- Łamiąc prawo, ten obiekt wpisano na listę dziedzictwa przyrodniczego UNESCO, nie dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego, tylko przyrodniczego, jako nietknięty ręką człowieka w przeszłości - powiedział minister środowiska w środę w Sejmie, odpowiadając na interpelacje poselskie. Zapowiedział, że złoży wniosek do UNESCO, żeby Puszczę Białowieską wpisać na "listę dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego".

 

Naukowcy o słowach ministra

 

Na te słowa  niemal natychmiast zareagowali naukowcy z Komitetu Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej Polskiej Akademii Nauk. W opublikowanym oświadczeniu przypomnieli, że Puszcza Białowieska znalazła się na liście światowego dziedzictwa już w 1979 r., a nie jak stwierdził minister w 2014 r. "W 1992 r. wpis rozszerzono o białoruską część Puszczy, a w 2014 r. objęto także całą polską część" – napisali.

 

Wyjaśnili też, że - wbrew opinii ministra - nie ma sprzeczności między przepisami UNESCO a unijnymi wytycznymi.

 

"Nie ma konfliktu między wymogami UNESCO a dyrektywą siedliskową UE w kwestii Puszczy - zarówno UNESCO (o czym można przeczytać w opublikowanym na stronie ministerstwa środowiska raporcie), jak i Komisja Europejska uważają, że obecna wycinka Puszczy zagraża jej walorom przyrodniczym" - głosi oświadczenie.

 

Nie wiedział, kto za tym stoi

 

Dr hab. Przemysław Chylarecki z PAN w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zauważył, że za objęcie wpisem całej puszczy w 2014 r. odpowiadał tzw. Komitet sterujący obiektu.

 

Wśród członków tego gremium byli m.in. ówczesny dyrektor nadleśnictwa Białowieża Andrzej Konieczny, dziś wiceminister środowiska oraz nadleśniczy z Hajnówki i Browska: Grzegorz Bielecki i Dariusz Skirko, którzy obecnie występują w obronie działań rządu wobec puszczy.

 

Jak podsumował Chylarecki, minister Szyszko doniósł więc na swoich zaufanych leśników.

 

 

wyborcza.pl, polsatnews.pl