Uczestnicy strajku domagają się całkowitej likwidacji działalności Ubera i Cabify, pozwalających zamawiać kursy taniej na podstawie rejestracji na platformie internetowej. Oskarżają ich pracowników o nielegalną konkurencję.

 

Jak poinformował Ignacio Fernandez ze Stowarzyszenia Taksówkarzy Sewilli, głównym powodem protestu jest akceptowanie przez rząd w Madrycie nielegalnego, jego zdaniem, działania firm Uber i Cabify. Powiedział, że ich kierowcy nie mają wymaganych przez krajowe ustawodawstwo licencji do przewozu pasażerów i stanowią nieuczciwą konkurencję dla tradycyjnych usług taksówkarskich.

 

W trakcie wtorkowej manifestacji w centrum Madrytu taksówkarze obrzucili jajkami i puszkami z piwem funkcjonariuszy policji zabezpieczających zgromadzenie. Skandowano też hasła przeciwko hiszpańskim politykom.

 

Ataki na kierowców Ubera


W stolicy, gdzie strajk taksówkarzy potrwa do wieczora, pracownicy międzynarodowego lotniska Barajas utworzyli punkty informacyjne, w których pasażerowie mogą się dowiedzieć, jak korzystać z transportu miejskiego. Na ulice Madrytu wyjechały też dodatkowe autobusy łączące port lotniczy z centrum miasta.

 

W Barcelonie, gdzie strajk zakończy się dopiero w środę nad ranem, we wtorek na ulice wyjechało zaledwie kilka taksówek. Przewożą one jedynie osoby niepełnosprawne oraz chorych do szpitali.

 

Z kolei w Walencji pracownicy korporacji taksówkarskich wstrzymują we wtorek pracę co dwie godziny.

 

Hiszpańscy taksówkarze w ostatnich miesiącach dopuszczali się licznych ataków na kierowców oraz samochody firm Uber i Cabify. Protestowali też w kraju i poza jego granicami. W październiku ub.r. kilku przedstawicieli hiszpańskiego środowiska taksówkarskiego wzięło udział w manifestacji w Lizbonie, podczas której doszło do starć z policją.

 

PAP