Doradcy emerytalni w ZUS oblężeni. Sześciuset może nie wystarczyć

Biznes
Doradcy emerytalni w ZUS oblężeni. Sześciuset może nie wystarczyć
PAP/Darek Delmanowicz

13 doradców emerytalnych w 10 placówkach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pilotażowo obsłużyło w tydzień 2,2 tys. osób i ponad 550 osobom wyliczyło wysokość ich przyszłego świadczenia. Zainteresowanie jest tak duże, że 600 doradców, którzy zaczną pracę w całym kraju od 1 lipca, może nie wystarczyć - poinformował wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed.

- Doradca emerytalny przygotuje prognozę wysokości świadczenia i przybliży obywatelowi, w jaki sposób skorzystać z prawa do emerytury - zapowiedział wiceminister rodziny i pracy Stanisław Szwed. Konsultanci będą udzielać informacji w oddziałach ZUS w całym kraju od 1 lipca.

 

Kalkulator i kalendarz emerytalny

 

- Pracownicy ci z pomocą tzw. kalkulatora emerytalnego będą mogli przyszłym emerytom przybliżyć, w jaki sposób skorzystać z prawa do emerytury, a przede wszystkim przygotować prognozę wysokości świadczenia - powiedział Szwed we Wrocławiu.

 

Podkreślił, że dzięki temu przyszły emeryt będzie mógł się zorientować, jaka będzie wysokość emerytury oraz kiedy zdecydować się na przejście na emeryturę.

 

Według Szweda może się jednak okazać, że doradców będzie za mało, a prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska będzie musiała zwiększyć ich liczbę.

 

- By wszyscy mogli z tego skorzystać - powiedział Szwed.

 

Kampania informacyjna

 

Szwed w poniedziałek we Wrocławiu uczestniczył w spotkaniu w ramach kampanii "Godny Wybór. Przywrócenie wieku emerytalnego".

 

Kampania informacyjna jest realizowana wspólnie przez Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, Kancelarię Prezydenta oraz NSZZ "Solidarność". Rozpoczęli ją w ubiegłym tygodniu prezydent Andrzej Duda, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska oraz szef "S" Piotr Duda.

 

Wprowadzenie do ZUS-u doradców emerytalnych, to jeden z elementów tej kampanii.

 

"Nie ma zagrożenia dla ZUS"


Wiceminister podkreślił, że nie ma żadnego zagrożenia finansowego dla funkcjonowania ZUS i Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

 

- Fundusz jest gwarantowany przez państwo i nie ma zagrożenia dla wypłat emerytur. Koszty, jakie zakładamy w tym roku, są na poziomie 1 mld zł, a w przyszłym roku na poziomie 8-9 mld zł. Ale mówimy o wszystkich osobach, które zdecydowałyby się przejść na emeryturę - powiedział Stanisław Szwed.

 

Od 1 października 2017 roku po wejściu w życie nowej ustawy kobiety będą mogły przechodzić na emeryturę po ukończeniu 60 lat, a mężczyźni - 65 lat. Według danych ZUS, tylko w tym roku dodatkowo będzie mogło to być ponad 330  tys. osób.

 

Spodziewany jest wzrost wniosków o emerytury tylko w czwartym kwartale tego roku średnio w całym kraju o 24 proc.

 

PAP

hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze