Według słów Jana Widackiego,  adwokata Lecha Wałęsy, autorzy opinii - profesorowie katedry kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego - podważają kategoryczność sądów biegłych powołanych przez IPN. Adwokat Lecha Wałęsy zlecił im ekspertyzę dokumentów z teczki "Bolka" po tym, jak w styczniu biegli Instytutu Sehna w Krakowie ogłosili, że według ich ustaleń autorem zobowiązania do współpracy z SB, pokwitowań odbioru pieniędzy za przekazane funkcjonariuszom informacje oraz odręcznie sporządzonych doniesień jest Lech Wałęsa.

 

Ma status pokrzywdzonego


Widacki poinformował, że treść zamówionej przez siebie opinii wysłał już kilka dni temu do prokuratury IPN, która formalnie prowadzi śledztwo w sprawie fałszowania dokumentów z teczki "Bolka". Wałęsa ma w nim status pokrzywdzonego i jako taki ma prawo odniesienia się do wniosków, zawartych w opinii biegłych IPN.

 

Wałęsa przesłuchiwany w charakterze świadka zaprzeczył, by był autorem zobowiązania, doniesień i by kiedykolwiek współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.


Pełnomocnik Wałęsy podkreśla, że autorami ekspertyzy, przygotowanej na zlecenie IPN było dwóch doktorów chemii, zaś jego eksperci to profesorowie, zajmujący się zawodowo grafologią. Ich opinia była też konsultowana z Polskim Towarzystwem Kryminalistycznym.

 

 

Wałęsa: przejęli tę dokumentację nasi popaprańcy 

 

Lech Wałęsa przyznał w rozmowie z Polsat News, że nie zna jeszcze tej opinii, ale nie jest ona dla niego żadnym zaskoczeniem. - Ja wiedziałem, że to bezpieka zrobiła, że przejęli tę dokumentację nasi popaprańcy i oni tym grają. Wiedziałem, że prawda prędzej czy później musi zwyciężyć. Można się było w tym czasie zajmować czymś innym, a nie tracić czas - powiedział Polsat News były prezydent.

 

IPN: zobowiązanie o podjęciu współpracy z SB zostało nakreślone przez Wałęsę 


31 stycznia szef pionu śledczego IPN Andrzej Pozorski poinformował, że "ze sporządzonej opinii wynika, że odręczne zobowiązanie o podjęciu współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa z dnia 21 grudnia 1970 roku zostało w całości nakreślone przez Lecha Wałęsę". IPN przedstawił na konferencji prasowej opinię biegłych w sprawie dokumentów teczki personalnej i teczki pracy TW "Bolek". Opinię "z zakresu badania pisma ręcznego" przygotował Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie.

 

Ekspertyzę teczki TW "Bolek" zlecono w ramach śledztwa prowadzonego przez białostocki pion śledczy IPN w sprawie podejrzenia poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariuszy SB w dokumentach "Bolka", w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Chodzi o dokumenty, które w ubiegłym roku znaleziono po śmierci gen. Czesława Kiszczaka w jego domu.

 

 

Wałęsa: przysięgam, że nigdy nie współpracowałem


- Przysięgam, że nigdy nie współpracowałem, ale miałem swoje metody walki - mówił w lutym Lech Wałęsa. Żaden ten tekst nie jest moim tekstem - powiedział. Oczywiście, on mógł powstać. Jak ja rozmawiałem - bezpośrednio nie, ale pośrednio jest mój tekst. Te gadułki były nasze. Te gadułki, ale nie wiedzieliśmy, że były podsłuchy - stwierdził. To dla mnie uwłaczające, że muszę się tłumaczyć - mówił były prezydent. Nie mogli mnie złamać - zapewnił.


W piątkowym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Wałęsa mówił o opublikowanych w ostatnich dniach dokumentach UOP, opatrzonych klauzulą "tajne", które mają świadczyć o tym, że b. prezydent nie był TW "Bolkiem". Wałęsa mówi, że dokumenty pochodzą "z IPN oraz od dziennikarzy z lat 90-tych". Wszystkie mam legalnie. Część tych dokumentów krążyła w internecie - podkreślił Wałęsa i zaprzeczył, by były to dokumenty pochodzące z jego teczki, którą wypożyczył w trakcie prezydentury i "oddał zdekompletowaną". Ja tamtych dokumentów nawet dokładnie nie przeglądałem. Przeglądali moi ministrowie. To były ksera. To też są odbitki - zapewnił były prezydent.

 

Żarny: sprawa jest znana ABW 

 

ABW prowadzi "wstępną analizę" sytuacji - tak rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn komentuje sprawę opublikowania w internecie przez b. prezydenta Lecha Wałęsę dokumentu Urzędu Ochrony Państwa, mającego świadczyć o jego inwigilacji przez SB.


- Sprawa jest znana ABW i w tej chwili więcej do powiedzenia nie mamy - powiedział w piątek Żaryn. Nie podał żadnych szczegółów.


RMF FM, PAP, polsatnews.pl