Wcześniej mówił, że jest świadom gniewu, wątpliwości i niepokoju, jaki wyrazili Francuzi podczas wyborów. Dodał, że wyniki uzyskane przez kandydatów skrajnych partii obligują go do pojednania narodu. Powiedział też, że na jego barkach przez kolejne pięć lat - tyle trwa kadencja francuskiego prezydenta - będzie spoczywała odpowiedzialność za uspokojenie obaw Francuzów.

 

- Moją odpowiedzialnością będzie zgromadzenie razem wszystkich kobiet i mężczyzn gotowych stawić czoło gigantycznym wyzwaniom, jakie nas czekają - dodał.

 

Zapowiedział m.in. ponowne zacieśnienie więzów między Europą a "narodami, które ją tworzą". Dodał, że Francja będzie w pierwszym szeregu walki z terroryzmem "zarówno u siebie, jak i za granicą".

 

"Z pokorą, oddaniem i zaangażowaniem będę służył Francji w waszym imieniu. Niech żyje Republika, niech żyje Francja!" - zakończył przemówienie.

 

Część komentatorów zwraca uwagę, że pierwsze przemówienia Macrona było mało charyzmatyczne. Wystąpiły też problemy techniczne. - Ono było złe. Tam nie było za grosz entuzjazmu - mówił w programie gość "Wydarzeń" o 22 Grzegorz Dobiecki, publicysta, gospodarz programu "To Był Dzień Na Świecie" w Polsat News2.

 

 

PAP, Polsat News