Minister na antenie Polskiego Radia 24 przyznał, że ASF to problemem, z którym walka trwa od 2014 r. Wskazał, że w tej sprawie kłopotem jest Białoruś i Ukraina, z których dziki zarażone tą chorobą dostają się na terytorium Polski. ASF nie jest niebezpieczny dla człowieka, ale jest groźny dla trzody chlewnej. Wykrycie tej choroby u świń powoduje likwidację całych hodowli.

 

Według Jurgiela za pojawiające się nowe ogniska choroby odpowiadają: brak odpowiedzialności rolników, ale głównie nieskuteczny odstrzał dzików przez koła łowieckie.

 

- Najgorszy problem w Polsce to brak redukcji dzików - powiedział Jurgiel. Dodał, że w kołach łowickich trzyma się stary układ, którego nie jest w stanie zmienić. - Uważam, że brak współpracy z ich strony, brak redukcji dzików w strefach, szczególnie w niebieskiej i czerwonej, uniemożliwia zlikwidowanie tego problemu - zaznaczył szef resortu rolnictwa.

 

Jurgiel poinformował, że w tej sprawie napisał pismo do premier Beaty Szydło. - Chcę też apelować, apelują ciągle do kół łowieckich. Panowie, czas zadbać o bezpieczeństwo narodu - podkreślił.

 

Minister dodał, że jest też zwolennikiem tego, by działający w obecnym kształcie Polski Związek Łowiecki rozwiązać. - Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem, żeby PZŁ w takim kształcie rozwiązać - powiedział.

 

Jego zdaniem, polski model myślistwa powinien przypominać np. niemiecki, gdzie są 34 stowarzyszenia zrzeszające koła myśliwskie. "Nie ma problemów, jest konkurencja" - ocenił.

 

Rzecznik ministerstwa środowiska broni PZŁ

 

Rzecznik resortu środowiska Paweł Mucha wpodkreślił, że PZŁ jak i Lasy Państwowe do dwie "bardzo dobrze zorganizowane instytucje, które systematycznie wykonują plany (odstrzałów - red.), które zostały przyjęte podczas wspólnych spotkań z udziałem przedstawicieli ministra rolnictwa i środowiska".

 

- Gdyby nie dobra organizacja i wykonywanie planów przez PZŁ, to dzisiaj w Polsce mielibyśmy realny problem z ASF - zaznaczył rzecznik. Dodał, że w ostatnich latach myśliwi odstrzelili ok. 1 mln 200 tys. dzików.

 

- Dzik jest nosicielem ASF, ale ta choroba jest groźna dla dużych zamkniętych hodowli świń, gdzie panuje stała temperatura i wilgotność. Wówczas dziesiątkowane są całe stada - przekonywał Mucha.

 

Rzecznik zarzucił też poprzedniej koalicji rządzącej PO-PSL, że przez błędne decyzje administracyjne, m.in. wstrzymanie odstrzałów dzików, doprowadzono do tego, że populacja tych zwierząt rozrosła się w niekontrolowany sposób.

 

Ogniska ASF w woj. lubelskim

 

W środę Główny Lekarz Weterynarii poinformował, że w dwóch gospodarstwach w gminach Leśna Podlaska i Konstantynów w woj. lubelskim wykryto ogniska afrykańskiego pomoru świń (ASF). Oba gospodarstwa położone są na terenie zagrożonym tą chorobą.

 

To szóste i siódme ogniska ASF u świń wykryte w tym roku oraz 29. i 30. ogniska od początku występowania tej choroby w Polsce, czyli od lutego 2014 r.

 

W czerwcu wykryto wirus ASF u świń już w trzech gospodarstwach w woj. lubelskim, w gminach Leśna Podlaska, Janów Podlaski i Biała Podlaska oraz w dwóch gospodarstwach położonych w gminie Mielnik i gminie Trzcianne w woj. podlaskim. Poprzednio ognisko ASF u świń w Polsce wykryto pod koniec września ubiegłego roku. Jeśli chodzi o wirus ASF u dzików, odnotowano już ponad 330 przypadków. Choroba występuje w województwach podlaskim i lubelskim.

 

W Lubelskiem w ubiegłym roku na skutek wystąpienie ASF u świń zabito około 1,6 tys. sztuk trzody chlewnej w pięciu wsiach powiatu bialskiego. Prawie 38 tys. sztuk zdrowych świń z rejonów wokół strefy zakażonej trafiło do zakładów mięsnych w ramach skupu interwencyjnego.

 

PAP