Przemawiając w Perth, liderka partii oświadczyła, że dalsza opozycja ze strony londyńskiego rządu wobec kolejnego plebiscytu byłaby "demokratycznie nie do utrzymania na dłuższą metę". W 2015 roku SNP zdobyła 56 z 59 mandatów w Szkocji; w tym roku według sondaży może liczyć na około 42-48.

 

Według planów ugrupowania do ponownego głosowania miałoby dojść pod koniec negocjacji na temat wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, "kiedy będą znane ostateczne warunki porozumienia" w sprawie Brexitu. Sturgeon sugerowała w przeszłości, że Szkoci mogliby pójść do urn na jesieni 2018 roku lub na wiosnę 2019 roku.

 

- Stawka jest zbyt duża, żeby Brexit był Szkocji po prostu narzucony. (...) Decyzja o naszej przyszłości musi być podjęta przez nas, a nie dla nas. (...) Jeśli SNP wygra większość szkockich mandatów, to tylko wzmocni nasz mandat (do ogłoszenia drugiego referendum – red.). W tych okolicznościach dalsze próby ze strony Partii Konserwatywnej zablokowania możliwości wyboru przyszłości dla Szkocji - kiedy nadejdzie właściwy moment i wybór będzie jasny - byłyby demokratycznie nie do utrzymania na dłuższą metę - powiedziała we wtorek Sturgeon.

 

Jak podkreśliła, jej zdaniem Szkocja powinna zachować prawo decydowania o własnej polityce imigracyjnej, a także pozostać wewnątrz wspólnego rynku Unii Europejskiej. Według ostatnich sondaży większość Szkotów sprzeciwia się jednak kolejnemu referendum w sprawie niepodległości.

 

"Szans na ochronę Szkocji przed polityką Partii Konserwatywnej"


Pierwsza minister Szkocji zapowiedziała także zwiększenie wydatków na służby publiczne, m.in. służbę zdrowia, i zniesienie jednoprocentowego limitu podwyżki w sektorze publicznym oraz podniesienie pensji minimalnej do 10 funtów za godzinę. Jednocześnie poparła podniesienie najwyższej stopy opodatkowania z 45 proc. do 50 proc. przy zarobkach powyżej 150 tys. funtów rocznie.

 

Zdaniem Sturgeon te wybory są "szansą na ochronę Szkocji przed polityką Partii Konserwatywnej". Podkreśliła, że wyborcy oddając głos na jej ugrupowanie "mogą zatrzymać (premier Wielkiej Brytanii) Theresę May przed robieniem w Westminsterze (brytyjskim parlamencie) wszystkiego, na co ma ochotę". W przeciwnym razie "wiele z tego, co pielęgnujemy i cenimy, będzie zagrożone" - ostrzegła.

 

"Atak na bezpieczeństwo socjalne"


Krytykując obecny rząd, liderka SNP mówiła, że jego działania są "atakiem na bezpieczeństwo socjalne" i szczególnie szkodzą najbiedniejszym i niepełnosprawnym. Dodała, że wprowadzane przez rząd Partii Konserwatywnej cięcia budżetowe "uderzają w samo serce tego, jak widzimy się jako naród i jakie są nasze wspólne ambicje na przyszłość".

 

Brytyjskie wybory parlamentarne odbędą się 8 czerwca br.

 

Opublikowany w niedzielę sondaż dla "The Scottish Sun" sugerował, że SNP może liczyć na 39 proc. poparcia przy 29 proc. dla Partii Konserwatywnej, 25 proc. dla Partii Pracy i zaledwie 4 proc. dla Liberalnych Demokratów.

 

PAP