Jak mówił Dworczyk w TVP Info, z punktu widzenia sąsiadów Ukrainy mamy prawo do oceny jej polityki

 

Zdaniem wiceministra obrony narodowej, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nie wypowiada się wprost w sprawach dotyczących OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - red.) i UPA (Ukraińska Powstańcza Armia - red.). Jest w stosunku do innych polityków, np. szefa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza, bardzo wstrzemięźliwy, natomiast akceptuje politykę historyczną, którą ukraiński IPN prowadzi. - Liczymy, że prezydent Poroszenko zdobędzie się na refleksję (...). W interesie Polski i Ukrainy leży dobra współpraca obu naszych narodów - zaznaczył wiceminister obrony narodowej.

 

- Nie ma akceptacji dla tego, żeby gloryfikować zbrodniarzy, te osoby, które wprost - albo pośrednio albo bezpośrednio - były odpowiedzialne za dokonanie ludobójstwa na Wołyniu - mówił.

 

Szacunki mówiące o ponad 100 tys. ofiar

 

Masowe zbrodnie popełnione w latach 1943-45 przez OUN i UPA na ludności polskiej głównie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej określane są mianem Zbrodni Wołyńskiej. Jej kulminacja nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA w skoordynowany sposób zaatakowały około 150 polskich miejscowości, zabijając wówczas 10-12 tys. ich mieszkańców.

 

W ocenie polskich historyków Zbrodnia Wołyńska była ludobójczą czystką etniczną, w której zginęło ogółem ponad 100 tys. osób. Są też szacunki mówiące o 120-130 tys. ofiar. Dla badaczy z Ukrainy zbrodnie były konsekwencją wojny prowadzonej przez Armię Krajową z UPA, w której wzięła udział ludność cywilna. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. osób.

 

PAP