Marek Kapel miał 30 lat. W Szczucinie koło Tarnowa znali go wszyscy. Wydawało się, że nie ma wrogów. Aż do 24 sierpnia 2014 roku. Pan Marek spotkał się wówczas ze znajomymi w jednym z miejscowych barów. Zaginął wracając do domu.

 

- Z zeznań świadków wynika, że wypił dwa piwa i być może "pięćdziesiątkę" wódki - mówił reporterowi "Interwencji" oficer krakowskiego Archiwum X.

 

- Marek wyszedł z baru gdzieś o 23. Kamera zarejestrowała go ostatni raz 500 metrów dalej - dodał Paweł Kapel, brat nieżyjącego pana Marka.

 

Od miejsca, gdzie był widziany po raz ostatni do domu mężczyzna miał kilkaset metrów. Nigdy do niego jednak nie dotarł. Następnego dnia rano przypadkowy przechodzień odnalazł jego zmasakrowane ciało.

 

"Wystarczyły 3 sekundy, aby wiedzieć, że to nie było samobójstwo "

 

- Brat wybił głową płytę w parkanie - opowiadał Paweł Kapel.

 

- Jego lewa ręka spoczywała na dolnej płycie, a prawa na górnej. Wyglądało to tak, jakby do ostatnich swoich chwil próbował się oswobodzić. Obserwując zdjęcia lub będąc na miejscu tego zdarzenia, wystarczyły 3 sekundy, aby wiedzieć, że to nie było samobójstwo - ocenił Grzegorz Krzywak, dziennikarz Radia Kraków.

 

- Jak mi to mówiono, to po prostu nie wierzyłem, że taki przypadek mógł mieć miejsce. Nie mam żadnych wątpliwości, że to zabójstwo - dodał oficer krakowskiego Archiwum X.

 

"Sam sobie wziął to na głowę"

 

Mieszkanka Szczucina opowiedziała "Interwencji", że kiedy na miejsce przybyła policja, pytała funkcjonariuszy o psa tropiącego, ale ci stwierdzili, że w sprawie nie brały udziału osoby trzecie. - Sam sobie wziął to na głowę - dopowiedziała kobieta.

 

- Byłoby to pierwsze samobójstwo, gdzie ktoś głową wyważa płot, żeby ten zadziałał jak gilotyna - skomentował Dawid Serafin, dziennikarz Onet.pl.

 

"Interwencji" udało się dotrzeć do strażaka, który pracował na miejscu zdarzenia. On również nie wierzy w samobójstwo.

 

- We dwóch to trzeba się dobrze przystawić, żeby tę jedną płytę podnieść do góry. Zdejmowaliśmy je we dwóch, trzech - wspominał.

 

"Gdybym mogła, to bym im te mundury ściągnęła"

 

Paweł Kapel twierdzi, że jego brat nie mógł przebić ważącego 54 kg przęsła i nie mieć śladów na głowie. - A on nie miał nic. Na łuku brwiowym miał lekkie otarcie i na wardze. To wszystko - mówił.

 

- Ja zawsze myślałam, że policja jest dla ludzi. A dziś, gdybym mogła, to bym im te mundury ściągnęła – dodała Zofia Kapel, matka nieżyjącego pana Marka.

 

Komendant komisariatu policji w Szczucinie nie wystąpił przed kamerą. Oświadczył, że nie udziela żadnych informacji mediom, bo takie ma dyspozycje swoich przełożonych.

 

Ciało pana Marka znaleziono 8 godzin po jego wyjściu z baru. Znajdowało się przy ruchliwej ulicy, kilka metrów od miejsca, w którym zarejestrowała go kamera monitoringu. W noc jego śmierci przechodzili tamtędy ludzie, przejeżdżały patrole policji. Nikt nie zauważył jednak niczego podejrzanego.

 

Prokurator: nie wykluczałbym, że to zaplanowana zbrodnia

 

- W momencie znalezienia jego zwłok, miał prawie 3 promile alkoholu we krwi, choć świadkowie mówią, że w barze mógł wypić maksymalnie 3 piwa - powiedział Dawid Serafin z portalu Onet.pl.

 

- Coś się zdarzyło, o czym nie wiemy. Gdzieś wypił dużo alkoholu w drodze między barem a tym ogrodzeniem - dodał Grzegorz Krzywak z Radia Kraków.

 

- Nie wykluczałbym, że to była zaplanowana zbrodnia. Osoba tak pijana nie jest w stanie unieść dwóch przęseł żelbetonowych i spuścić sobie ich na głowę - komentował Piotr Krupiński z Prokuratury Krajowej w Krakowie.

 

W kieszeni Marka Kapela znaleziono niedopałki papierosów. Zdaniem Dawida Serafia z Onet.pl świadczy to o tym, że przed śmiercią "przebywał on w miejscu, w którym nie było możliwości normalnego ich zgaszenia ani do popielniczki, ani gdzieś rzucenia na ziemię. Być może był to samochód".

 

Wcześniej potrącił go samochód

 

Dwa miesiące przed śmiercią w życiu Marka Kapela wydarzył się niepokojący epizod. W środku nocy, nieznany sprawca potrącił go samochodem. Mężczyzna nie zgłosił tego na policję. Odebrał to jako ostrzeżenie. Wcześniej interesował się bowiem sprawą 17-letniej Iwony Cygan. Niewyjaśnioną, głośną zbrodnią, która w Szczucinie wydarzyła się prawie 20 lat temu.

 

- Z naszego materiału wynika, że Marek Kapel pochwalił się tym, że wie, kto zabił Iwonę Cygan - informuje Piotr Krupiński z Prokuratury Krajowej w Krakowie.

Reporter: Czy wokół sprawy Marka Kapela też panuje zmowa milczenia, tak jak panowała wokół sprawy Iwony Cygan?

- Można tak również w tym momencie powiedzieć.

- Tam udało się panu ją przerwać, tu dopiero musi pan to zrobić.

- Nie wykluczam, że już to wykonuję.

- Pan wie, kto dokładnie to zrobił?

- Proszę następne pytanie.

 

Kilka dni temu do Polski sprowadzony został 45-letni Paweł K. - główny podejrzany w sprawie zabójstwa Iwony Cygan. Oprócz niego śledczy zatrzymali też jego ojca oraz sześciu policjantów.

 

Paweł K. nie przyznaje się do winy. Odmawia też składania wyjaśnień.

 

Do sprawy prokurator dołączył śledztwo w sprawie zabójstwa Marka Kapela.

 

- Środowiska związane ze sprawcami tych zbrodni i niektórymi funkcjonariuszami były powiązane - tłumaczy prokurator Piotr Krupiński.

 

- Chcę wiedzieć, jak to się stało i za co, dlaczego. Co takiego zrobił, co takiego powiedział, że musiał zginąć – mówi Paweł Kapel, brat pana Marka.

 

Poniżej reportaż "Interwencji" na temat śmierci Iwony Cygan z 11.03.2016 r.

 

 

"Interwencja"