Jak podkreślono w oświadczeniu, mieszkańcy miasta "zobaczą więcej uzbrojonych policjantów (...) biorących udział w operacjach i patrolach, zarówno pieszych, jak i zmotoryzowanych". Będą oni także wspierali oficerów z przygotowaniem psychologicznym, którzy "są wyszkoleni w rozpoznawaniu przejawów, że dana osoba może prowadzić wrogi rekonesans lub planować popełnienie przestępstwa".

 

Scotland Yard dodał, że w ramach zapowiedzianej przez premier May operacji Temperer, związanej z podniesieniem poziomu zagrożenia terrorystycznego do piątego, "krytycznego" poziomu, żołnierze zastąpią policjantów na wartach w pobliżu wybranych budynków, m.in. Pałacu Buckingham, siedziby premier i parlamentu. Wojsko pojawi się także w pobliżu niektórych ambasad, które objęte są stałą obserwacją policyjną - np. Chin.

 

"Służby zrobią wszystko, co można"

 

Komendant Jane Connors ze Scotland Yardu zapewniła, że "służby zrobią wszystko, co można", aby zabezpieczyć stolicę i jej mieszkańców, zadbać o to, żeby "nasze miasto było możliwie najbardziej wrogim środowiskiem dla terrorystów". Zapowiedziała również, że służby zrewidują plany ochrony najważniejszych wydarzeń masowych, w tym m.in. zaplanowanego na sobotę finału piłkarskiego Pucharu Anglii na stadionie Wembley.

 

Jak zaznaczyła, policjanci planują także przeprowadzanie większej niż zazwyczaj liczby przeszukań osobistych i kontroli samochodów.

 

Connors zaapelowała również do mieszkańców Londynu o "zachowanie spokoju i ostrożności". "Jeśli zobaczycie cokolwiek, co budzi wasz niepokój, dajcie nam natychmiast znać. (...) Potrzebujemy waszego wsparcia, aby pomóc nam ochronić stolicę i powstrzymać terrorystów, którzy chcą nas podzielić i zaszkodzić naszemu sposobowi życia" - powiedziała.

 

MSW poinformowało o rozmieszczeniu do 3,8 tys. żołnierzy do ochrony ulic w całym Zjednoczonym Królestwie.

 

"To wszystko ciężkie urazy"

 

Jak tłumaczyłszef brytyjskiej służby zdrowia, wzrost liczby rannych wynika z tego, że część osób, które były opatrzone na miejscu zdarzenia, zgłosiła się z powrotem do służb medycznych na dalsze leczenie.

 

Rouse dodał także, że ranni mają "uszkodzone organy i znaczne urazy kończyn z możliwymi amputacjami", a część z nich "będzie potrzebowała bardzo długiej opieki zdrowotnej i wsparcia".

 

- To wszystko ciężkie urazy - ocenił Rouse dodając, że wynika to z tego, iż poszkodowani byli blisko od miejsca eksplozji, a także z powodu użytych materiałów wybuchowych zwiększających pole rażenia i zadających poważniejsze rany.

 

Wcześniej służby medyczne poinformowały, że wśród rannych jest 12 dzieci.

 

Podejrzany o zamach był w Syrii

 

- Obecnie wiemy tylko tyle, ile przekazali nam brytyjscy śledczy: osoba z brytyjskim obywatelstwem i libijskiego pochodzenia po podróży do Libii, a później prawdopodobnie do Syrii, nagle się zradykalizowała i postanowiła dokonać tego ataku - powiedział w środę francuski minister spraw wewnętrznych Gerard Collomb w rozmowie z francuską stacją MFBTV.

 

Dopytywany, skąd wie, że Salman Abedi był w Syrii, szef MSW dodał, że takimi informacjami dysponują francuskie i brytyjskie służby wywiadowcze.

 

Na pytanie, czy jego zdaniem zamachowiec miał wsparcie jakiejś organizacji terrorystycznej, Collomb odparł: "To nie zostało jeszcze ustalone, ale możliwe, że tak". - (Abedi) miał potwierdzone powiązania z Państwem Islamskim - dodał.

 

Wybuch na koncercie Ariany Grande

 

W poniedziałek wieczorem w Manchesterze doszło do ataku terrorystycznego, w którym zginęły co najmniej 22 osoby, a 119 zostało rannych. Do wybuchu bomby podłożonej przez terrorystę samobójcę doszło po koncercie amerykańskiej piosenkarki Ariany Grande w mieszczącej 21 tys. osób hali widowiskowo-sportowej Manchester Arena.

 

W środę rano polski MSZ poinformował, że wśród zabitych jest co najmniej dwoje Polaków, a jeden obywatel RP pozostaje pod opieką lekarzy.

 

Atak w Manchesterze był najpoważniejszym zamachem na terenie Wielkiej Brytanii od ataków na system transportu publicznego w Londynie w lipcu 2005 roku, w których zginęły 52 osoby, w tym trzy Polki, a blisko 800 osób zostało rannych.

 

PAP