Były wiceszef BOR gen. Bielawny zeznaje niejawnie w procesie Arabskiego

Polska
Były wiceszef BOR gen. Bielawny zeznaje niejawnie w procesie Arabskiego
PAP/Jacek Turczyk

Były wiceszef Biura Ochrony Rządu gen. Paweł Bielawny zeznaje w poniedziałek jako świadek w procesie byłego szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego i innych oskarżonych o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 r.

Bielawny - który na korytarzu Sądu Okręgowego w Warszawie nie wypowiadał się dla mediów - jest już prawomocnie skazany na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu za nieprawidłowości przy ochronie wizyt Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w kwietniu 2010 r.

 

Zeznania Bielawnego - tak jak wszystkich innych świadków związanych z BOR - są niejawne. Sąd zdecydował tak ze względu na konieczność zachowania tajemnicy działań ochronnych BOR. Przesłuchania te odbywają się w specjalnie zabezpieczonej sali sądu, do której dziennikarze nie mają wstępu. Na poprzedniej rozprawie 19 maja zeznawał były szef BOR gen. Marian Janicki.

 

O tym, co się dzieje na niejawnej rozprawie, nie można udzielać informacji. Rozpowszechnianie publicznie wiadomości z rozprawy prowadzonej z wyłączeniem jawności jest przestępstwem, za które grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do 2 lat pozbawienia wolności.

 

Po przedstawieniu Bielawnemu zarzutów w lutym 2012 r. ówczesny szef MSW Jacek Cichocki zdymisjonował go ze stanowiska wiceszefa BOR. Akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu w czerwcu 2012 r. Bielawny nie przyznał się do zarzutów.

 

Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok

 

Warszawski SO w czerwcu 2016 r. uznał, że umyślnie nie dopełnił on obowiązków, czym spowodował zagrożenie dla ochrony prezydenta i premiera. Skazano go na 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu. Zasądzono też 10 tys. zł grzywny i pięcioletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych związanych z ochroną. Generał złożył apelację. W kwietniu br. Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał wyrok.

 

Sądy dwóch instancji uznały, że Bielawny m.in. "dopuścił do przeprowadzenia przez dowódcę obu zabezpieczeń nienależytej analizy zadania nieuwzględniającej zagranicznego charakteru obu zabezpieczeń"; "dopuścił do wyznaczenia nienależytego składu grupy rekonesansowej"; "odstąpił od przeprowadzenia przez funkcjonariuszy BOR przed 7 kwietnia 2010 r. rekonesansu z udziałem funkcjonariuszy rosyjskich służb ochrony miejsca planowanego lądowania"; "dopuścił do zaniechania pozyskania wszystkich niezbędnych informacji o sposobie zabezpieczenia przez stronę rosyjską obu wizyt w zakresie określania zasad współdziałania ze służbami gospodarza" oraz "zatwierdził zaniżony stopień zagrożenia obu wizyt".

 

Prywatny akt oskarżenia o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 r. przeciwko Arabskiemu i innym złożono w sądzie w 2014 r. - po tym, gdy cywilna prokuratura prawomocnie umorzyła śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska.

 

Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W rozprawach uczestniczą dwaj prokuratorzy. Podsądni nie przyznają się do zarzutów.

 

Poza Arabskim oskarżeni są urzędnicy: Monika B. i Miłosław K. (oboje z kancelarii premiera) oraz Justyna G. i Grzegorz C. z ambasady RP w Moskwie. Grozi im do 3 lat więzienia.

 

Śledztwo Prokuratury Krajowej

 

10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka. Śledztwo w sprawie początkowo prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który zajmował się transportem najważniejszych osób w państwie.

 

4 kwietnia 2016 r. śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym, która poszerzyła zarzuty dla trzech w sumie rosyjskich kontrolerów lotu. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".

 

PAP

zdr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze