Chodzi o skierowane w kwietniu do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych projektów rozporządzeń: w sprawie indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego dzieci i indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży oraz w sprawie pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach podstawowych i ponadpodstawowych oraz placówkach.

 

Protestujący mieli transparenty z napisami: "Ratujmy najsłabszych", "Wspieranie zamiast oceniania uczniów z autyzmem", "Socjalizacja, integracja, nie izolacja", "Świetne dzieciaki - MEN tego nie zmieni". Jedna z protestujących miała tablicę ze zdjęciem syna Tomka. Można było przeczytać, że chłopak ma autyzm, ale dzięki nauczaniu indywidualnemu w szkole zdał maturę i jest technikiem informatykiem.

 

"Jest to bardzo duże zagrożenie"

 

- Jesteśmy tutaj, by sprzeciwić się propozycjom Ministerstwa Edukacji Narodowej ws. nauczania indywidualnego dzieci niepełnosprawnych - sprzeciwić się projektowi, który do tej pory nie jest jeszcze omawiany - mówiła organizatorka protestu Elżbieta Marciniak. Według niej, projekt, któremu już sprzeciwiły się poradnie pedagogiczne, wnosi spore zamieszanie w diagnozowaniu dzieci z problemami edukacyjnymi. - Pierwszymi diagnostami dziecka były do tej pory poradnie pedagogiczne i specjaliści w nich pracujący. Według MEN może to zrobić nauczyciel i dyrektor szkoły. Uważamy, że jest to bardzo duże zagrożenie - stwierdziła Marciniak.

 

Takim samym zagrożeniem, według protestujących rodziców, jest propozycja ograniczenia nauczania indywidualnego, które obecnie może być realizowane w domu ucznia lub w szkole czy przedszkolu. Zgodnie z projektem - ma być prowadzone tylko w domu.

 

- Potrzeby dzieci i specyfika nauczania jest różna, a zaburzenia to nie tylko niepełnosprawność ruchowa, ale inne niepełnosprawności ukryte - mówiła Marciniak. - Zamykanie ich w domu na pewno nie pomoże w socjalizacji - argumentowała.

 

Chcą pozostawienia przepisów bez zmian

 

Uczestnicy protestu chcą, aby MEN pozostawiło dotychczasowe przepisy bez zmian. - My będziemy musieli jakoś trwać z tymi dziećmi i pewnie jakoś sobie damy radę. Zamkniemy się nawet z nimi w domach. Tylko, że będzie to całe pokolenie dzieci straconych - ludzi, którzy wyjdą niesamodzielni, co nie będzie - mam nadzieję - problemem tego rządu, ale stanowić będzie problem kolejnych pokoleń. Ktoś tymi ludźmi się będzie musiał zajmować. Każdy miesiąc bez terapii to regres - oceniła Marciniak. - Rodzic jest w stanie zrobić wszystko, jeżeli ktoś krzywdzi jego dziecko - dodała.

 

Do protestujących wyszły posłanki Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Urszula Augustyn (PO) poinformowała, że jej klub złożył wniosek o przedstawienie przez minister edukacji informacji o projekcie rozporządzenia w sprawie edukacji indywidualnej. Podała, że informacja bieżąca na ten temat zostanie przedstawiona w Sejmie w czwartek po południu. Wtedy, jak zaznaczyła, "pani minister musi odpowiadać na nasze pytania".

 

"Niewystarczająca liczba pedagogów i terapeutów"

 

"Nie wiem, w jakim systemie żyją obecni rządzący. Wielokrotnie zastanawiałam się, czy znają osoby niepełnosprawne, czy znają rodziny i środowiska osób niepełnosprawnych (...). Nie jestem w stanie zrozumieć ich decyzji i działań. Cofamy się do lat 60. Dzieci niepełnosprawne chce się wykluczyć ze środowiska osób normalnie funkcjonujących" - tak o przygotowanych przez MEN projektach mówiła Kornelia Wróblewska (N), wiceprzewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Osób Niepełnosprawnych.

 

Obecny na proteście prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz zwrócił uwagę, że sieć poradni psychologiczno-pedagogicznych, liczba pedagogów, psychologów, logopedów, terapeutów "jest dalece niewystarczająca i nie można tego przerzucać wyłącznie na barki samorządów". - Wydaje się, że nowy model finansowania edukacji jeszcze bardziej ten stan rzeczy pogorszy. Zwracamy także uwagę na to, że w procesie reformy pani minister Anna Zalewska pominęła, porzuciła nie tylko problem dzieci o specjalnych potrzebach, ale także całkowicie odrzuciła edukację domową, uznając, że ważniejszą rzeczą jest 40 mln zł oszczędności na finansowanie oświaty - powiedział.

 

Głos w sprawie proponowanych zmian w edukacji dzieci niepełnosprawnych zabrali w ostatnim czasie Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar i Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. W opinii RPO, wprowadzenie zmian może spowodować dalszą izolację dzieci z niepełnosprawnościami. Rekomenduje on promowanie edukacji włączającej, tak aby jak największa grupa uczniów z niepełnosprawnościami kształciła się w grupie rówieśniczej w szkole powszechnej możliwie blisko ich miejsca zamieszkania.

 

"Projekt krzywdzący dla dzieci"

 

Z kolei RPD w liście do MEN napisał, że indywidualne nauczanie powinno przysługiwać dzieciom, które znalazły się w szczególnie trudnej sytuacji zdrowotnej i nie może stanowić metody na "pozbywanie się" z przedszkola lub szkoły dzieci sprawiających trudności wychowawcze. Jego zdaniem, o skierowaniu konkretnego dziecka do indywidualnego nauczania powinni decydować specjaliści z zespołów orzekających, a nie organ stanowiący prawo.

 

W opinii Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która przyłączyła się do stanowiska RPO i RPD, projekt nowego rozporządzenia MEN ws. nauczania indywidualnego, jest krzywdzący dla dzieci, a długotrwałe nauczanie indywidualne prowadzi do szkodliwej izolacji.

 

Gdy pod koniec kwietnia rodzice dzieci z niepełnosprawnościami zaczęli alarmować, że proponowane przez MEN zmiany są niekorzystne, minister Anna Zalewska wyjaśniała, że indywidualne nauczanie oznacza czasową edukację dzieci chorych w domu, a dzieci ze specjalnymi potrzebami i niepełnosprawnościami mają zostać objęte edukacją włączającą. Według niej, kontrowersje wokół tematu są wywołane "niezrozumieniem".

 

PAP