Większość sprawozdawców dała się ponieść wzniosłemu nastrojowi. Z euforią komentowali każdy niemal krok "młodego prezydenta", odnajdując w jego zachowaniu i ceremonii objęcia władzy symboliczne nawiązania do historii, tradycji i gestów poprzedników.

 

Przejazd przez Pola Elizejskie wojskowym pojazdem uznano za podkreślenie, że prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, i przywoływano przejazd generała Charles'a de Gaulle’a przez Pola Elizejskie po wyzwoleniu Paryża w sierpniu 1944 roku. Niesłusznie, bowiem przywódca "wolnych Francuzów" poruszał się wtedy pieszo.

 

Z kolei gdy ktoś wręczył różę nowemu szefowi państwa, jeden z reporterów natychmiast dopatrzył się w Macronie wcielenia Francois Mitterranda. Ten socjalistyczny prezydent po wyborze na najwyższy urząd w państwie w 1981 roku pokazał się z tym kwiatem - symbolem swej partii.

 

Niektórzy zwracają jednak uwagę na ogólnikowość niedzielnych deklaracji nowego prezydenta. Według Guillaume’a Gouberta z "La Croix" Macron ma rację mówiąc, że ci, którzy czują się wykluczeni przez globalizację, powinni być lepiej chronieni. "Ochrona jednak nie wystarczy. Tym, którzy czują się zepchnięci na margines, trzeba umożliwić aktywne uczestnictwo w budowie jutra Francji" - pisze komentator katolickiego dziennika.

 

"Francja musi odzyskać zaufanie do samej siebie"

 

Nicolas Beytout w gazecie "L'Opinion" również zgadza się z prezydentem, gdy ten twierdzi, że "zasadniczym wyzwaniem, przed którym stoi Francja, jest odzyskanie zaufania do samej siebie". Dodaje jednak: "Jeśli pesymizm tak głęboko zakorzenił się w opinii publicznej to dlatego, że Francji, wbrew obietnicom poprzednich prezydentów, nie udała się transformacja. Potrzeba nie tylko obrazów i symboli. Potrzeba działania".

 

Wielki dziennik regionalny "Ouest-France" sprzeciwia się traktowaniu Macrona jako spadkobiercy politycznego dorobku Francois Hollande’a. "Tam, gdzie nowy prezydent robi wszystko, by wyzwolić się od niedziałających już partii politycznych, były prezydent zamyka koło, wracając do siedziby swej zdruzgotanej Partii Socjalistycznej, by sprawdzić, ilu jeszcze zostało »towarzyszy«. Francois Hollande premierem mianował swego sąsiada z najbliższego fotela w parlamencie. Emmanuel Macron szykuje się do wybrania kogoś z innej niż on strony szachownicy politycznej" - pisze gazeta, nawiązując do pogłosek, jakoby premierem zostanie mianowany Edouard Philippe, burmistrz Hawru i deputowany centroprawicowej partii Republikanie (LR).

 

Daniel Fasquelle, mer Le Touquet nad kanałem La Manche i również deputowany Republikanów, odniósł się do możliwej nominacji Philippe'a w porannym wywiadzie dla radia France-Info. - Jeżeli Philippe zostanie premierem, to jeszcze musi się wyjaśnić, czy obejmie to stanowisko jako przedstawiciel LR, czy też przechodzi do ruchu Macrona. Mamy (Republikanie - red.) swój program i chcemy być większością parlamentarną. Nie będziemy się sprzeciwiać wszystkiemu, co zaproponuje Macron, ale też nie będziemy go bezwarunkowo popierać - zaznaczył Fasquelle.

 

PAP