36-letnia pani Joanna od kilku miesięcy ukrywa się przed ojcem swojego dziecka. Kobieta ponad 10 lat temu wyjechała do pracy do Włoch. Siedem lat temu poznała tam 45-letniego wówczas Paola F. Wspólne życie układało się dobrze, do czasu kiedy cztery lata temu urodził się ich syn Giacomo.

 

- Dziecko miało dwa miesiące, kiedy dostałam pierwszy raz: z pięści po nerkach. Trzymałam wówczas dziecko na ręku. Zaczął mnie wówczas dusić - opowiadała reporterce "Interwencji" pani Joanna.

 

"Powiedział, że jak nie wrócę, to zabije syna"

 

Kobieta twierdzi, że wielokrotnie uciekała przez agresją Włocha do matki i siostry, które od kilkunastu lat mieszkają we Włoszech.

 

- Gdy pierwszy raz jak uciekłam do mamy, to ją pobił na drodze. Z połamanymi żebrami wylądowała w szpitalu. Po kilku dniach powiedział, że jak nie wrócę, to zabije syna - wspominała pani Joanna.

 

- Ten człowiek ma groźną opinię w swoim mieście. Był karany, dużo spraw wciąż toczy się przeciwko niemu. Mama i siostra nieraz dzwoniły, że szyby mają powybijane w samochodzie - opowiadała pan Radosław, brat pani Joanny.

 

"Pękła mi kość nosowa"

 

W ubiegłym roku Paolo F. dostał dozór policyjny i zakaz zbliżania się do pani Joanny oraz dziecka. Polka trafiła z synem do włoskiego ośrodka dla kobiet dotkniętych przemocą. Paolo F., jak twierdzi pani Joanna, nadal nie dawał jej żyć.

 

- Zawsze miałam gdzieś siniaki koło szyi, czy na plecach. Ostatnio wylądowałam w szpitalu. Przycisnął kolanem moją głowę do betonowych płytek. Pękła mi kość nosowa - mówiła pani Joanna.

 

- Mamę zaatakował, jeszcze jak moja siostra była we Włoszech, potem zaatakował jej przyjaciela, a mnie miesiąc temu. Nawet wczoraj krążył dookoła domu i mojej mamie pokazał, że obetnie je głowę - powiedziała siostra pani Joanny, Ewelina, która wraz z matką nadal mieszka we Włoszech.

 

Zarzut uprowadzenia dziecka

 

Mama Giacoma miała już dość przemocy i strachu. Kilka miesięcy temu zabrała syna i uciekła do Polski, do domu samotnej matki. Dziś z tego powodu ma tylko same kłopoty. Choć Giacomo ma podwójne obywatelstwo, to pani Joanna usłyszała zarzut uprowadzenia dziecka z Włoch.

 

Strona włoska wystąpiła do polskiego sądu o wydanie Giacoma. Jak twierdzi reporterka "Interwencji", jeśli tak się stanie, chłopiec trafi do domu dziecka. Jego ojciec jest bowiem pozbawiony władzy rodzicielskiej.

 

"Sąd związany jest Konwencją Haską"

 

Sąd w Głogowie miesiąc temu wydał szokujące dla pani Joanny postanowienie o wydaniu dziecka Włochom.

 

- Sąd związany jest Konwencją Haską. To, czy nakaz wydania dziecka pozostanie w mocy, czy wniosek zostanie oddalony, będzie przedmiotem postępowania dowodowego. Sprawa została przekazana do sądu we Wrocławiu - poinformowała Katarzyna Dąbrówny z Sądu Rejonowego w Głogowie.

 

- Przede wszystkim nadrzędną zasadą jest w konwencji dobro dziecka. Rzeczywiście Konwencja Haska mówi, że dziecko ma wrócić tam, gdzie jest jego miejsce pobytu. Są jednak okoliczności, które sąd zwalniają z wydania dziecka: przede wszystkim, czy dziecko po powrocie do stałego miejsca pobytu nie będzie narażone na szkodę - wyjaśnia Agata Jasztal z Biura Rzecznika Praw Dziecka w Warszawie.

 

"Interwencja"