Javid, który jest synem pakistańskich imigrantów i brytyjskim muzułmaninem, podkreślił, że na jego społeczności spoczywa szczególna odpowiedzialność za walkę z terroryzmem.

 

- Po każdym zamachu terrorystycznym wielu ludzi mających dobre intencje mówi, że nie ma to nic wspólnego z islamem, a sprawcy nie są prawdziwymi muzułmanami. To, oczywiście, prawda, lecz - a mówię to sam jako muzułmanin - musimy zadać sobie głębsze pytania - argumentował Javid.

 

- Jako brytyjscy muzułmanie słusznie potępiamy ataki. Ale musimy pójść o krok dalej, bo samo potępienie nie wystarczy - powiedział minister Javid. Jego zdaniem muzułmanie muszą stawić czoło ekstremistom, co - jak zaznaczył - wymaga odwagi.

 

- Wszystkie społeczności muszą czuć się wystarczająco pewnie, żeby nazywać ekstremizm po imieniu, kiedy się z nim zetkną. To może być niewygodne, może wywoływać zakłopotanie ocenianiem innych, ale nie możemy uciekać od tych trudnych rozmów - podkreślił.

 

"Społeczność muzułmańska ma do odegrania szczególną rolę"

 

Jak zaznaczył, "nie da się uniknąć tego, że ci ludzie uważają siebie za muzułmanów i przeprowadzają ataki - obnażając swoją ignorancję i obrażając nas - w imię islamu (...), toteż choć wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za zwalczanie terroryzmu, społeczność muzułmańska ma do odegrania szczególną rolę" - mówił.

 

Javid podkreślił, że długotrwały pokój zapanuje wyłącznie wtedy, kiedy młodzi muzułmanie dorastający w Wielkiej Brytanii zdecydują, że nie utożsamiają się z ekstremistami i "odwrócą się plecami do tych, którzy nawołują do nienawiści".

 

- W walce z ekstremizmem nie walczymy przeciwko armii, lecz przeciwko idei. Walka o serca i umysły następnego pokolenia (brytyjskich muzułmanów) będzie do wygrania w szkołach, meczetach, na ulicach, w naszych społecznościach i w cyberprzestrzeni - ocenił.

 

Dodał, że potrzebna jest nie tylko retoryka, która odrzuca ekstremistów, lecz także "pozytywna, przekonująca narracja, która promuje pluralistyczne brytyjskie wartości i pokazuje, że są one zgodne z islamem".

 

- Ten komunikat będzie najskuteczniejszy, jeśli będzie pochodził od społeczności muzułmańskiej - podkreślił.

 

"To atak na Londyn i na wolny świat"

 

Przemawiając po porannym posiedzeniu sztabu kryzysowego COBRA, szefowa rządu Theresa May potwierdziła, że śledczy zidentyfikowali wszystkich trzech sprawców, i zapewniła, że kiedy tylko postęp w śledztwie na to pozwoli, ich nazwiska zostaną podane do publicznej wiadomości.

 

May powiedziała również, że Wspólne Centrum Analizy Zagrożenia Terrorystycznego (Joint Terrorism Analysis Centre, JTAC) podjęło decyzję o utrzymaniu obecnego, czwartego w pięciostopniowej skali poziomu zagrożenia ("poważny"), który oznacza, że "kolejny atak jest wysoce prawdopodobny".

 

Jak dodała, policja podjęła również dodatkowe działania mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa na brytyjskich ulicach, m.in. budowanie barier na londyńskich mostach, które zapobiegłyby kolejnej próbie wjechania samochodem w ludzi.

 

Brytyjska premier powiedziała też, że trwają prace nad identyfikacją rannych i zmarłych w wyniku ataku, "choć stało się jasne, że ofiary pochodzą z wielu różnych państw". - To nie był tylko atak na Londyn i wielką Brytanię, ale także na wolny świat - oceniła.

 

Coraz mniej uzbrojonych policjantów

 

Pytana o poranne wypowiedzi szefowej londyńskiej Metropolitan Police Cressidy Dick, która sugerowała, że służby potrzebują dodatkowych środków, aby odpowiedzieć na "zmieniające się zagrożenie", May odpowiedziała, że jej rząd "ochronił budżet na wydatki antyterrorystyczne" oraz zapewnił pieniądze w budżecie na funkcjonowanie policji, w tym uzbrojonych funkcjonariuszy.

 

Jednocześnie zaatakowała lidera opozycyjnej Partii Pracy Jeremy'ego Corbyna za to, że jego ugrupowanie sugerowało cięcia w budżetach policji, a sam Corbyn sprzeciwiał się zwiększeniu uprawnień funkcjonariuszy.

 

W porannych programach politycznych minister kultury Karen Bradley pytano o to, czy liczba uzbrojonych policjantów wzrosła czy spadła w ciągu ostatnich siedmiu lat rządów Partii Konserwatywnej. Pomimo kolejnych pytań ze strony dziennikarzy minister odmówiła jednoznacznej odpowiedzi, zwracając uwagę na inne okoliczności i fakt, że "wszystkie partie zgodziły się, że konieczne były oszczędności".

 

Według danych dziennika "The Times", liczba uzbrojonych funkcjonariuszy policji spadła o 20 proc. od marca 2010 roku - z 6 976 do zaledwie 5 639 w marcu 2016 roku. Z kolei łączna liczba policjantów spadła o 19 proc., z 244,5 tys. w 2010 roku do 198,2 tys. w roku 2016.

 

PAP