"Wiedziałem, że Amber Gold jest firmą, która budzi wiele wątpliwości". Michał Tusk przed komisją śledczą

Polska

- Na pewno wiedziałem o tym, że Amber Gold, który jest inwestorem w OLT Express jest firmą, która budzi wiele wątpliwości - mówił Michał Tusk, zeznając przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Jak mówił, jest też możliwe, że wiedział, iż Marcin P. miał w przeszłości jeden wyrok. Dodał, że współpraca z OLT Express była elementem jego życia prywatnego i nie była wprost powiązana z pracą na lotnisku.

W połowie 2011 r. spółka Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express - linie OLT Express rozpoczęły działalność 1 kwietnia 2012 r.

 

Po upadku OLT Express pod koniec lipca 2012 r. okazało się, że ze spółką współpracował pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku Michał Tusk, syn byłego premiera Donalda Tuska.

 

W środę o godz. 10 sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold rozpoczęła przesłuchanie  Michała Tuska. Świadkowi towarzyszy pełnomocnik mec. Roman Giertych.

 

"Nie miałem wiedzy o przestępczej działalności"

 

Jarosław Krajewski (PiS) pytał świadka, kiedy dowiedział się, że szef Amber Gold Marcin P. jest osobą prawomocnie skazaną za przestępstwa gospodarcze.

 

- Dokładnej daty oczywiście nie jestem w stanie powiedzieć (...), nie pamiętam, czy wiedziałem o konkretnym wyroku. Powiedziałbym tak, że taka podejrzana otoczka wokół Amber Gold była mi znana - odpowiedział świadek. Zaznaczył, że nie pamięta od kiedy było mu to wiadome. - Na pewno w listopadzie 2011 r. tak - dodał.

 

- Czyli rozumiem, że przed podjęciem formalnej współpracy z OLT Express miał pan wiedzę na temat przestępczej działalności pana Marcina P.?- dopytywał Krajewski.

 

- To pan powiedział. Nie miałem wiedzy o przestępczej działalności dlatego, że poruszamy się w sferze pewnych niuansów. Nikt nie napisał wprost w 2011 czy 2010 roku, że Marcin P. to przestępca, a Amber Gold to piramida finansowa. To były różnego rodzaju sugestie, opinie - odpowiedział Michał Tusk.

 

- Na pewno wiedziałem o tym, że Amber Gold, który jest inwestorem w OLT Express jest firmą, która budzi wiele wątpliwości - dodał świadek. Jak mówił, jest też możliwe, że wiedział, iż Marcin P. miał w przeszłości jeden wyrok.

 

Nawiązanie współpracy z OLT Express

 

W trakcie przesłuchania Tusk poinformował, że szefa Amber Gold poznał w listopadzie 2011 r., kiedy jako dziennikarz "Gazety Wyborczej" spotkał się z nim, by porozmawiać na temat inwestycji jego spółki w biznes lotniczy. - Była to zgłoszona inicjatywa, tekst, który chciałem napisać i go napisałem - powiedział Tusk.

 

O nawiązanie współpracy z liniami lotniczymi OLT Express, których właścicielem była firma Amber Gold, zapytał świadka Jarosław Krajewski (PiS).

 

M. Tusk odpowiedział, że prezes gdańskiego portu lotniczego Tomasz Kloskowski powiedział mu o tym, że "jest linia, która się rozwija w Gdańsku, że brakuje jej ludzi". Tusk mówił, że Kloskowski powiedział mu, że jego zdaniem posiada on "umiejętności i wiedzę, która mogłaby im się przydać" i spytał czy jest zainteresowany.

 

- Ja wtedy odpowiedziałem: tak, w sensie potwierdziłem to. To była końcówka 2011 r., albo początek 2012 r. - dodał M. Tusk.

 

Jak zeznał efektem tej rozmowy było jego spotkanie z Marcinem P. i Jarosławem Frankowskim z OLT Express. - Daty też nie pamiętam dokładnie, na pewno miało to miejsce pomiędzy moją rozmową z Kloskowskim, a podjęciem współpracy fizycznej z OLT Express, czyli podejrzewam, że był to znowu przełom 2011/12 r.; grudzień, styczeń, luty, ten okres czasu - powiedział.

 

Krajewski powiedział zaś, że według ustaleń komisji śledczej Michała Tuska od 15 marca 2012 r. łączyła z OLT Express umowa o świadczenie usług doradczych i menadżerskich, zaś od 16 kwietnia 2012 r. był on ponadto zatrudniony w Porcie Lotniczym Gdańsk na pełen etat na stanowisku specjalisty do spraw marketingu, a do zakresu jego obowiązków należała m.in. współpraca z liniami lotniczymi operującymi do i z Portu Lotniczego Gdańsk.

 

- Czy pan potwierdza? - zapytał Krajewski. Świadek potwierdził.

 

"Józef Bąk to nazwa skrzynki e-mailowej"

 

Tusk został zapytany przez posła PiS Jarosława Krajewskiego o to, czy w korespondencji e-mailowej z Jarosławem Frankowskim z OLT Express, posługiwał się "opisem nadawcy Józef Bąk". Michał Tusk wyjaśnił, że "Józef Bąk" to nazwa skrzynki e-mailowej. - Z tego, co pamiętam nie ma żadnego maila, w którym podpisałbym się "Józef Bąk" - dodał.

 

Krajewski dalej dociekał, co miało na celu posługiwanie się imieniem i nazwiskiem "Józef Bąk" w korespondencji mailowej z OLT Express.

 

- Panie pośle, nie posługiwałem się nigdy imieniem i nazwiskiem "Józef Bąk" w korespondencji z OLT Express - powtórzył Tusk. Podkreślił, że skrzynkę e-mailową o nazwie "Józef Bąk" zarejestrował w 2000 roku, kiedy był w drugiej klasie liceum. - I to była moja prywatna skrzynka mailowa. Korespondencji z użyciem tej skrzynki pocztowej, także z przedstawicielami OLT Express podpisywałem się nie wiem, inicjałami, tak jak to jest przyjęte między ludźmi, którzy się znają - dodał syn b. premiera Donalda Tuska.

 

Zapewniał też, że każda osoba, która otrzymywała e-maila z tej skrzynki, wiedziała kto jest autorem wiadomości. - To jest być może zabawny element; wiem, że on tutaj budzi rozmaite reakcje u członków komisji - od rozweselenia po jakieś niestworzone teorie - dodał Michał Tusk.

 

- Rozumiem, że ktoś może sugerować, że nie wiem, w 2000 roku, jak miałem kilkanaście lat przewidziałem wszystko i sobie przygotowałem anonimowy e-mail - ironizował świadek, zauważając, że "nie ma żadnego obowiązku", żeby nazwa skrzynki e-mailowej "była (prawdziwym) imieniem i nazwiskiem". - To może być cokolwiek. Istotne jest to, jak się człowiek podpisuje w mailu i czy osoby, które z nim korespondują, wiedzą iż to jest ta osoba - argumentował świadek.

 

Krajewski zapytał następnie dlaczego Tusk nie stworzył na potrzeby współpracy z OLT Express nowego konta e-mailowego, tylko "podawał się - jeśli chodzi o nazwę nadawcy - jako Józef Bąk".

 

- Stworzenie adresu mailowego na ogólnodostępnej domenie jest bardzo proste - zaznaczył poseł PiS.

 

 

W tym momencie odezwał się pełnomocnik Tuska, mec. Roman Giertych. - Pani przewodnicząca, ja mam taka prośbę - na podstawie art. 148, par. 2 Kodeksu postępowania karnego, prosiłbym o oznaczenie w protokole tej wypowiedzi pana posła, którą przed chwilą wypowiedział jako niestanowiącej ani pytania, ani odpowiedzi świadka - zwrócił się Giertych do szefowej komisji Małgorzaty Wassermann (PiS).

 

- Informuję pana mecenasa, że w protokole jest wszystko - zarówno pytania, jak i odpowiedzi - odparła posłanka Prawa i Sprawiedliwości. - Tak, pani przewodnicząca, ale ponieważ art. 148 nakazuje osobie, która chce, aby coś było w protokole zaznaczone, wypowiedzenie tego, to ja niestety będę musiał każdą tego typu sugestię, komentarz który nie stanowi pytania, oznaczać w protokole osobno - dodał mecenas.

 

Michał Tusk, dopytywany dlaczego nie stworzył nowej skrzynki e-mailowej, wyjaśnił, że "Józef Bąk" była jego prywatną skrzynka, której używał od lat i nie widział powodu, żeby ją zmieniać.

 

- Miałem dużo zajęć z samym zarejestrowaniem działalności gospodarczej, więc rzeczywiście nie przykładałem do tego wagi. Powiem tak: przez cały ten okres, zarówno mojej współpracy z OLT Express, jak i w ogóle okres życia i korzystania z tej skrzynki, nigdy nie było to dla nikogo problemem poza, że tak powiem, osobami, które komentują ten fakt tworząc teorie i dorabiając do tego jakiś historie niestworzone. Nie miałem żadnego powodu tak naprawdę, żeby rejestrować nowy adres specjalnie na tę okazję - powiedział Michał Tusk.

 

"Zwyciężyła ciekawość"

 

Michał Tusk był pytany podczas posiedzenia komisji o to, dlaczego podjął współpracę z Marcinem P. mając świadomość, jak sam stwierdził, że działalność Amber Gold budzi wątpliwości. - W pewnym sensie zwyciężyła ciekawość, chęć rozwoju własnego i realizowania siebie w zakresie, jaki mnie interesował - odpowiedział.

 

- Na pewno przeprowadzałem sobie takie drzewko decyzyjne, czy warto, podjąłem wtedy oczywiście decyzję, która okazała się być decyzją opartą na złych przesłankach - wyjaśniał świadek.

 

Joanna Kopcińska (PiS) pytała, kiedy świadek dowiedział się o umieszczeniu Amber Gold na liście Komisji Nadzoru Finansowego.

 

- O tym, że Amber Gold zostało umieszczone przez KNF na liście ostrzeżeń, wiedziałem na pewno już w listopadzie 2011 r., kiedy robiłem wywiad z Marcinem P. - odpowiedział.

 

Kopcińska spytała też M. Tuska kiedy i w jaki sposób dowiedział się o kłopotach linii lotniczych OLT Express, których właścicielem była spółka Amber Gold.

 

M. Tusk odpowiedział, że pierwsze sygnały w tej kwestii "to były anonimowe informacje na forach internetowych". - Pamiętam taką jedną szczególnie. To była informacja na forum lotnictwo.net.pl dotycząca tego, że OLT Express nie płaci na catering i to był chyba początek lipca - powiedział.

 

M.Tusk dodał, że w międzyczasie słyszał i "gdzieś na lotnisku krążyła taka informacja, że OLT Express nie płaci za opłaty lotniskowe".

 

- W połowie lipca była taka sytuacja, że OLT Express ograniczyło mocno działalność i to już było wtedy wiadomo, że sytuacja jest słaba - powiedzia.

 

Świadek zaznaczył, że potem spotkał jeszcze przypadkowo na lotnisku w Gdańsku dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego. - Rozmowa była bardzo krótka, był zdenerwowany i było czuć, że to się wszystko sypie - powiedział M.Tusk.

 

Dodał, że nie kojarzy aby o tych anonimowych wpisach w internecie z kimś rozmawiał. - Nie pamiętam, abym to wyjaśniał z kimkolwiek - zeznał.

 

"Nie było konfliktu interesów w pracy dla Portu Lotniczego i współpracy z OLT"

 

- Dla mnie nie było konfliktu interesów ponieważ nie miałem ani razu sytuacji, w której musiałem rozważać, że zrobię coś dla jednego co będzie złe dla drugiego. Takiej sytuacji nie było - powiedział Tusk, odpowiadając na pytanie Witolda Zembaczyńskiego z Nowoczesnej.

 

- (...) mnie obowiązywał kodeks pracy dla Portu Lotniczego Gdańsk i obowiązywała mnie specyficzna umowa szczegółowa, która określała zakres zadań, które mam wykonywać dla OLT - dodał.

 

Zembaczyński dopytywał też świadka, czy posiadał on formalną, pisemną zgodę prezesa lotniska na dodatkowe zatrudnienie. - Nie, nie miałem formalnej zgody, natomiast to była powszechna wiedza, ja się z tym nie kryłem. Wiedział o tym mój kierownik, moi współpracownicy w dziale, każdy o tym wiedział - odpowiedział M.Tusk. Zwracał jednocześnie uwagę, że zatrudnianie pracownika linii lotniczych przez lotnisko "może być atutem dla lotniska".

 

Polityk Nowoczesnej pytał też o straty gdańskiego lotniska w związku z upadłością spółek OLT Express. We wtorek prezes tego lotniska Tomasz Kloskowski zeznał przed komisją śledczą, że straciło ono 4 mln zł w związku z niezapłaconymi fakturami.

 

- Te 4 mln zł to niezapłacone opłaty lotniskowe, których i tak by nie było gdyby OLT Express nie istniało, te niezapłacone faktury by się nie pojawiły. Natomiast pojawiło się dużo innych przychodów, których też by nie było gdyby nie było OLT Express - mówił świadek.

 

- Gdybyśmy podliczyli dokładnie i uczciwie (...) to zapewnie wyszłoby, że lotnisko zarobiło - dodał.

 

"Atmosfera podejrzliwości wokół Amber Gold"

 

O rozmowy Michała Tuska z ojcem na temat OLT Express pytał podczas środowego posiedzenia komisji jej wiceszef, Marek Suski (PiS).

 

- Przed chwilą mówił pan o tym, że tata był niezadowolony, że zrezygnował pan z pracy w "Gazecie Wyborczej", natomiast w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" wspomniał pan o swojej rozmowie z ojcem, która miała miejsce w czerwcu (2012 roku - red.) i w tym wywiadzie stwierdził pan, że pana tacie, Donaldowi Tuskowi współpraca z OLT Express nie podobała i było to niemądre - powiedział poseł PiS.

 

Michał Tusk odparł, że dokładnej daty rozmowy z ojcem nie pamięta; odbyła się latem. Jak dodał, nie jest w stanie też powiedzieć, czy przed spotkaniem ówczesny premier wiedział, że jego syn pracuje dla OLT Express, czy dowiedział się już w czasie spotkania. - To spotkanie miało charakter taki, jaki jest opisany w tym wywiadzie, tzn. on powiedział, że to jest niemądre - podkreślił świadek.

 

Suski dopytywał o reakcję Michała Tuska na argumenty ojca. Świadek odpowiedział, że był świadom "atmosfery podejrzliwości wokół Amber Gold" (spółka ta była właścicielem linii OLT Express).

 

- Byłem świadomy atmosfery podejrzliwości wokół Amber Gold i natury działania tego biznesu. Podejrzewam, że tych samych argumentów użył mój ojciec. Razem wiedzieliśmy, że to jest, mówiąc kolokwialnie, lipa. Że są pewne podejrzenia wokół Marcina P., że KNF wydał swoje ostrzeżenie wcześniej dotyczące produktów finansowych Amber Gold - mówił Michał Tusk.

 

- W związku z tym mówi pan, że ta rozmowa miała miejsce w czerwcu, jeszcze przed tym jak afera wybuchła. Mówi pan, że wiedzieliście, że to była lipa. Jednocześnie dla tej lipy pan pracował. Jak pan to wytłumaczy?

 

- To był skrót myślowy. (...) Wiedziałem o zastrzeżeniach, dowodów na to nie było. Amber Gold (…) dawał dużo symptomów legalności biznesu.

 

 

"Szczególnie część z państwa nie widziałaby w tym nic złego"

 

- Czy w okresie podjęcia tej współpracy świadek analizował, aby ze względu chociażby na to nazwisko, czy komuś mogło szczególnie zależeć na zatrudnieniu lub nawiązaniu współpracy z liniami OLT i dlaczego? - pytała Michała Tuska Andżelika Możdżanowska (PSL).

 

- Generalnie jestem wyczulony na jakieś takie bezczelne próby podlizywania się do mnie w kontekście tego, co robi mój ojciec. Na pewno nic takiego nie miało miejsca w tym momencie, więc nie miałem żadnych przyczyn by twierdzić, że moja współpraca z OLT Express, czy z lotniskiem w Gdańsku, ma związek z tym, kim jest mój ojciec - odpowiedział świadek.

 

M. Tusk dodał, że mógłby "czerpać przykłady - a jest ich bardzo wiele - i być po prostu synem ojca; eksplorować kolejne rady nadzorcze i zarządy". – Wydaje mi się, że szczególnie część z państwa nie widziałaby w tym nic złego - dodał.

 

- Od początku mojego życia jestem przeczulony na punkcie wyrzucania mi, szukania koneksji, czy poparcia ojca, czy jakiegoś załatwiactwa (...) ani w pracę w "Gazecie Wyborczej", ani na lotnisku, ani tym bardziej dla OLT Express mój ojciec nie był zaangażowany i w żaden sposób mi w tym nie pomógł - podkreślił świadek.

 

Zaznaczył, że próbuje "iść własną ścieżką". - Mogę tylko przyznać, że nie zawsze efekty tego są takie, jak bym sobie tego życzył - dodał M. Tusk.

 


Zawiadomienie do prokuratury "by zdjąć z siebie odpowiedzialność"


Poseł PO Krzysztof Brejza (PO) pytał świadka, czy jego ojciec - Donald Tusk - kiedykolwiek pomagał mu w załatwianiu pracy. Michał Tusk odparł: "Nie, nie pomagał". Pytany o to, ile zarabiał w Porcie Lotniczym w Gdańsku, M. Tusk powiedział, że zarabiał na początku 3 tysiące zł. miesięcznie na rękę.


- Poza niezależnym ode mnie finałem działań OLT Express i Amber Gold, nie ma tam (w mojej pracy) nic, co kładzie się cieniem na moich działaniach - przekonywał M. Tusk.


Brejza pytał też o zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez M. Tuska, które złożył Marcin P. M. Tusk powiedział, że nie wie o tym, że Marcin P. złożył takie zawiadomienie do prokuratury.


- Nie wiedziałem o tym, że Marcin P. złożył zawiadomienie, to jest dla mnie nowość. Trudno mi powiedzieć, dlaczego złożył (zawiadomienie), pewnie dlatego, żeby zdjąć z siebie w jakiś sposób odpowiedzialność, rozłożyć zainteresowanie na więcej osób, zrobić większe zamieszanie, to jest dla mnie oczywiste - powiedział M. Tusk.


"Nie mam nic do ukrycia jeśli chodzi o majątek"


O kwestie majątku pytał M. Tuska Stanisław Pięta (PiS). Dopytywał m.in. o prowadzoną przez M. Tuska firmę i o posiadane nieruchomości.

O uchylenie tych pytań - jako nie mających związku z pracą komisji - wnosił pełnomocnik świadka mec. Roman Giertych. - Czy pan poseł jest urzędem skarbowym? - pytał Piętę Giertych.

 

- Jesteście państwo mistrzami w budowaniu sytuacji pokazujących, że ktoś ma coś do ukrycia, więc ja nie mam nic do ukrycia w tej sprawie - zaznaczył M. Tusk.

 

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) odparła na to: "Wypraszam sobie takie uwagi (...) ja panu pomogę, dlaczego o to pytałam, jeśli pan chce, sam pan to wywołał".

 

Przewodnicząca dodała, że "to pytanie nie jest kompletnie bezzasadne". - Jakby pan zechciał się odnieść w takim razie do protokołu przesłuchania świadka pana Krzysztofa Malinowskiego, który złożył zeznania tej treści: „Pamiętam treść pisma, które przesłałem do ABW. W tym temacie chcę powiedzieć, że zdarzenie związane z łapówką miało miejsce w dniu mojego ostatniego spotkania z Marcinem P. w lokalu w kinie Krewetka. Ja na to spotkanie przyszedłem wcześniej niż się umówiliśmy. To zdarzenie miało miejsce w restauracji. Ja przebywałem na zewnątrz i widziałem, co się dzieje w środku przez szybę. Tam jest wejście przeszklone, także widać co się dzieje w środku. Kiedy przyszedłem widziałem Marcina P. oraz Michała Tuska. Oni siedzieli przy stoliku, mieszczącym się po lewej stronie od wejścia z brzegu. Ja zacząłem ich obserwować. Jak mówiłem, stałem na zewnątrz, oni mnie nie widzieli, ja zrobiłem zdjęcie telefonem komórkowym Nokia N95. Na tym zdjęciu widać jak Marcin P. wręcza kopertę Michałowi Tuskowi" - cytowała Wassermann i pytała czy to jest prawdziwe zdarzenie.

 

- Nie, to jest jakiś absurd - odpowiedział M. Tusk. Dodał, że nie pamięta żadnego spotkania z P. w innym miejscu, niż w biurze OLT Express.

 

Mec. Giertych zaś powiedział, że formuła, w której przewodnicząca "odczytała zeznania jakiegoś nieznanego pana Malinowskiego ma wszelkie cechy pomówienia i to karalnego".

 

M. Tusk powiedział zaś, że jest właścicielem firmy transportowej, która posiada w leasingu dwa pojazdy oraz jest też właścicielem swojego mieszkania. - Ja to mieszkanie kupiłem w roku 2013 albo 2014 za pieniądze ze sprzedaży poprzedniego mieszkania. Poprzednie mieszkanie kupiłem w roku 2010 na kredyt hipoteczny, który spłacam do dzisiaj. (...) Dokonaliśmy operacji, która się nazywa przeniesienie kredytu. Mieszkanie spłacam, płacąc raty hipoteczne w wysokości około 2 tys. zł miesięcznie - dodał.

 

"W 2009 r. nie wiedziałem o istnieniu Marcina P."

 

Kilka godzin później do odpowiedzi M. Tuska nawiązała posłanka Andżelika Możdżanowska (PSL). - Zeznał pan, że w 2009 r. nie spotkał się z Marcinem P.? - pytała. - 2009? To zeznanie dotyczyło 2009 r.? - dopytywał Tusk. Możdżanowska odpowiedziała twierdząco mówiąc, że do tego spotkania miało dojść 2 maja 2009 roku.

 

- W 2009 r. nie wiedziałem o istnieniu takiej osoby - oświadczył M.Tusk odnosząc się do osoby Marcina P.

 

Możdżanowska przyznała, że zeznanie Malinowskiego jest wątpliwe, gdyż Marcin P. "w miesiącach luty, marzec, kwiecień, maj 2009 r." był w areszcie śledczym.

 

Pełnomocnik M. Tuska, Roman Giertych dopytywał Wassermann czemu cytując wcześniej zeznanie nie poinformowała jakiego okresu ono dotyczy. - Dlaczego pani to zacytowała bez informacji, że wówczas Marcin P. był w areszcie? I że to jest w ogóle niewiarygodne? - pytał Giertych. Jak dodał, chce, by szefowa komisji przeprosiła jego klienta za pomówienie.

 

- Chyba pan żartuje, nie będę z panem dyskutować - odparła Wassermann. - Zadałam pytanie i je podtrzymuje. Czy to jest prawda, tak jak zeznał ten człowiek, że był świadkiem jak są panu wręczane łapówki. Pan odpowiedział, że nie i rozumiem, że pan to podtrzymuje - dodała szefowa komisji zwracając się do M. Tuska.

 

- Oczywiście - odparł Tusk.

 

"To są kryminalne pomówienia"

 

Krzysztof Brejza (PO) dopytywał kim w ogóle jest człowiek, którego zeznania zostały przytoczone. - To jest podłe. Jak można tego typu zarzuty formułować i insynuacje - dodał.

 

- To są kryminalne pomówienia - wtórował mu Giertych. - Pani przewodnicząca, ja byłem w komisji śledczej, pracowałem z pani ojcem (Zbigniewem Wassermannem - red.) i ceniłem tę współpracę. Ale takiego poziomu skandalu nie pamiętam w historii żadnej komisji śledczej. Żeby cytować zeznania jakiegoś człowieka kompletnie niewiarygodnego na temat okoliczności, które są kompletnie absurdalne i jak wyjaśniła pani poseł zupełnie nieprawdopodobne - dodał.

 

- Proszę pana niechże już pan przestanie, niech już pan da spokój panie mecenasie - odparła Wassermann. Zwróciła uwagę, że ABW z jakiegoś powodu zaprosiła Malinowskiego na spotkanie i odebrała od niego zeznania.


"Miałem poczucie, że jestem w OLT trochę niepotrzebny"


Krzysztof Brejza (PO) pytał o treść maila, którego M. Tusk wysłał 3 lipca 2012 r. do dyrektora zarządzającego OLT Express Jarosława Frankowskiego o treści: "Wielka prośba o przekazanie tam, gdzie trzeba przed urlopem. W załączeniu umowa. Z umową spokojnie przygotuję odpowiednie zmiany ws. pracy".

 

- Gdyby pan otrzymał to mityczne ostrzeżenie, wysyłałby pan taką wiadomość, czy też wymyśliłby pan pretekst, by jak najszybciej zerwać współpracę z OLT? - pytał świadka poseł Platformy.

 

M. Tusk odpowiedział, że były różne przyczyny, które złożyły się na jego chęć rozwiązania współpracy z OLT Express. - Zresztą, jak państwo widzą w tych mailach, to też wszystko było rozłożone w czasie, to nie były jakieś nagłe działania z mojej strony - mówił Tusk.

 

- Prawda jest taka, że tak od połowy czerwca analizy, które wykonywałem dla OLT Express, trudno mi było doprosić się o jakiś komentarz. Rzeczywiście Frankowski był mniej dostępny. Innymi słowy miałem po prostu poczucie, że trochę już jestem niepotrzebny - powiedział świadek.

 

Jak podkreślił, chciał "dla pewnej czystości sprawy tę umowę zmienić w taki sposób, żeby (...) rzeczywiście to była umowa ramowa, na podstawie której wystawia się faktury za konkretne usługi". - Czyli na przykład jeśli nie robię nic pół roku to nie wystawiam im faktur, żeby potem nie było dla mnie zarzutu, że biorę pieniądze za nic nierobienie - podkreślił Tusk.

 

- Druga rzecz to oczywiście to, co mówiłem - były te informacje pojawiające się gdzieś w internecie dotyczące tego, że OLT nie płaci itd. To wszystko razem złożyło się na decyzję, która trochę się kształtowała u mnie, jakby w środku, żeby tę umowę rozluźnić - dodał.

 

"To były polecenia służbowe"


Tusk był też pytany o dane MIDT (Market Information Data Transfer - jest to baza danych na podstawie których prognozuje się zapotrzebowanie na kierunki lotnicze). Jak wyjaśniał są to dane ogólnodostępne, które może zamówić m.in. lotnisko, linia lotnicza, czy "ktoś kto ma taki kaprys".

 

Na pytanie, czy stanowią one tajemnicę przedsiębiorstwa, odparł: "Trudno mi odpowiedzieć, bo (...) nie ja decyduję, co jest tajemnicą przedsiębiorstwa". - Dla mnie jest rzeczą oczywistą, że te dane miałem po to, żeby wykorzystywać je do prezentacji materiałów dla przewoźników i do tego tylko i wyłącznie je wykorzystywałem - zapewnił Tusk.

 

Brejza pytał Tuska, czy udostępniając dane MIDT podczas prezentacji opracowanej dla kilkunastu przewoźników na potrzeby połączeń Gdańsk-Praga, popełnił jakiekolwiek przestępstwo.

 

- Nie. Wykonywałem obowiązki swoje służbowe w ten sposób - podkreślił. Dopytywany, czy miał zgodę przełożonych na udostępnienie tych danych, odparł: "To było wręcz moje zadanie, więc to były polecenia służbowe, żebym udostępniał te dane w różnej formie".

 

Na pytanie, czy w jakikolwiek sposób działał na szkodę portu lotniczego w Gdańsku, Tusk zapewnił, że nigdy tego nie robił. Zapytany, czy ukrywał w porcie swoją pracę na rzecz OLT, wskazał: "W porcie pracuje ponad 200 osób. Najbliższe moje otoczenie wiedziało o tym".

 

Brejza pytał również świadka o słowa wicepremiera Jarosława Gowina, który - jak przytaczał poseł PO - ocenił, że "część biznesu" mogła chcieć obalenia ówczesnego premiera Donalda Tuska i że m.in. w tym kontekście zatrudniono jego syna w OLT Express.


- Natura mojego zatrudnienia była moją inicjatywą, więc nie wydaje mi się, żeby stały za nią jakieś inne siły - odpowiedział Tusk.

 

"Tydzień po wybuchu afery rozmawiałem z ojcem. To była bardzo trudna rozmowa"

 

Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał świadka, czy ówczesny premier Donald Tusk informował go o niepokojących sygnałach, które do niego wpływają ws. Amber Gold i OLT.

 

- Myśmy nigdy nie rozmawiali o żadnych sygnałach, które do ojca dochodziły. Myśmy rozmawiali o mojej pracy i mojej reputacji - odpowiedział Michał Tusk.

 

Wassermann pytała z kolei o to, kiedy ojciec poinformował go, że Amber Gold to potężna piramida finansowa. - Nie było takiej rozmowy między nami - odparł, dodając, że dowiedział się o tym dopiero po wybuchu afery.

 

- Jakiś może tydzień po wybuchu afery pojechałem z żoną do Warszawy i rozmawiałem wtedy z ojcem i rzeczywiście to była bardzo trudna rozmowa dla mnie - dodał.

 

"To była raczej ocena sytuacji politycznej"

 

W trakcie przesłuchania Wassermann zapytała świadka o jeden z wywiadów, którego udzielił po wybuchu afery Amber Gold. - Czy to jest autoryzowany przez pana tekst w tym wywiadzie z panem Latkowskim, Majewskim, w którym pan mówi, że tata obiecał panu, że nie będzie komisji śledczej? - pytała.

 

Michał Tusk powiedział, że ten artykuł nie był przez niego autoryzowany. - A czy było tak, że tata panu obiecał, że nie będzie komisji? - dopytywała Wassermann.

 

- Jeśli tak było, to było to powiedziane na zasadzie: nie martw się, komisji śledczej z tego raczej nie będzie. To nie była więc obietnica jego działań, tylko raczej jego ocena sytuacji politycznej - odparł Tusk.

 

- Jak ma się większość, to takie obietnice można składać - skwitowała szefowa komisji.

 

"Jestem tu tylko dlatego, bo mam nazwisko takie, a nie inne"

 

- Jeśli mam oceniać swoje zachowanie, to jest doświadczenie życiowe. (...) Wszystkie te negatywne reperkusje, które spotykają mnie po tej sprawie, one nie są wynikiem moich działań, bo inna osoba, anonimowa wykonując te działania, w żaden sposób nie byłaby w zainteresowaniu służb, prokuratury, czy wysokiej komisji - podkreślił Tusk. I dodał: "jestem tu tylko dlatego, bo mam nazwisko takie, a nie inne".

 

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) podkreśliła, że powie świadkowi "dlaczego się tu znalazł". - Znalazł się tu pan dlatego, że nie potrafi pan przez osiem godzin powiedzieć, co pan robił dla tej firmy i nie ma śladu w dokumentach pana działalności. (...) Ta firma urosła do takich rozmiarów i żadna instytucja w Polsce nie była w stanie wejść i sprawdzić, czym ona się zajmuje - zaznaczyła posłanka.

 

- Z całym szacunkiem, ale nie ma śladów pana pracy. Są maile, z których tylko wynika, że pan rozpaczliwie śle tam prośby i swoje pomysły, a oni odpisują panu: dziękuję. Nie ma żadnego zapotrzebowania, nie ma ani jednego maila, w którym zlecają panu konkretną pracę - zauważyła szefowa komisji.

 

Pełnomocnik świadka mec. Roman Giertych zawnioskował, żeby oświadczenie przewodniczącej zostało wyłączone z protokołu jako pytanie. - To jest tak naprawdę glosa do wypowiedzi świadka, która najlepiej, gdyby znalazła się we wspomnieniach - powiedział.

 

- Już panu powiedzieli posłowie, że pan bardzo tęskni za tym, aby znaleźć sie na pierwszych stronach, ale to naprawdę nie dzisiaj - odpowiedziała Giertychowi Wassermann.

 

Afera Amber Gold

 

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

 

Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

 

Spółka Amber Gold była właścicielem linii lotniczych OLT Express, które rozpoczęły działalność 1 kwietnia 2012 r.

 

Po upadku OLT Express pod koniec lipca 2012 r. okazało się, że ze spółką współpracował pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku Michał Tusk, który miał się zajmować obsługą prasową linii OLT Express i analizą ruchu lotniczego z Gdańska.

 

PAP

mta/grz/prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze