Obecnie nagroda wynosi 10 mln. dol. muzeum zapewnia informatorowi całkowitą anonimowość. Podwojona suma jest dostępna tylko do końca roku. Złodziei oraz dzieł sztuki cały czas szuka również FBI.

 

Kradzież w irlandzkie święto

 

Była noc z 17 na 18 marca 1990 roku. W Bostonie obchodzono wówczas Dzień Świętego Patryka. Miasto zaczęło je celebrować, jako pierwsze w USA.

 

 

O godz. 1.24 w nocy do Muzeum weszli dwaj złodzieje podszywający się pod policjantów. Ochronie przekazali, że mieli zgłoszenie o incydencie w ogrodzie placówki. Budynku strzegło wówczas dwóch ochroniarzy.

 

 

Jeden był w centrali ochrony, skąd oglądał monitoring i miał dostęp do przycisku uruchamiającego alarm. Drugi miał obchód.

 

Podający się za policjantów przestępcy weszli do centrali i przekazali, że ochroniarz został wskazany jako uczestnik incydentu w ogrodzie i zostaje zatrzymany. Kazali mu wezwać drugiego ochroniarza i wstać zza biurka. Wówczas go skrępowali.

 

Podobnie uczynili z drugim ochroniarzem. Obu zakneblowali i przypięli do rur w piwnicy budynku.

 

Kradzież w 90 minut

 

FBI sądzi, że przestępcy działali na zlecenie. Wchodzili do ściśle określonych sal i kradli tylko wybrane dzieła. Wybierali przede wszystkim obrazy, ale tylko te malowane na płótnie, by można było je zwinąć i łatwo schować. Świadczy o tym chociażby fakt, że porzucili na podłodze autoportret Rembrandta, namalowany na drewnie.

 

 

W sumie złodzieje spędzili w muzeum około 90 minut. W okolicy muzeum zaparkowany był samochód, w którym czekał na nich wspólnik.

 

Wśród skradzionych eksponatów znajdowały się dzieła Vermeera, trzy Rembrandta, Flincka, Maneta, pięć rysunków Degasa, chiński puchar i zwieńczenie flagi napoleońskiej.

 

 

Początkowo nagroda za pomoc w odzyskaniu dzieł wynosiła 1 mln dol. W 1997 roku wzrosła z do 5 mln. dol.

 

polsatnews.pl, nimoz.pl