Rzecznik KGP przeprosił społeczeństwo za sceny z nagrania ws. Stachowiaka. - Na coś takiego nie ma przyzwolenia. Jeden taki przypadek (...) może zaważyć na wizerunku całej 130-tysięcznej formacji policji, mimo że codziennie polscy policjanci uczestniczą w 15 tys. interwencji" - oświadczył rzecznik KGP. Dodał, że w 99 proc. są one prowadzone w sposób należyty - dodał.

 

- Nie będę tego komentował - powiedział w rozmowie z Gazetą Wrocławską odwołany komendant wojewódzki Arkadiusz Golanowski i rozłączył się. 

 

Jak poinformował Mariusz Ciarka, przygotowane jest już wstępne sprawozdanie specjalnego zespołu kontrolnego powołanego w sobotę na zlecenie szefa MSWiA. Zadaniem zespołu jest m.in. analiza akt czynności wyjaśniających i postępowania dyscyplinarnego, które było prowadzone pod kątem prawidłowości i rzetelności.

 

Postępowanie dyscyplinarne wobec policjantów wyjaśniających sprawę

 

- Pierwsze z wniosków to także decyzje personalne. Odwołano komendanta wojewódzkiego, taka sama decyzja zapadła, jeżeli chodzi o zastępcę komendanta wojewódzkiego Policji we Wrocławiu nadzorującego pion prewencji oraz piastującego stanowisko komendanta miejskiego policji we Wrocławiu - powiedział Ciarka.

 

- Dodatkowo we wnioskach ze wstępnego sprawozdania znalazły się jeszcze inne zapisy dotyczące m.in. odwołania ze stanowiska pełniącego wówczas, rok temu, obowiązki komendanta miejskiego policji we Wrocławiu, a także wszczęcia postępowania dyscyplinarnego osobom odpowiedzialnym za czynności wyjaśniające i postępowania dyscyplinarne, które w tej sprawie były prowadzone - dodał.

 

Ciarka przypomniał, że ustawa o modernizacji policji, która weszła już w życie, przewiduje zakup dla policjantów m.in. kamer, które będą używane podczas pełnienia służby. Dodał, że jest to również polecenie szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka.

 

Dziś do sprawy odniósł się również zastępca rzecznika praw obywatelskich Krzysztof Olkowicz. - Wobec Igora Stachowiaka używano paralizatora w celu wymuszenia zeznań, to powodowało ból i cierpienie, a wszystko to razem to nic innego jak tortury - ocenił w poniedziałek.

 

Olkowicz przypomniał, że RPO od 20 czerwca 2016 r. monitoruje sprawę Stachowiaka. - Trzeba powiedzieć, że prokuratury udzielały odpowiedzi o aktualnym stanie sprawy - zaznaczył.

 

Rażono prądem mężczyznę skutego kajdankami

 

Dymisje to efekt nowych ustaleń ws. śmierci na komisariacie 25-latka. Jak się okazuje, mężczyzna był na komisariacie kilkukrotnie rażony paralizatorem przez policjanta, mimo iż był zakuty w kajdanki.

 

25-letni Igor został zatrzymany 15 maja 2016 rano na wrocławskim rynku. Jak się później okazało, był podobny do przestępcy, który wcześniej uciekł policji. Na nagraniach z rynku widać, że mężczyzna początkowo spokojnie współpracował z policją.

 

Kiedy na miejsce przyjechał drugi patrol, jego funkcjonariusze postanowili od razu zakuć Stachowiaka w kajdanki i przewieźć na komisariat. 25-latek spanikował, zaczął stawiać opór. Sposób w jaki interweniowała policja, wywołał wzburzenie u przechodniów, którzy zaczęli nagrywać zajście. Wówczas po raz pierwszy użyto paralizatora.

 

Po przewiezieniu na komisariat Igor Stachowiak stracił przytomność i mimo reanimacji zmarł. Po jego śmierci pod komisariatem policji przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu przez kilka dni prowadzone były protesty, które przerodziły się w zamieszki. W efekcie policja łącznie zatrzymała ponad 40 osób.

 

Zajście w toalecie

 

Policja informowała wówczas, że w trakcie zatrzymania u 25-letniego mężczyzny znaleziono "dopalacze" oraz, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że mężczyzna w trakcie interwencji policji był pod wpływem środków psychoaktywnych.

 

Dziś wiadomo, że Igor Stachowiak został rażony paralizatorem również na komendzie, w policyjnej toalecie. Telewizja TVN24 pokazała film z kamery przymocowanej do paralizatora, która włącza się zawsze, gdy jest on używany.

 

Na nagraniu widać, iż Stachowiak zostaje trzykrotnie rażony prądem, mimo że zakuty jest w kajdanki. Na użycie paralizatora w takim przypadku nie zezwalają przepisy. Policjanci kazali mężczyźnie zdjąć spodnie, by go przeszukać. 25-latek zmarł wkrótce po tym zajściu.

 

Ze sporządzonej miesiąc później opinii wynika, że zgon nastąpił w wyniku splotu trzech okoliczności: przyjmowania przez mężczyznę środków psychoaktywnych, kilkukrotnego rażenia prądem z paralizatora, oraz wywierania silnego ucisku na szyję, najprawdopodobniej podczas obezwładniania go.

 

Nie ma winnych

 

Choć na komisariacie jest monitoring, nie ma żadnego nagrania z pobytu Stachowiaka na komendzie.

 

Przeciwko policjantowi, który użył paralizatora toczyło się postępowanie dyscyplinarne. Funkcjonariusz został na trzy miesiące zawieszony w czynnościach służbowych i wrócił do służby. Po tym, jak sprawa stała się głośna, zapowiedziano, że policjant straci pracę.

 

Wszyscy inni policjanci, którzy obecni byli przy rażeniu prądem Stachowiaka w toalecie również pracują nadal w policji.

 

Od roku w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu toczy się śledztwo w tej sprawie. Nikt nie usłyszał jeszcze zarzutów.

 

 

PAP, polsatnews.pl, Gazeta Wrocławska