarzenie: najechał na tył samochodu, który poruszał się prawym pasem. Kierowca uderzonego auta odniósł poważne obrażenia.

 

To druga już ekspertyza w tej sprawie, potwierdzająca wcześniejsze ustalenia pierwszego zespołu biegłych. 

 

wPolsce.pl, polsatnews.pl