Nie żyje Zbigniew Wodecki. Artysta zmarł w wieku 67 lat. "Był uroczym, fantastycznym człowiekiem"

Polska

W wieku 67 lat zmarł Zbigniew Wodecki - piosenkarz, instrumentalista, kompozytor. Był artystą wszechstronnym - skrzypek, trębacz, pianista, kompozytor, ale przede wszystkim wokalista. 11 maja przeszedł udar mózgu i trafił do warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów.

"Mimo niezwykłej woli życia i staraniom lekarzy udar dokonał nieodwracalnych obrażeń. Odszedł od nas w dniu 22. maja w jednym z warszawskich szpitali. Żona i dzieci byli przy nim. Zostanie pochowany w ukochanym Krakowie" - poinformowano na oficjalnej stronie Zbigniewa Wodeckiego.

 

"Bardzo trudno zebrać myśli"

 

- O jego śmierci dowiedziałem się dopiero kilka minut temu i bardzo trudno mi zebrać myśli. Odszedł od nas wielki artysta i wspaniały człowiek, naprawdę wspaniały człowiek, od kiedy pamiętam. Był uroczym, fantastycznym, uśmiechniętym człowiekiem, nigdy nie złośliwym, dowcipnym, niesamowicie prowadzącym swoje koncerty" - powiedział aktor Andrzej Grabowski.

 

Przyznał, że Wodecki zawsze "wyglądał wspaniale". "Wyglądał na człowieka, który nigdy nie miał problemów zdrowotnych. Nie wiedziałem, że ma chore serce, nigdy o tym nie wspominał. Spotkania z nim to była jedna wielka przyjemność. On dowcipkował, ja dowcipkowałem, wspominaliśmy wspólnych znajomych, miejsca. To okropna wiadomość. Coś, z czym trudno się pogodzić" - podkreślił Grabowski.

 

"Był królem życia"

 

Z kolei piosenkarka i reżyserka Magda Umer powiedziała, że Zbigniew Wodecki "odszedł w momencie największego uznania" .

 

- Widzieliśmy się niedawno, miesiąc temu na mszy, poświęconej Wojtkowi Młynarskiemu. Był w dobrej formie, pogodny. Mówiliśmy sobie z radością, że żyjemy i że trzeba cieszyć się każdym kolejnym dniem, cenić każdą chwilę, jaka została - powiedziała Umer

 

- Zbyszek był jednym z najpoważniejszych artystów, jakich poznałam. Był też królem życia i takim zostanie - dodała.

 

"Pracowity muzyk"

 

Artysta urodził się w 1950 roku w Krakowie. Jego ojciec był pierwszym trębaczem Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie. Pięcioletniemu synowi podarował skrzypce, ćwiczył z nim gamy, uczył słuchać Bacha, Mozarta i Paganiniego.


Wodecki kształcił się w dobrym, krakowskim liceum muzycznym. Mając szesnaście lat, po kryjomu, grał na scenie kabaretu Anawa i trafił do pierwszego zespołu Marka Grechuty.


Występował w Piwnicy Pod Baranami, gdzie porwała go Ewa Demarczyk, z którą występował przez pięć lat.


Był pracowitym muzykiem: grał jednocześnie w orkiestrze Polskiego Radia, a sławny dyrygent Kazimierz Kord ściągnął go do Krakowskiej Orkiestry Kameralnej, gdzie spędził sześć lat.


Przypadkowo zaśpiewał w restauracji, gdzie biesiadowała ekipa telewizyjna. Dał się namówić na nagrania radiowe i w roku 1972 zdobył nagrodę na festiwalu w Opolu.


Wirtuoz skrzypiec


Komponując piosenki Wodecki używał zaawansowanej melodyki, symfonicznych instrumentów i chórów. Popisywał się wirtuozerskimi solówkami na skrzypcach i trąbce. W roku 1976 nagrał pierwszą długogrającą płytę ze swingującym big bandem, tekstami Leszka Długosza, cytatami z klasyki i piosenkami mistrzów brazylijskiego tropicalismo. Płyta nie przyniosła ani jednego przeboju. Po niemal czterdziestu latach uznana została za arcydzieło polskiej muzyki rozrywkowej.


Zaśpiewał "Pszczółkę Maję" 


Dwa lata później, wydany na pocztówce dźwiękowej utwór "Zacznij od Bacha" otworzył Wodeckiemu drogę do gwiazd. Przyszły kolejne nagrody w Opolu i na festiwalu w Sopocie. Największym przebojem Wodeckiego okazała się polska wersja piosenki z czeskiego serialu animowanego "Pszczółka Maja".
Zbigniew Wodecki nagrał tylko kilka oryginalnych albumów: "Dusze Kobiet" z tekstami Jacka Cygana, dwie płyty z tekstami Jana Wołka i album "Obok Siebie", gdzie z pomocą młodych muzyków piosenkarz próbował zaprzyjaźnić się z funkowymi rytmami i nowoczesnym syntetyczno-rockowym brzmieniem.


Występował w programach telewizyjnych


W końcu lat dziewięćdziesiątych, zapomniany nieco Wodecki przyjął rolę jurora w telewizyjnych programach rozrywkowych. Stanął znów w blasku sławy, ale bardziej jako medialny celebryta niż gwiazdor piosenki. Pojawiał się w filmach i serialach telewizyjnych, w nagraniach innych artystów: Ewy Bem, Zdzisławy Sośnickiej, Krystyny Prońko, a nawet Ireny Santor.


Brał udział w ambitnych poetycko-muzycznych projektach jak "Nieszpory Ludźmierskie" - oratorium Jana Kantego Pawluśkiewicza, próbował grać jazz z orkiestrą radiową Andrzeja Trzaskowskiego, stworzył nawet jazzową wersję Tańców Rumuńskich Beli Bartoka. Dawał recitale skrzypcowe.


Powrót na wielką scenę


Wielką popularność przyniósł Wodeckiemu występ z kolektywem Mitch & Mitch. Warszawscy muzycy namówili go na zagranie materiału z jego pierwszej płyty w całości.
W 2014 roku wystąpili na OFF festiwalu w Katowicach, gdzie Zbigniewa Wodeckiego nie spodziewał się nikt.


Nagrany w Warszawie koncert został wydany pod tytułem "1976: A Space Odyssey". Album i piosenka "Rzuć to wszystko co złe" zdominowały rok 2015: złota płyta, dwa Fryderyki, koncerty: od gdyńskiego Open'era po Polsat Super Hit Festival.

 

polsatnews.pl, PAP

 

kan/grz/Kuba Nagabczyński

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze