Dwaj inni zatrzymani w tej sprawie mężczyźni - w wieku 27 i 36 lat - zostali objęci dozorem policyjnym, a na jednego z nich prokuratura dodatkowo nałożyła poręczenie majątkowe. Wszyscy są mieszkańcami Zabrza, a w momencie zatrzymania byli nietrzeźwi. Sprawcom czynnej napaści na policjantów grozi 10 lat więzienia.

 

Jak podał w środę sierż. sztab. Olaf Burakiewicz z zabrzańskiej policji, do zdarzenia doszło w niedzielne popołudnie na zabrzańskim kąpielisku leśnym przy ul. Srebrnej.

 

- Ratownik wodny zwrócił uwagę jednemu z mężczyzn, który skakał do wody w miejscu do tego nieprzeznaczonym i niewłaściwie się zachowywał. 23-letni mężczyzna tak się tym zdenerwował, że uderzył ratownika i groził mu - poinformował Burakiewicz.

 

Nie dał się wylegitymować, reagował agresywnie  

 

Obsługa basenu powiadomiła o zdarzeniu policję. Jak wynika z relacji funkcjonariuszy, przybyły na miejsce patrol podszedł do tego mężczyzny, który w tym czasie w towarzystwie znajomych leżał na ręczniku. Nie zamierzał on jednak dać się wylegitymować mundurowym i agresywnie reagował na wezwania policjantów do zachowywania się zgodnego z prawem.

 

- Wywiązała się szarpanina, w trakcie której mężczyzna uderzył jednego z policjantów. Dwaj inni mężczyźni w wieku 27 i 36 lat przyłączyli się do agresora i również naruszyli nietykalność cielesną mundurowych. Wszyscy grozili policjantom w celu zmuszenia ich do zaniechania podjętych czynności służbowych. Na miejsce przybyło policyjne wsparcie, a trzej agresywni mężczyźni zostali zatrzymani - powiedział Burakiewicz.

 

Wszyscy zatrzymani byli nietrzeźwi.

 

Burakiewicz dodał, że mężczyzna, który zaatakował ratownika wodnego był już wcześniej karany za znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej policjantów.

 

Mężczyzna trafił do aresztu na 3 miesiące

 

- Decyzją prokuratury we wtorek trafił on do aresztu na trzy miesiące. Dwaj pozostali mężczyźni zostali objęci policyjnym dozorem, a jeden z nich dodatkowo poręczeniem majątkowym. Za czynną napaść na policjantów grozi teraz 10 lat więzienia - podał funkcjonariusz.

 

PAP