- Nie chcę niczego przesądzać, ale skala zarzutów i ranga zarzutów wobec niej jest bez porównania większa. Mówię to naprawdę bez jakiekolwiek zapiekłości politycznej, raczej ze smutkiem. Jestem raczej zasmucony tym, że osoba, którą pamiętam jak stawała dzielnie obok mnie w sporach o aborcję, i in vitro, no w sprawie afery reprywatyzacyjnej zachowywała się w taki sposób jak się zachowywała - dodał.

 

Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji w stolicy bada zgodność z prawem decyzji administracyjnych ws. reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Wiąże się to z tzw. dekretem Bieruta z 1945 r., którego skutkiem było przejęcie wszystkich gruntów przez miasto stołeczne Warszawę, a w 1950 r. - po zniesieniu samorządu terytorialnego - przez Skarb Państwa.

 

Objęto nim ok. 12 tys. ha gruntów, w tym ok. 20-24 tys. nieruchomości. Właściciele zabranych nieruchomości mieli pół roku na złożenie wniosku o przyznanie im prawa wieczystej dzierżawy z czynszem symbolicznym, ale w praktyce większość wniosków nie była rozpatrywana lub rozpatrywano je odmownie. Po zmianie ustrojowej w 1989 r. właściciele i spadkobiercy przejętych nieruchomości zaczęli zabiegać o zwrot własności.

 

Komisja może utrzymać w mocy decyzję reprywatyzacyjną (uznać słuszność zwrotu nieruchomości), albo uchylić ją i podjąć decyzję merytoryczną, która pozwoli odebrać bezprawnie pozyskaną nieruchomość.


Może też uchylić decyzję reprywatyzacyjną i przekazać sprawę do ponownego rozpatrzenia organowi, który ją wydał, wraz z wiążącymi wskazaniami, co do dalszego postępowania. Od decyzji komisji przysługuje skarga do sądu administracyjnego.

 

PAP