Poseł PiS zawiadamia prokuraturę, ministra sprawiedliwości i CBA ws. spółki PKS w Radomiu

Polska
Poseł PiS zawiadamia prokuraturę, ministra sprawiedliwości i CBA ws. spółki PKS w Radomiu
pixabay.com/public domain

Poseł PiS Wojciech Skurkiewicz zapowiedział, że skieruje pisma do prokuratury, ministra sprawiedliwości i szefa CBA o zbadanie sytuacji w PKS w Radomiu. Prezes PKS tłumaczy, że działa zgodnie z prawem i robi wszystko, by firma zaczęła przynosić dochody.

Powołując się na opinie pracowników radomskiego PKS, poseł PiS powiedział na wtorkowej konferencji prasowej, że prezes tej firmy nie radzi sobie z zarządzaniem spółką i w pewnych przypadkach mógł działać na jej szkodę.

 

- Dochodzi do sytuacji, które - w moim przekonaniu - rodzą znamiona czynów zabronionych, a wręcz karalnych. Bo jak nazwać sytuację, kiedy zbywany jest majątek PKS bez poinformowania właścicieli? - pytał poseł PiS. Jak dodał, zarząd PKS w latach 2011-2017 sprzedał kilka działek bez wiedzy właściciela, którym jest Związek Gmin Podradomska Komunikacja Samochodowa.

 

Według Skurkiewicza doszło także do "kuriozalnej sytuacji, że PKS radomski zamiast wymienić tabor na nowszy odkupował od prywatnych przewoźników kilkunastoletnie autobusy". - Mam nieodparte wrażenie, i myślę, że prokuratura wyjaśni czy przypadkiem nie doszło do zbycia, czy niekontrolowanego zmniejszenia wartości tej firmy - powiedział poseł.

 

Jak zaznaczył spotkał się we wtorek z przedstawicielami Związku Gmin. Wielu z nich, dodał, nie miało pojęcia, co dzieje się w radomskim PKS.

 

"Nikt nie zapytał mnie o zdanie"

 

Prezes zarządu PKS w Radomiu Janusz Spelina, odnosząc się do wypowiedzi Skurkiewicza, powiedział dziennikarzom, że jest zdziwiony takim postawieniem sprawy przez posła. - Nikt nie zapytał mnie o zdanie, nikt ze mną nie rozmawiał, a nagle wytacza się wielkie działa i stawia zarzuty bez zapytania się u źródeł, jak sprawa wygląda - stwierdził Spelina.

 

Odnosząc się do zarzutu sprzedaży działek, prezes PKS powiedział, że sprzedawano tereny nieprzydatne spółce, a wszelkie tego rodzaju decyzje były obwarowane uchwałami Rady Nadzorczej i Zgromadzenia Wspólników. Dodał, że za pieniądze uzyskiwane ze sprzedaży działek kupowano autobusy. Spelina przyznał, że były one używane, ale - według niego - na zakup nowych PKS nie było stać.

 

W ocenie Skurkiewicza, niepokój budzi też kwestia wydzierżawienia stacji paliw PKS prywatnemu przedsiębiorcy początkowo za 13 tys. zł, a następnie za ok. 6 tys. zł. miesięcznie.

 

Prezes PKS wyjaśnił, że dzierżawca stacji, który najpierw płacił 13 tys. zł, po kilku miesiącach, ze względu - na jego zdaniem - zbyt wysokie koszty, wypowiedział umowę. - Ogłosiliśmy przetarg na początku maja i nikt się zgłosił. Ponowiliśmy przetarg z niższą ceną wywoławczą 6 tys. zł miesięcznie i jako jedyny zgłosił się poprzedni dzierżawca. Na razie umowa z nim nie została jeszcze podpisana - wyjaśnił Spelina.

 

Rok zamknięty ze stratą 100 tys. zł

 

Zaniepokojenie posła wzbudziło też decyzja zarządu o zamknięciu stacji kontroli pojazdów należącej do PKS. Jak zauważył, najpierw na skutek czyjegoś zaniedbania wygasło pozwolenie na prowadzenie tego typu działalności. Miało się to wiązać - zaznaczył Skurkiewicz - ze stratą w przychodach firmy i dodatkowymi kosztami badań technicznych autobusów w innych stacjach diagnostycznych.

 

- Po 10 miesiącach prezes PKS zainwestował w modernizację stacji ok. 90 tys. zł, uruchomił ją jako okręgową i wydzierżawił prywatnemu przedsiębiorcy, co wiązało się ze zwolnieniem trzech pracowników - powiedział Skurkiewicz.

 

Według prezesa PKS stacja diagnostyczna od lat przynosiła straty w granicach 90 tys. zł rocznie. - W momencie jej wydzierżawienia jesteśmy do przodu w granicach 30-40 tys. zł. - zaznaczył. Dodał, że ubiegły rok PKS w Radomiu zamknął stratą rzędu 100 tys. zł. Obecnie zalega wobec ZUS ze składkami za kwiecień, ale innych długów nie ma.

 

Według Skurkiewicza wszelkie wątpliwości, czy zarząd PKS nie działa na szkodę spółki, powinna rozstrzygnąć prokuratura i CBA. - Jako poseł RP, gdy powziąłem informację, że mogło dojść naruszenia prawa i czynów zabronionych, taką informację skieruję do organów, które są do tego uprawnione. Taki jest mój obowiązek wynikający z przepisów prawa - oświadczył.

 

PAP

pam/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze