Szef MON był pytany w TVP m.in. o kwestię odpowiedzialności prawnej w związku z katastrofą smoleńską. Przypomniał, że na początku maja 2010 r., na wniosek PiS, głosowano w Sejmie kwestię przejęcia przez Polskę śledztwa, włącznie ze sprawą ewentualnej ekshumacji ciał.

 

- Błagaliśmy posłów. Naprawdę chodziłem od posła do posła PO, błagając ich, żeby zagłosowali za tym wnioskiem, żeby Polska przejęła to postępowania, to śledztwo. Wszyscy głosowali za tym, aby Polska tego nie robiła. (...) Ich odpowiedzialność moralna i polityczna jest oczywista. Prawna, moim zdaniem, pana Donalda Tuska także - powiedział szef MON.

 

"Ponosi tą odpowiedzialność jako człowiek"


Jego zdaniem, Tusk wielokrotnie powtarzał, że wszystkie działania, jakie podejmowały organa państwa ws. katastrofy były realizowane na jego polecenie.

 

- Mówił to w Sejmie, mówi to tutaj w tym studio, mówił to wielokrotnie. „Wszystkie decyzje obciążają mnie osobiście i ja ponoszę za nie odpowiedzialność”, mówił pan Donald Tusk i to jest prawda. Ponosi tą odpowiedzialność, jako premier, ale też ponosi odpowiedzialność jako człowiek, który od 11 kwietnia był przewodniczącym specjalnego zespołu Rady Ministrów, w skład, którego wchodzili wszyscy najważniejsi ministrowie, gdzie było jasno stwierdzone, że wszystkie decyzje są od niego osobiście uzależnione - mówił Macierewicz.

 

"Sikorski jest osobą bezpośrednio zaangażowaną w tę sprawę"

 

Dopytywany czy może się to skończyć Trybunałem Stanu dla byłego premiera, odpowiedział: "Nie sądzę, aby problem polegał na Trybunale Stanu. To są rzeczy, które są objęte kodeksem karnym i nie są związane z funkcją pana Donalda Tuska, jako premiera. To jest objęte tym artykułem kodeksu karnego, który mówi o zdradzie dyplomatycznej. O świadomym działaniu na szkodę Polski konkretnych osób" - stwierdził szef MON.

 

Według niego, współodpowiedzialny za wszystkie decyzje swoich urzędników w Moskwie jest były szef MSZ Radosław Sikorski. - Ostatecznie oni (urzędnicy - red.) decydowali, że dana osoba jest w danej trumnie. Bo to oni wydawali dokumentację potwierdzającą tożsamość osób. Pan Sikorski jest osobą bezpośrednio zaangażowaną w tę sprawę - ocenił Macierewicz.

 

"Prawdopodobieństwo eksplozji jest bardzo duże"

 

Odniósł się także do kwestii przebiegu katastrofy Tu-154M. - Dopiero półtora miesiąca temu opinia publiczna została zaznajomiona z corocznym podsumowaniem prac, które wykazały, że nie ma wątpliwości, iż nawigatorzy sprowadzali świadomie w błąd polskich pilotów, że dążyli do tego, żeby doszło do katastrofy, podobnie, jak wszystkie symulacje i analizy, robione zarówno w amerykańskich, jak i polskich, najlepszych instytucjach, pokazują, że prawdopodobieństwo eksplozji jest bardzo duże - powiedział szef MON.

 

Dopytywany, czy jest zaskoczony skalą zaniedbań w związku z katastrofą, odpowiedział: "Nie, nie jestem zaskoczony". - Ci politycy, którzy dziś udają zdziwienie dobrze pamiętają, że te wszystkie kwestie, które są dziś podnoszone były przedstawiane przez rodziny, przez zespół parlamentarny, przez niezależnych ekspertów - mówił szef MON.

 

"Mieli pełną świadomość, że ciała były zamienione"

 

- Pan Donald Tusk i pozostali już we wrześniu 2010 roku mieli pełną świadomość, że ciała były zamienione, że w trumnach są pomieszane szczątki różnych osób. Dokumentacja tego jest bardzo dokładna. To, co się wówczas zdarzyło nie było ani niechlujstwem, ani przypadkiem. Było świadomym dopuszczeniem do takiego działania Rosjan, ze względu na to, aby uniemożliwić badanie przebiegu tragedii smoleńskiej - dodał Macierewicz.

 

Zaznaczył, że prokuratorzy, którzy przybyli do Rosji 2010 r. mieli obowiązek uczestniczyć w sekcjach zwłok. - Prokuratorzy, którzy byli na miejscu w nocy z 10 na 11/04. 2010 mieli obowiązek uczestniczyć w sekcji zwłok. (...) Mieli na to zgodę Rosjan. Istnieje dokument, który podpisali polscy prokuratorzy i rosyjscy. Mimo pozwolenia rosyjskiego nie zrobili tego - powiedział Macierewicz.

 

"Mieliśmy gigantyczną nagonkę"

 

Jego zdaniem zgodzono się na "barbarzyństwo", i na to, by uczciwie nie badać katastrofy smoleńskiej. - Wystarczy powiedzieć, że ówczesny minister obrony Bogdan Klich przez pięć dni nie wyznaczał członków komisji badania wypadków lotniczych lotnictwa państwowego. Tam nie było żadnego upoważnionego do równego rozmawiania z Rosjanami urzędnika polskiego ze strony komisji lotniczej, bo nie wyznaczono tej komisji. Nie wyznaczono po to właśnie, żeby mógł tam być bałagan, żeby nie można było uczciwie badać tej katastrofy - uważa Macierewicz.

 

W opinii szefa MON osoby, które przez wiele lat domagały się ekshumacji spotykały się z nagonką. - Mieliśmy gigantyczną nagonkę, która odsądzała od czci i wiary rodziny, domagające się ekshumacji, która odsądzała od czci i wiary tych, którzy próbowali dojść do prawdy. (...) Tutaj nie można było słowa powiedzieć, żeby się nie spotkać z gigantycznym atakiem i to ad personam - uważa.

 

PAP