- Czy ktoś panu groził w związku z sytuacją w OLT, a jeżeli tak, to kiedy? - zapytała świadka szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS).

 

- Próbuję sobie teraz przypomnieć pierwsze dni po złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości, to pamiętam, że moi pracownicy przynosili mi różnego rodzaju korespondencję mailową, która była. Więc oprócz bardzo pozytywnych wiadomości czy maili, które przychodziły na ogólną skrzynkę, typu: super, zrobiliście bardzo fajną rzecz, pokazaliście coś fajnego na rynku, że można latać, były zdaje się też jakieś takie groźby w stosunku (...) nawet do mojej osoby personalnie - odpowiedział Dąbrowski.

 

"O ile pamiętam, po upadłości"

 

Wasserman zapytała, czego te groźby dotyczyły.

 

- Pomogę panu odświeżyć pamięć, 29 lipca, więc jeszcze nie po (upadłości- red.): "Ponieważ dostaję pierwsze pogróżki, to dziś wywiozłem moją rodzinę z Warszawy" - dodała przypominając jego wcześniejsze wypowiedzi.

 

- To jakie pogróżki pan dostawał w lipcu i od kogo? - dopytywała.

 

- Mailowe, jak powiedziałem, że wydawało mi się, że o ile pamiętam, to było już po upadłości... - odparł świadek.

 

- Po upadłości OLT Express Regional tak, ale OLT Express Poland jeszcze nie - wskazała Wassermann. - No tak, ale wtedy my już nie operowaliśmy tak naprawdę na rynku regularnym - powiedział Dąbrowski.

 

Wniosek o upadłość

 

OLT Express Poland złożył wniosek o upadłość 31 lipca 2012 r. Kilka dni wcześniej, 27 lipca, wniosek o upadłość ugodową złożyła firma OLT Express Regional.

 

Pytany, czy pogróżki pochodziły od osób, które znał, zaprzeczył.

 

- Jakieś anonimowe - zeznał. Na pytanie, czy zgłosił to na policję, odparł, że z tego co pamięta, to nie. Dopytywany potwierdził, że wywiózł rodzinę "gdzieś w Polsce", być może na tydzień.

 

Później - zeznał Dąbrowski - pogróżki ustały. Jak tłumaczył, poczta mailowa, serwer, w którymś momencie przestały działać. - Żeby było jasne, ja nie miałem dostępu do skrzynki ogólnej, więc to są wiadomości, które po prostu przynosili mi moi pracownicy.

 

PAP