- Tutaj nie da się żyć. Wchodzi się na korytarz i czuje się smród, jak od bezdomnego, który się nie myje - powiedziała pani Anna, sąsiadka Tadeusza J.

 

"Tu robak nie przyjdzie, szybciej padnie"

 

Mężczyzna twierdzi, że znosi śmieci do domu, by mieć z czego żyć, bo później rzeczy sprzedaje "za kilka złotych". Jego sąsiedzi alarmują, że jest on niezaradny życiowo.

 

- Przeszkadza nam odór i robactwo, które się przenosi do mieszkań - powiedziała Ewa Kryta, mieszkanka kamienicy. - Robaki? Tu robak nie przyjdzie, szybciej padnie - śmieje się Tadeusz J.

 

66-letni mężczyzna utrzymuje się z 800 zł renty. Budynek, w którym mieszka, należy do miasta. Jego zarządca doskonale zna problem, bo trwa on od dłuższego czasu.

 

- Ten pan jest zbieraczem i myśmy kilka miesięcy temu jego lokal już raz wyczyścili, bo to zagrażało innym lokatorom - powiedział Janusz Wszołek, dyrektor Miejskiego Zarządu Gospodarki Komunalnej w Mysłowicach.

 

Pomoc społeczna o problemie nie wiedziała

 

Problem w tym, że nikt nie zawiadomił Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, który mógłby skontrolować zachowanie mężczyzny, pomóc mu zachować czystość lub skierować do odpowiedniego ośrodka. Uczynił to dopiero reporter "Interwencji". Urzędnicy obiecali zająć się sprawą.

 

- Nie byliśmy wcześniej informowani o tym, żeby wesprzeć tego pana. Dowiedziałam się od was, więc pójdziemy tam. To zakład komunalny powinien nas poinformować, ale nie zrobił tego - przekazała Sylwia Komraus, dyrektor MOPS w Mysłowicach.

 

- Oczywiste jest, że jeżeli był problemem, to sprawę należało kontrolować. Najwyraźniej tej kontroli nie było. Przyjrzymy się temu i zweryfikujemy, czy były jakieś działania i czy były one prawidłowe – zapowiedziała Kamila Szal z Urzędu Miasta Mysłowice.

 

"Interwencja"