W piątek wieczorem policjanci otrzymali zgłoszenie od przechodnia, który zauważył dwoje małych dzieci błąkających się bez opieki w okolicy ulicy Lokatorskiej.  Maluchy były niekompletnie ubrane, jeden z nich był bez butów i spodni.

 

- Funkcjonariusze zaopiekowali się chłopcami w wieku około  2 i 4 lat. Okryli dzieci służbowymi polarami i umieścili w radiowozie do czasu przyjazdu pogotowia. Dzieci były brudne i zaniedbane - powiedziała Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

 

Lekarz zdecydował o ich zabraniu do szpitala na obserwację, gdzie pozostaną do poniedziałku lub wtorku.

 

W mieszkaniu brud i fetor

 

Policjanci ustalili miejsce zamieszkania dzieci, ale w lokalu nikogo nie zastali. W pobliżu miejsca zamieszkania chłopców zatrzymali natomiast 62-letniego dziadka maluchów. Mężczyzna nie potrafił wytłumaczyć dlaczego dzieci same błąkały się po ulicy i gdzie jest ich matka.

 

- Funkcjonariusze sprawdzili mieszkanie, w którym panował wszechobecny brud i bałagan. Czuć było fetor. Z kontaktów powyrywane były gniazdka z wystającymi przewodami elektrycznymi. Wewnątrz był tylko pies, którego animal patrol przewiózł do schroniska. Dziadek został zatrzymany do czasu wyjaśnienia tej sytuacji - powiedziała Kącka.

 

Matka była u znajomego

 

22-letnia matka zgłosiła się do komisariatu dopiero w sobotę.  Nie była w stanie racjonalnie wytłumaczyć dlaczego zostawiła dzieci bez opieki. Powiedziała, że była u znajomego. Usłyszała zarzut narażenia chłopców na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi jej kara do 5 lat więzienia oraz utrata praw rodzicielskich 

 

O losie maluchów zadecyduje sąd rodzinny, któremu policjanci przekazali wszystkie zebrane w tej sprawie  materiały. Wcześniej nikt nie zgłaszał policji jakichkolwiek nieprawidłowości w opiece sprawowanej przez matkę i dziadka chłopców.

 

polsatnews.pl