Granat został odnaleziony w niedzielę rano przez policyjnych antyterrorystów, którzy przeszukiwali tereny zielone z wykrywaczami metalu.

Policja nie informuje, gdzie dokładnie został znaleziony niebezpieczny przedmiot.

 

Tyralierą przeczesują lasy

 

- Granatów poszukujemy od kilku dni na trasie przelotu śmigłowca na terenie kilku gmin na Podhalu - powiedział polsatnews.pl mł. insp. Sebastian Gleń.

 

W sobotę granatów szukało kilkudziesięciu policjantów z Zakopanego, a wcześniej poszukiwali ich funkcjonariusze z oddziałów prewencji z Krakowa oraz mundurowi z komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu.

 

- Granaty wysunęły się policjantom, gdy po akcji podwieszeni na linach wracali śmigłowcem na miejsce przegrupowania - powiedział mł. insp. Gleń.

 

Nadal trwają poszukiwania drugiego granatu.

 

Granaty się wypięły


W miniony wtorek duże siły policji dokonały wejścia na teren prywatnej posesji w Witowie. Jako wsparcie w akcji brali udział funkcjonariusze z Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego w Rzeszowie.

 

- Podkarpaccy policjanci z samodzielnego oddziału antyterrorystycznego w Rzeszowie wracali z dużej akcji wymierzonej w przestępczość narkotykową. Jeden z policjantów był podpięty do śmigłowca. To z jego kamizelki wypięły się dwa granaty - wyjaśniła polsatnews.pl Ewelina Wrona z biura prasowego podkarpackiej policji.

 

- Granaty nie zostały zgubione, zawiódł mechanizm, dzięki któremu były przypięte do kamizelki policjanta - wyjaśniła rzeczniczka.

 

Wrona podkreśliła, że "policjanci zaraz po tym zdarzeniu sprawdzali miejsce, gdzie mogły upaść granaty".

 

- To nie są granaty bojowe, ale hukowo-błyskowe. Osoby, które je znajdą, powinny jak najszybciej powiadomić policję - dodała Wrona.

 

Śledztwo prokuratury

 

W sprawie zagubienia wyposażenia śledztwo prowadzi prokuratura w Nowym Targu.

 

Policjantom może grozić odpowiedzialność dyscyplinarna. Z kolei prokuratura może postawić zarzut niedopełnienia obowiązków.

 

- Bierzemy pod uwagę, że mógł zawieść sprzęt. Antyterroryści wielokrotnie brali udział w podobnych akcjach, a także trenowali takie działania i nigdy nic podobnego się nie wydarzyło - powiedział polsatnews.pl mł. insp. Sebastian Gleń.

 

Rzecznik małopolskiej policji informował wcześniej, że granaty mogły wypaść policjantom podczas przelotu nad terenami leśnymi.

 

- To obszar dość rozległy, nawet kilkunastu kilometrów. W okolicy lądowania śmigłowców nie znaleźliśmy żadnych granatów hukowych - poinformował.

 

Dwa tysiące krzaków marihuany


Policjanci zlikwidowali we wtorek profesjonalną plantację marihuany w Witowie (woj. małopolskie). Jednocześnie funkcjonariusze weszli na teren posesji w Topórku (woj. mazowieckie). Tam także uprawiano krzaki konopi indyjskich. W sumie w akcji wzięło udział kilkudziesięciu policjantów z komend wojewódzkich w Lublinie i Rzeszowie, wspieranych przez antyterrorystów i śmigłowiec.

 

Plantacje były profesjonalnie urządzone. Znajdowały się tam instalacje do naświetlania, nawadniania, nawożenia i wentylowania roślin. Wartość tych urządzeń policja wyceniła na 100 tys. zł. Na jednej z plantacji zabezpieczony został pistolet z amunicją.

 

Łącznie zabezpieczonych zostało ponad 2 tys. krzaków konopi indyjskich oraz przeszło 42 kg suszu narkotykowego. Wartość roślin i marihuany oszacowana została na blisko 3 mln zł.

 

Policjanci zatrzymali pięć osób w wieku od 37 do 67 lat. Troje z nich, w tym jedna kobieta, to obywatele Wietnamu, dwaj pozostali to Polacy. Zatrzymani zajmowali się uprawą marihuany, jeden z Polaków był właścicielem nieruchomości. Zostały im postawione zarzuty związane z wytwarzaniem narkotyków. Grozi im do 15 lat więzienia.

 

polsatnews.pl, PAP