Do zdarzenia doszło w środę. Pogotowie do 59-letniego mężczyzny, mieszkańca Ostrowa Wilekopolskiego, wzywał jego przyjaciel, gdy zauważył, że ten zaczyna dławić się wymiocinami.


Wcześniej 59-latek spożywał alkohol. Ale wzywający pogotowie był trzeźwy. O godzinie 14:52 wybrał numer 112. Odebrała dyspozytorka z Poznania, która poinstruowała, aby mężczyznę przewrócić na bok. Po półtoraminutowym zbieraniu wywiadu dzwoniący został przełączony na inną linię telefoniczną.

 

"Nie drzyj się człowieku". Czterominutowy wywiad


Po 25 sekundach zgłosił się dyspozytor z Kalisza. Ponownie zaczął zbierać wywiad. Po trzeciej minucie połączenia zgłaszający powiedział: "Nie chcę mieć go na sumieniu".


Dyspozytor: - Przestań Pan gadać, tylko odpowiadać na pytania. Ja muszę wywiad zebrać. Muszę wiedzieć w jakim kodzie karetkę wysłać i jaką wysłać itd.
Zgłaszający: - Wywiad, jaki wywiad, to człowiek umrze, będziemy sobie wywiady robić.
D: - No to umrze. Każdy umrze.
Z: - Pan odbiera telefon i mówi: to niech umrze?
D: - Nie dyskutować ze mną.
Z: - Pan się zastanawia, co pan mówi?
D: - Odpowiadać na pytania, tak?
D: - Wymiotuje treścią pokarmową, czy krwią?
Z: - Proszę Pana proszę przyjechać do cholery! Bo już mnie szlag trafia! Kamienna 7, Ostrów Wlkp.
D: - Nie drzyj się człowieku. Policję wzywam… (niezrozumiałe) żegnam, wysyłam tam policjantów.

 

 

Połączenie trwało 4 minuty. Dwie minuty później - o godz. 14:58 - wzywający pomocy mężczyzna ponownie zadzwonił na numer 112, a dyspozytorka zapewniła go, że przyspieszy realizację jego zgłoszenia. Połączenie ponownie zostało przekierowane do dyspozytorni w Kaliszu. Tym razem odebrała kobieta, która zapewniła, że karetka już jedzie i szybciej jechać nie może.

 

Karetka wyjechała później niż twierdziła dyspozytorka

 

W rzeczywistości (według zapewnień dyrektora szpitala Dariusz Bierły, z którym rozmawiał portal ostrow24.pl) wyjazd nastąpił o godz. 15:01 z ostrowskiego szpitala. Ambulans dotarł na ulicę Kamienną w Ostrowie Wlkp. po 7 minutach.

 

Było to już jednak 15 minut od wykonania telefonu pod numer alarmowy 112. 59-letni pacjent zmarł przed przybyciem pomocy.

 

Poza karetką, w której jechał dyrektor szpitala, na miejsce przyjechał radiowóz policji.

 

Funkcjonariusz w obecności świadków miał powiedzieć wzywającemu karetkę mężczyźnie, że ambulans włączył sygnały świetlne i dźwiękowe dopiero wtedy, gdy zrównał się z radiowozem jadącym do tego wezwania. Tej wersji wydarzeń zaprzecza jednak - według lokalnego portalu - dyrektor Bierła.

 

Rzeczniczka policji z Ostrowa Wlkp. sierż. Małgorzata Łusiak potwierdziła w rozmowie z polsatnews.pl, że policja odebrała drogą elektroniczną powiadomienie o wezwaniu do mężczyzny o godz. 14:57.

 

- Powiadomiono nas, że nietrzeźwy mężczyzna potrzebuje pomocy i radiowóz wyjechał w celu asysty - powiedziała sierż. Łusiak.  

 

Dyspozytor z Kalisza miał potwierdzić zgłoszenie w rozmowie telefonicznej z policją o godz. 15:04.

 

Sprawę wyjaśnia prokuratura

 

- Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wlkp. wszczęła w tej sprawie śledztwo - potwierdził polsatnews.pl prokurator Maciej Meler.

 

Sekcja zwłok mężczyzny ma się odbyć w piątek rano. Prokurator Meler przyznał, że jej wyniki będą kluczowe, ale wyniki badań fizykochemicznych będą znane najwcześniej za dwa, trzy tygodnie.

 

Śledztwo prokuratury prowadzone jest w kierunku art. 155 kodeksu karnego (nieumyślne spowodowanie śmierci) oraz art. 160 paragraf 2 (narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez osobę, na której ciąży obowiązek opieki).

 

Nikomu nie postawiono na razie żadnych zarzutów.

 

Czas wyjazdu powinien wynieść minutę

 

Według wytycznych, karetka wysłana w tzw. kodzie pierwszym (K-1) powinna dojechać do pacjenta z użyciem sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Czas wyjazdu załogi nie powinien wynieść więcej niż minutę, a dyspozytor powinien przekazać zespołowi skróconą informację, a nie pełną kartę zgłoszenia.

 

ostrow24.tv, polsatnews.pl