Był poszukiwany, kilka lat wcześniej miał być pobity na komisariacie. Nowe informacje ws. Stachowiaka

Polska
Był poszukiwany, kilka lat wcześniej miał być pobity na komisariacie. Nowe informacje ws. Stachowiaka
Polsat News

Według nowych informacji, Igor Stachowiak miał być wcześniej karany m.in. za handel narkotykami, a w 2013 r. miał uczestniczyć w bójce z policjantami. Wtedy także miał zostać rażony paralizatorem na komisariacie. W momencie zatrzymania na wrocławskim rynku w maju 2016 r., miał być poszukiwany, o czym funkcjonariusze mieli wiedzieć z Krajowego Systemu Informacji Policji już podczas zatrzymania.

Do dokumentów na temat Igora Stachowiaka, który zmarł we wrocławskim komisariacie w maju 2016 r., dotarli dziennikarze portalu onet.pl.


Z raportów Komendy Głównej Policji wynika - według portalu onet.pl - że funkcjonariusze pierwszego sprawdzenia danych Igora Stachowiaka w Krajowym Systemie Informacji Policji dokonali o godz. 6:12. Okazać miało się, że mężczyzna jest poszukiwany od ponad miesiąca. 


25-latek figurował jako poszukiwany "w celu ustalenia miejsca pobytu w sprawie prowadzonej przez Prokuraturę Rejonową Wrocław Stare Miasto z art. 286 par. 1 kk, tj. zarzutu oszustwa".


Kolejnej weryfikacji dokonano już w komisariacie około 20 minut później.


Pod dozorem kuratora


Według akt prokuratorskich, w których widniało nazwisko Stachowiaka, mężczyzna karany bądź zamieszany był w sprawy m.in. handlu marihuaną, pobicia, kradzieży, nękania czy stosowania gróźb karalnych.

 

Miał także przydzielony dozór kuratorski.


W 2013 r. Stachowiak miał wraz z dwoma kolegami wszcząć awanturę na stacji benzynowej.

 

Z akt sprawy wynika, że mężczyzna szarpał się z interweniującymi ochroniarzami i policjantami.


"Kopany w klatkę piersiową, rażony paralizatorem"


Jak zeznał w tej sprawie Stachowiak, w trakcie interwencji oraz później na komisariacie, miał zostać brutalnie potraktowany przez funkcjonariuszy.


"Gdy siedział w samochodzie, na tylnym siedzeniu i ręce miał skute kajdankami z tyłu, to jeden z funkcjonariuszy policji latarką z paralizatorem raził go prądem po rękach i po nogach. […] Następnie został zabrany na komisariat policji, gdzie jeden z funkcjonariuszy uderzał go książką po twarzy, kopał go obutą nogą po klatce piersiowej, w trakcie kopania prawdopodobnie uderzył głową o ścianę, również raził prądem z paralizatora" - napisano w wywiadzie lekarskim zamieszczonym w opinii sądowo-lekarskiej, do której dotarli dziennikarze Onetu.


Specjalista medycyny sądowej, który badał mężczyznę stwierdził, że obrażenia „mogły powstać w czasie i okolicznościach podanych przez osobę badaną".


Prokuratura umorzyła śledztwo. Uzasadnienie tej decyzji nie jest znane.


"Czynny narkoman, nęka rodzinę"


W 2014 r. prokuratura miała się interesować Stachowiakiem po zawiadomieniu złożonym przez jego ojca.


W zawiadomieniu poinformowano, że mężczyzna od pięciu lat jest czynnym narkomanem i stwarza realne zagrożenie dla domowników. Podkreślono, że Igor Stachowiak jest agresywny, chce targnąć się na swoje życie i kradnie. Po opuszczeniu rodzinnego domu, miał nachodzić domowników, nękać smsami i zakłócać normalne funkcjonowanie.


Z zeznań samego Stachowiaka wynika, że nie wiedział, dlaczego ojciec złożył na niego zawiadomienie. Zaprzeczył informacjom o problemie z narkotykami i nie przyznał się do nachodzenia i nękania rodziny.


W związku z "brakiem danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa", prokuratura umorzyła postępowanie.


Prokuratura: kontrolerzy zapoznali się z aktami, w których był zapis z paralizatora


W środę Fakty TVN podały, że 18 maja, trzy dni po śmierci Stachowiaka, na polecenie Komendanta Głównego Policji policyjne biuro kontroli zwróciło się do prokuratora z wnioskiem o zapoznanie się z aktami i otrzymało na to zgodę, a dzień później dwaj funkcjonariusze potwierdzili fakt zapoznania się z aktami własnoręcznymi podpisami.


Cytowana w materiale Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej przekazała, że 19 maja 2016 roku kontrolerzy zapoznali się z aktami sprawy, w których znajdował się zapis z paralizatora Taser X2. Dodała, że funkcjonariusze policji mieli możliwość obejrzenia i wykonania kopii materiału dowodowego przekazanego im w całości.


Policja: nikt z kierownictwa nie widział nagrania


Policja zaprzecza jednak tym informacjom. W czwartkowym komunikacie Komenda Główna Policji podała, że: "Komendant Główny Policji, jak i nikt z kierownictwa policji, nie miał dostępu i nie widział nagrania, którym już od dnia 15 maja 2016 roku dysponował i dysponuje nadal prokurator" - podkreślono.


"O wydanie kopii nagrania i wyrażenie zgody na włączenie go procesowo do postępowania dyscyplinarnego, (...) prowadzący postępowanie dyscyplinarne przeciwko funkcjonariuszowi, który użył paralizatora, zwracał się do prokuratora kilkukrotnie telefonicznie i pisemnie m.in. w dniu 27 maja 2016 roku, 9 czerwca 2016 roku jak i w lipcu i sierpniu" - dodała Komenda Główna Policji. Jak poinformowano w piśmie, prowadzący postępowanie nie otrzymał jednak pisemnej decyzji prokuratora w tej sprawie.


"Zrozumiałym jest, że gdyby prowadzący postępowanie otrzymał zgodę wydaną przez prokuratora na włączenie do akt postępowania dyscyplinarnego kopii nagrania jako dowód, nie zwracałby się kilkukrotnie o jego wydanie" - podkreśla policja.


"Funkcjonariusze mogli sporządzić wyłącznie notatki"


W oświadczeniu przypomniano, że od momentu zgrania materiału zarejestrowanego przez kamerę paralizatora na płytę DVD, stał się on dowodem w śledztwie prokuratorskim stanowiącym tajemnicę śledztwa i wyłącznie prokurator mógł nim dysponować - bez zgody prokuratora nikt z policji nie mógł wykorzystywać w jakikolwiek sposób takiego nagrania. Dlatego też - jak tłumaczy KGP - prowadzący postępowanie dyscyplinarne kilkakrotnie prosił prokuraturę o przekazanie kopii nagrania.


"W dniu 19 maja 2016 roku funkcjonariusze Biura Kontroli KGP nie mieli możliwości obejrzenia nagrania, a prokurator wyraził zgodę na zapoznanie się z aktami sprawy, bez możliwości dokonywania kopii znajdujących się w nich materiałów. Funkcjonariusze mogli sporządzić wyłącznie notatki na potrzeby przygotowania informacji dla Sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji" - wskazała policja.


W komunikacie przypomniano, że zarówno w stosunku do prowadzącego postępowanie dyscyplinarne, jak i jego przełożonych wszczęto postępowania dyscyplinarne, których celem jest m.in. ustalenie zaniedbań związanych ze zbyt powolnym wyjaśnieniem okoliczności zdarzenia oraz tego, jak wyglądała w współpraca z prokuraturą w tej sprawie.

 

Onet.pl, PAP, polsatnews.pl

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze