Posiniaczoną świnkę zauważyła na poboczu przejeżdżająca autostradą kobieta. Zatrzymała się i zawiadomiła policję. Po chwili na miejsce przyjechali pracownicy firmy utrzymującej bezpieczeństwo i porządek na autostradzie.

 

Kobieta, która znalazła świnkę, musiała jechać dalej, ale zanim ruszyła, o sprawie powiadomiła Fundację Tara. Jej prezes nawiązała kontakt z pracownikami porządkowymi autostrady i przekonała ich, by zaopiekowali się zwierzęciem, do czasu przyjazdu wolontariuszy na miejsce.

 

Polewali wodą, by ulżyć w cierpieniu

 

- Wystarczyły dwa zdania, by ich namówić. Cieszę się, że tak się stało, bo procedury są takie, że wzywa się rakarza, który usypia zwierzę i jest ono utylizowane - powiedziała polsatnews.pl Scarlett Szyłogalis, prezes Fundacji Tara.

 

Na widok pracowników przerażona świnka, próbowała uciec. Posiniaczona i wyczerpana, stoczyła się do zbiornika retencyjnego. Mężczyźni długo walczyli, by ją wyciągnąć, ale nie dali rady. Zadzwonili po pomoc do strażaków z OSP Łanięta. Jednocześnie polewali zwierzę wodą, by ulżyć mu w cierpieniu.

 

 

Na miejsce został wezwany urzędnik Powiatowej Inspekcji Weterynarii, który zezwolił, by świnką zaopiekowała się Fundacja. Tymczasowo przewieziono ją do okolicznego gospodarstwa rolnego.

 

Schronisko chce jednak zabrać świnkę do swojej placówki. W internecie zbiera pieniądze na leczenie, przetransportowanie do schroniska i wybudowanie domku z ogrodzeniem.

 

Śwince nadano imię "Piotruś". I choć później okazało się, że to locha, to nie zostanie ono zmienione. - Imię zostanie. Wybraliśmy je, bo dwóch z pracowników autostrady, m.in. ten, z którym rozmawiałam przez telefon ma na imię Piotr - wyjaśniła prezes Fundacji.

 

polsatnews.pl