Tomasz Kafara, kierowca sanockiej karetki zgłosił się do redakcji "Interwencji" w październiku ubiegłego roku. Mężczyzna nie mógł pogodzić się z faktem, że oskarżono go o spowodowanie wypadku z 13 maja 2016 roku.

 

Jak wówczas opowiadał, był to wyjazd "na tak zwany ratunek, czyli cały czas na włączonych sygnałach świetlnych i dźwiękowych". Karetka na Moście Karpackim w Rzeszowie musiała sforsować korek.

 

- Musiałem obrać inny tor jazdy, jechałem pod prąd, przekraczając podwójną linię ciągłą - tłumaczył kierowca.

 

Policja: nie zachował szczególnej ostrożności

 

Ratownicy byli przekonani, że wyjazd przebiegł spokojnie. Przeżyli szok, gdy kilka dni później pan Tomasz został wezwany na policję, gdzie obwiniono go o spowodowanie kolizji. Rzeszowska policja wysłała do sądu wniosek o ukaranie go, a sąd policję poparł.

 

- Błąd popełnił kierujący karetką. Oczywiście jechał on pojazdem uprzywilejowanym, miał włączone sygnały świetlne, dźwiękowe, ale przepisy ruchu drogowego, które pozwalają na niestosowanie się do przepisów, wymagają również zachowania szczególnej ostrożności - argumentował Adam Szeląg z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.

 

- Sąd bardzo szczegółowo przeanalizował całość zdarzeń i uznał, że to kierujący karetką nie zachował szczególnej ostrożności. W szczególności zbytnio zaufał temu, że jego sygnały dźwiękowe i świetlne są dobrze widoczne i słyszalne dla innych uczestników ruchu drogowego - tłumaczył wówczas Alicja Kuroń z Sądu Rejonowego w Rzeszowie.

 

Skody nawet nie drasnął

 

Wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna. Mimo iż pan Tomasz miał prywatną opinię biegłego i przekonanie, że nic złego nie zrobił, bo skody nawet nie drasnął - nikt go nie słuchał.

 

- Sytuacja była bardzo nieciekawa, całe środowisko ratownicze bardzo mocno to przeżywało. Poczuliśmy się osamotnieni w naszych poczynaniach - powiedział Janusz Bukład, kierownik sekcji transportu w szpitalu w Sanoku.

 

Po 11 miesiącach walki i 7 rozprawach sąd zmienił jednak zdanie. Uniewinnił pana Tomasza. Wyrok jest prawomocny.

 

- Ponowna analiza materiału dowodowego doprowadziła sąd odwoławczy do przekonania, że pan Tomasz nie spowodował zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Technika jazdy kierowcy karetki polegała na tym, że w momencie, kiedy dostrzegł zagrożenie, usunął się na swój pierwotny pas ruchu, dzięki czemu pojazd nadjeżdżający z naprzeciwka mógł bezkolizyjnie przejechać - powiedziała reporterce "Interwencji" Marzena Ossolińska-Plęs, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie.

 

- To dzięki Telewizji Polsat, program "Interwencja" przyczynił się do tego, że sąd jednak popatrzył bardziej obiektywnie na tę sprawę - uważa Tomasz Kafara. Pierwszy reportaż o kolizji można zobaczyć poniżej.

 

 

 

Policja odmawia komentarza

 

Po tym, jak zapadł ostatni wyrok, redakcja "Interwencji" ponownie poprosiła o wypowiedź w tej sprawie rzeszowską policję. Tym razem funkcjonariusze odmówili nagrania.

 

"Informuję, że policja nie komentuje wyroków sądów. Ponieważ wyrok w tej sprawie jest prawomocny zamyka to pole do wypowiedzi z naszej strony. Dlatego nie będziemy wypowiadali się w tej sprawie. Pytania proszę kierować do Sądu Okręgowego w Rzeszowie" - poinformowała miejscowa komenda drogą mailową.
 
- Teraz na pewno mamy lepszy komfort psychiczny. Gdyby wyrok był niekorzystny, to człowiek zastanawiałby się  dwa razy, zanim użyłby sygnału. Na pewno miałoby to wpływ na dojazd do pacjenta - skomentował Tomasz Kafara.

 

"Interwencja"