Manifestacja zaczęła się po godz. 13 na Placu Bankowym i ok. 15 dotarła na Plac Konstytucji. Wydarzenie zakończył koncert zespołu Big Cyc.

 

Zmiana ulicy Żurawiej na Kaczą

 

Na obu placach stanęły sceny, z których przemawiali politycy, samorządowcy, szef ZNP, aktorzy. Po drodze odbyło się kilka happeningów. Była m.in. "rozbita limuzyna" szefa MON Antoniego Macierewicza, minister środowiska Jan Szyszko wycinający drzewa oraz próba zmiany ul. Żurawiej na "Kaczą". Na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich grupa uczestników marszu domagała się organizacji referendum ws. zmian w edukacji.

 

PAP/Jakub Kamiński

 

"Wiemy jak zatrzymać zły rząd PiS" 

 

- Witamy was, jesteśmy dumni i szczęśliwi, że możemy być razem. (...) Jesteśmy wszyscy razem na "Marszu Wolności", bo dzisiaj wolność jest najważniejsza, bo dzisiaj czujemy pozytywną energię, żeby powiedzieć prezesowi Kaczyńskiemu, że nie damy odebrać wolności - mówił szef PO, witając zgromadzonych na pl. Bankowym ludzi.

 

Odniósł się też do sobotniego wystąpienia prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w Szczecinie. - Prezes Kaczyński mówił, że Polska jest wolnym krajem i nic tej wolności nie zagraża. To nie jest prawda i my to wiemy, bo jesteśmy wszyscy razem i nieprawdą jest to, że nie mamy programu, nieprawda jest to, że nie wiemy co chcemy zrobić. Wiemy jak zatrzymać zły rząd PiS i będziemy to robić - powiedział lider Platformy.

 

Zapewnił, że program Platformy "jest tylko pozytywny". Opowiedział się za Polską podmiotową, niepodległa, suwerenną, ale też uśmiechniętą, przyjazną i tą, która nie widzi "drugiego sortu, dla której wszyscy są równi". - Nie ma drugiego sortu - podkreślił Schetyna.

 

"Marsz do wolności, do wygranych wyborów"

 

Deklarował też, że PO chce także "wolnej szkoły, prowadzonej przez nauczycieli", niezależnego sądownictwa, trójpodziału władzy.

 

- Jesteśmy za Polską demokratyczną, za Polską europejską, dumną, za Polską, która szuka przyjaciół i partnerów, a nie wrogów w Europie tak, jak jest dzisiaj. Jesteśmy za Polską, w której wszyscy są równi, jesteśmy za prawami kobiet, za szacunkiem dla praw mniejszości. Jesteśmy za tym, żebyśmy się dobrze czuli w naszym kraju. I nikt nam tego nie zabierze - mówił lider PO.

 

Podkreślił, że sobotni marsz jest "marszem do wolności, do wygranych wyborów". - Jesteśmy razem, zwyciężymy! - powiedział.

 

Wystąpienie Schetyny poprzedziło odśpiewanie hymnu narodowego; wcześniej politycy PO: Jakub Rutnicki i Monika Wielichowska skandowali ze sceny hasła: "rozliczymy dobrą zmianę", "wolna Polska europejska", "ręce precz od samorządu", "tu jest Polska".

 

"Nie ma na to naszej zgody"

 

- Jesteśmy tutaj, by bronić wartości samorządnej Polski, Polski obywatelskiej (...) właśnie dziś widzimy, że tą Polskę samorządową chce się nam odebrać, fundując na siłę wdrażany model jednolitej władzy państwowej. To już przerabialiśmy w PRL-u, nie ma na to naszej zgody - mówił marszałek woj. świętokrzyskiego Adam Jarubas z PSL.

 

Jaśkowiak deklarował zaś zgromadzonym: "obronimy wolność, bo wolność rozumiemy inaczej, niż ją rozumie Kaczyński, Erdogan, Putin, czy Łukaszenka". - I tej wolności będziemy strzec, i tej wolności będziemy bronić - dodał prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

 

Szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz podziękował z kolei 910 tys. osób, które podpisały się pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum ws. reformy edukacji. - Nie dajmy sobie wmówić, że spóźniliśmy się z tym wnioskiem, dlatego że protestowaliśmy już od pierwszego dnia, kiedy pani minister Anna Zalewska ogłaszała tą złą zmianę (...). Żądamy referendum ws. edukacji - powiedział szef ZNP.

 

"Szkoła musi być wolna od ideologii"

 

Podkreślał, że początek wolności ma miejsce w szkole. - Szkoła musi być wolna, wolna od ideologii, ale szkoła to także miejsce, gdzie uczymy samorządności i samodzielności, i poszanowania dla demokracji. I nie może być sytuacji, w której uczeń otrzymuje fatalną lekcję od tych polityków, którzy łamią zasady demokracji, którzy sprzeniewierzają się konstytucji i którzy niszczą wszystko to, co jest naszym wspólnym dorobkiem od 1989 r. Na to nie możemy pozwolić - powiedział Broniarz.

 

Zgromadzeni na Placu Bankowym uczestnicy marszu, m.in. działacze PO, PSL, Nowoczesnej i związkowcy ZNP mieli ze sobą biało-czerwone i unijne flagi, a także niebieskie balony z napisem "Marsz Wolności". Obok sceny, na której wystąpią zaproszeni goście, są też telebimy, na których organizatorzy wyświetlali filmy prezentujące rządy PiS.

 

 

Przemówienia na Placu Konstytucji


Demonstracja ruszyła ok. godz. 13:30 i przeszła na Placu Konstytucji. Tam na drugiej scenie głos zabrali przedstawiciele partii i organizacji politycznych, m.in. szef PO Grzegorz Schetyna, lider Nowoczesnej Ryszard Petru, prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz oraz przedstawiciel Komitetu Obrony Demokracji.

 

Nawiązując do miejsca przemówienia lider PO, podkreślał, że obecna konstytucja kojarzy się z wolnością, suwerennością i podmiotowością, tak jak konstytucja 3 maja, czy konstytucja marcowa. - Jeżeli nie będzie zgody powszechnej, zgody narodu nie pozwolimy zmienić konstytucji. Nikomu! - zadeklarował Schetyna.

 

"Już nigdy nie będzie 27 do 1"

 

Przekonywał, że jedyną drogą dla partii opozycyjnych i niezależnych środowisk jest dziś jedność. Powtórzył ofertę wspólnej listy środowisk opozycyjnych w następnych wyborach parlamentarnych. - Jeżeli zbudujemy skuteczną opozycję to wygramy wybory samorządowe, wygramy wybory europejskie, wygramy wybory parlamentarne i wygramy prezydenckie w 2020 roku. Obiecujemy to" - zaznaczył.

 

Zapowiedział rozliczenie obecnie rządzących za łamanie prawa. "Ci wszyscy, którzy łamali prawo odpowiedzą za , rozliczymy ich" - obiecał Schetyna.

 

Zapewnił, że po wygranych wyborach Polska już nigdy nie będzie się kompromitować w Europie. "Już nigdy nie będzie wyniku 27 do 1" - powiedział, nawiązując do marcowego głosowania nad reelekcją Donalda Tuska na funkcję szefa Rady Europejskiej.

 

"Ukryty koalicjant"

 

O potrzebie jedności opozycji mówili też: lider Nowoczesnej Ryszard Petru i senator niezależny, lewicowy polityk Marek Borowski. Senator ocenił, że Jarosław Kaczyński najbardziej boi się "jednolitego, powszechnego sprzeciwu, który niekoniecznie ma barwy polityczne". - Tak było z "czarnym marszem", tak było z tzw. metropolią warszawską" - stwierdził.

 

Zaproponował, by liderzy ugrupowań opozycyjnych obecnych na marszu utworzyli rodzaj "komitetu porozumiewawczego", do którego zaprosiliby też lewicę pozaparlamentarną.

 

Petru wyraził pogląd, że PiS ma "ukrytego koalicjanta - Kukiz'15". "Dzisiaj z Kukizem mają większość w sondażach. Musimy stworzyć taki blok, aby wygrać z PiS-em i Kukizem razem wziętymi. Miejmy świadomość tego, że to jest bardzo poważny przeciwnik" - dodał.

 

Petru wzywał m.in. do delegalizacji ONR i odcięcia finansowania państwowego Radia Maryja

 

"Polska to nie jest prywatny folwark PiS"

 

Z kolei lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że grupą, która "została najbardziej przez PiS wyzyskana i odrzucona są polscy rolnicy". - Tyle mówią o obniżeniu wieku emerytalnego, a wiecie komu go podwyższyli? Tym, którzy najciężej pracują - rolnikom, z dnia na dzień o pięć lat. Nie ma zgody  - zapewnił Kosiniak-Kamysz. "Odbijemy PiS-owi polską wieś. Obiecuję to wam, odbijemy wieś - dodał.

 

- Chcę, żeby to bardzo wyraźnie usłyszeli: czas pańszczyzny u panów minął. Nie damy zrobić z nas chłopów pańszczyźnianych - podkreślił lider Stronnictwa.

 

- Polska to nie jest PiS, Polska to nie jest prywatny folwark PiS. Nie ma zgody na dewastację polskiej wsi i samorządności naszych miejscowości, organizacji pozarządowych, na czele z OSP - powiedział Kosiniak-Kamysz.

 

PAP