Zbigniew Ziobro przesłał te dane wykonując obowiązek ustawowy, zgodnie z którym minister sprawiedliwości przedstawia corocznie Sejmowi i Senatowi "zagregowaną informację na temat przetwarzania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i internetowych oraz wyników przeprowadzonych kontroli".

 

Zgodnie z informacją, policja, Służba Celna, Straż Graniczna, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biura Antykorupcyjne, Wywiad Skarbowy, Komenda Główna żandarmerii Wojskowej, oddziały Żandarmerii Wojskowej oraz Służba Kontrwywiadu Wojskowego przetworzyły w 2016 r. 1 147 092 dane telekomunikacyjne. 881 711 z nich dotyczyło raportów połączeń (76,9 proc. ogółu danych), 156 306 - lokalizacji stacji abonenckich (13,6 proc.), 79 868 - danych użytkowników (7 proc.), a 29 207 - innych danych (2,5 proc).

 

Najwięcej danych przetworzyła policja

 

Najwięcej danych telekomunikacyjnych przetworzyła policja - 839 287 (73,2 proc.). 174 833 dane, czyli 15,2 proc., przetworzyły: ABW, CBA, Wywiad Skarbowy, ŻW oraz SKW. Straż Graniczna przetworzyła 132 962 dane (11,6 proc.), a Służba Celna - 10 danych.

 

Służby te uzyskały też 23 150 danych internetowych. 5 693 dotyczyły raportów połączeń (24,6 proc. ogółu), a 17 457 - danych o liczbie wystąpień o użytkownikach (75,4 proc.). Najwięcej tych danych uzyskała policja - 21 016 (90,8 proc. ogółu); ABW, CBA, Wywiad Skarbowy, ŻW oraz SKW - 1974 (8,5 proc.), Służba Celna - 117, a Straż Graniczna - 43.

 

Służby uzyskały też 1806 danych pocztowych, najwięcej policja - 1287 (71,3 proc. ogółu); ABW, CBA, Wywiad Skarbowy, ŻW oraz SKW - 518 (28,7 proc,), a Straż Graniczna - 1.

 

Według informacji Zbigniewa Ziobry "w 2016 r. przeprowadzono 121 kontroli, z których tylko 3 były negatywne".

 

Mniej niż w ubiegłych latach

 

Jak podaje Fundacja Panoptykon, liczba 1,1 mln zapytań to mniej niż w ubiegłych latach, kiedy służby pytały ok. 2 mln razy (w rekordowym 2014 r. - 2,35 mln). - Jednak tegoroczne statystyki nie obejmują zapytań o tzw. dane abonenckie (np. imię i nazwisko właściciela telefonu), które stanowiły około 40 proc. zapytań. W takim ujęciu różnica względem ubiegłych lat - choć wciąż widoczna - nie jest już tak duża - podkreśla ekspert Fundacji Wojciech Klicki.

 

Według niego, nie wiadomo co oznacza kategoria danych telekomunikacyjnych o "liczbie wystąpień o użytkownikach". - Mimo to należy chyba odetchnąć z ulgą: wprowadzone tzw. ustawą inwigilacyjną ułatwienie w sięganiu po dane na temat naszej aktywności w internecie - jeśli wierzyć statystykom - nie doprowadziło do pozyskiwania tych danych przez służby na masową skalę - zaznaczył Klicki.

 

Panoptykon i inne organizacje pozarządowe, a także RPO, podkreślają, że dostęp do billingów czy lokalizacji telefonów komórkowych, a ostatnio także danych internetowych, od dawna odbywa się poza realnym nadzorem zewnętrznym, czego nie rekompensuje wewnętrzny nadzór w służbach. - Mimo nacisków ze strony organizacji pozarządowych czy Rzecznika Praw Obywatelskich - a ostatecznie także mimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego - nie zmieniła tego poprzednia ekipa rządząca. Obecna, zmuszona wyrokiem TK, przyjęła tzw. ustawę inwigilacyjną, która nie tylko nie rozwiązała problemu braku kontroli, ale także ułatwiła służbom dostęp do danych internetowych - podkreśla Klicki.

 

W lutym weszły w życie nowe przepisy

 

Powołując się na argumenty, że tzw. ustawa inwigilacyjna z lutego 2016 r. przyznała sądom uprawnienie do kontrolowania, czy służby pozyskują dane zgodnie z prawem, zaznaczył, że np. Sąd Okręgowy w Gdańsku ocenił, że "ustawa nie stwarza możliwości zweryfikowania, czy sięgnięcie po informacje było niezbędne, celowe i należycie uzasadnione (…), a więc nie daje podstawy do przeprowadzenia realnej - spełniającej standardy ochrony praw człowieka - kontroli". Według Klickiego, sądy "widzą tylko suche tabelki i nie mają narzędzi, by zweryfikować, czy wśród pobranych billingów nie zaplątał się np. billing żony funkcjonariusza policji podejrzewanej przez niego o zdradę".

 

W lutym 2016 r. weszły w życie nowe przepisy ws. pobierania przez służby danych telekomunikacyjnych, internetowych i pocztowych oraz prowadzenia kontroli operacyjnej. Nowelizacja zasad inwigilacji - przygotowana przez posłów PiS - była wykonaniem wyroku TK z lipca 2014 r., którego nie wykonał rząd PO-PSL. Nowela wprowadziła m.in. dostęp do danych internetowych on-line, przez tzw. bezpieczne połączenie internetowe. - Internet powinien pozostać przestrzenią wolności - podkreślano.

 

Nowelę tę Sejm uchwalił przy sprzeciwie całej opozycji. Zastępca koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik w toku prac w Sejmie mówił, że jej obawy są płonne, bo ustawa ogranicza uprawnienia służb - dla których bilingi to jedna z ważnych metod walki z przestępstwami - a nie wolność w internecie. Podkreślał, że nowela wprowadza sądową kontrolę następczą pobierania wszelkich danych oraz niszczenie danych zbędnych. Dodawał, że po bilingi wiele razy sięgano pod rządami PO-PSL.

 

Jeszcze w lutym 2016 r. RPO Adam Bodnar zaskarżył nowelę do TK, m.in. w odniesieniu do pobierania danych telekomunikacyjnych i internetowych (sprawa nie ma jeszcze terminu w TK). Zdaniem Bodnara, nowela umożliwia sprawdzanie działalności obywatela w internecie, a rejestry danych, które dostają sądy, to tylko zapisy statystyczne, nie wyjaśniające powodów występowania o te dane. Bodnar podkreśla, że osoba, której dane pobrano, nie ma możliwości dowiedzenia się o tym i sprawdzenia, czy robiono to legalnie. Według RPO powinna istnieć uprzednia kontrola pobierania billingów.

 

PAP