Poparcie nowelizacji podczas drugiego czytania projektu zapowiedział klub PiS. Propozycje krytykowały natomiast wszystkie kluby opozycyjne - przedstawiciele PO i Nowoczesnej zgłosili poprawki; Kukiz'15 wniósł o jej odrzucenie; także PSL nie widzi możliwości poparcia nowelizacji "w obecnym kształcie".

 

Pierwsze czytanie rządowego projektu zmiany ustawy o KSSiP odbyło się w początkach kwietnia. Już wtedy kluby wniosły o odrzucenie projektu, który w sejmowym głosowaniu nie uzyskał większości. Następnie projekt trafił do podkomisji, zaś w środę wieczorem zarekomendowała go sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka.

 

Opozycja: chodzi o podporządkowanie władzy sądowniczej

 

Projekt zakłada m.in., że po ukończeniu kształcenia i zdaniu egzaminu absolwenci Szkoły staną się asesorami sędziowskimi. Rząd podkreśla, że celem projektu jest m.in. właściwe wykorzystanie absolwentów Szkoły, których obecnie mniejszość zostaje sędziami. Według opozycji, chodzi o "podporządkowanie władzy sądowniczej przez władzę wykonawczą".

 

"Asesorzy, a więc »sędziowie na próbę«, otrzymają wszelkie atrybuty niezawisłości, przysługujące sędziowie »pełnoprawnym« sędziom. Jeśli przebieg ich służby nie będzie budził zastrzeżeń, ich kandydatury zostaną przedstawione prezydentowi RP przez KRS - już bez, obowiązkowego dotąd także dla absolwentów KSSiP, konkursu na wolne stanowisko sędziowskie - wynika z projektu.

 

Zgodnie z nim minister sprawiedliwości będzie dokonywał mianowania na stanowisko asesora sądowego na czas nieokreślony. Krajowa Rada Sądownictwa zachowa prawo do sprzeciwu wobec powierzenia asesorowi pełnienia obowiązków sędziego. Jeżeli KRS nie zgłosi sprzeciwu, asesor co do zasady będzie pełnił obowiązki sędziego maksymalnie przez cztery lata.

 

"Naruszenie trójpodziału władzy"

 

Właśnie kwestia mianowania asesorów przez ministra jest jedną z tych, które wzbudzają największe kontrowersje. Już podczas środowego posiedzenia komisji PO i Nowoczesna zapowiadały złożenie w drugim czytaniu poprawek m.in. przywracających dotychczasowe brzmienie zapisów odnoszących się do asesorów, czyli mówiące m.in. o tym, że asesorów powołuje prezydent.

 

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak odpowiadał wówczas, że zarzuty są niezrozumiałe. "Mówimy o powołaniu asesora, a nie sędziego. Trudno te dwie instytucje ze sobą zrównywać" - zaznaczał.

 

Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna) oceniła w czwartek, że projekt to "kolejny akt prawny, który ma na celu podporządkowanie sądownictwa ministrowi - w tym przypadku już na etapie kształcenia sędziów".

 

- Mianowanie asesorów przez ministra narusza trójpodział władzy - wskazywał zaś Arkadiusz Myrcha (PO).

 

Według projektu po ukończeniu kształcenia w KSSiP aplikanci sędziowscy będą przystępować do egzaminu sędziowskiego, przeprowadzonego przez państwową komisję. Wynik, który osiągną, ma decydować o pierwszeństwie przyjęcia na asesurę sądową. Dodatkowo w razie nieobsadzenia wszystkich stanowisk asesorskich przez aplikantów aplikacji sędziowskiej, minister sprawiedliwości będzie mógł przeznaczyć stanowiska, które zostaną dla aplikantów aplikacji prokuratorskiej.

 

Kandydaci mający inne kwalifikacje zawodowe niż absolwenci KSSiP będą mogli ubiegać się o stanowiska sędziowskie w trybie konkursowym, na dotychczasowych zasadach. Oddzielna "ścieżka" dojścia do zawodu sędziego dla referendarzy i asystentów sędziów ma być utrzymana do końca 2023 r.

 

"Sądy pokoju"

 

Jerzy Jachnik (Kukiz'15) wskazywał, że obecnie z wpływu na wymiar sprawiedliwości wyeliminowane jest społeczeństwo, a resort sprawiedliwości już nie nawiązuje do koncepcji tzw. sądów pokoju, czyli sądów rozpatrujących najdrobniejsze i lokalne sprawy, w których sędzia pochodzi z wyboru obywateli.

 

- Jesteśmy zwolennikami tej koncepcji, uważamy ją za bardzo ciekawą, uważamy ją za słuszną w założeniach, ale też dobrze wiemy, że tej koncepcji nie da się pogodzić z przepisami dzisiejszej konstytucji. Jeśli będzie taka wola nie tylko obozu Zjednoczonej Prawicy, ale też innych środowisk politycznych, to trzeba będzie zmienić konstytucję - odpowiedział posłowi Kukiz'15 wiceminister Piebiak mówiąc o "sądach pokoju".

 

PAP