Na ceremonię powitania z niewielkim opóźnieniem przybył prezydent USA Donald Trump.


Obrady prezydentów Stanów Zjednoczonych, Francji - Emmanuela Macrona, kanclerz Niemiec Angeli Merkel, premierów Włoch - Paolo Gentiloniego, Wielkiej Brytanii - Theresy May, Kanady - Justina Trudeau i Japonii - Shinzo Abe zapowiadane są jako trudne ze względu na wiele rozbieżności.


W Taorminie obecni są też przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk i szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

 

Wspólne stanowisko wobec zagrożenia terrorystycznego


To, co połączy uczestników obrad - zauważają obserwatorzy - to wspólne stanowisko wobec zagrożenia terrorystycznego i zobowiązanie do zdecydowanych działań, by położyć kres przemocy Państwa Islamskiego (IS).


Media informują, że na szczycie otwartym cztery dni po zamachu w Manchesterze brytyjska premier będzie apelować o wywarcie presji na gigantach internetu, by włączyli się w działania i zobowiązali do eliminowania z sieci treści nawołujących do terrorystycznej przemocy.


Podkreśla się, że polityczna agenda rozmów jest bardzo bogata, a podziały i rozbieżności między Amerykanami i Europejczykami - duże. Największe punkty sporne to klimat i kwestie handlowe.

 

Kryzys migracyjny - wyzwanie globalne


Ważnym tematem rozmów będzie kryzys migracyjny, który zdaniem gospodarza spotkania premiera Gentiloniego, a także przewodniczącego Rady Europejskiej Tuska, należy traktować jako wyzwanie globalne, a nie problem regionalny.


W sobotę, w drugim dniu obrad do przywódców siedmiu potęg gospodarczych świata i UE dołączą szefowie państw i rządów pięciu krajów afrykańskich: Etiopii, Kenii, Nigerii, Nigru i Tunezji.


Łącznie do miasta pod Etną przybyło 2 tys. delegatów.


Media zauważają, że obecny szczyt G7 odbywa się przy zastosowaniu największych dotąd w historii tych spotkań środków bezpieczeństwa.


PAP