Jako dziecko pani Magdalena nie została prawidłowo zdiagnozowana. Gdyby w 1996 r. wykryto u niej zespół Pradera-Willego i podano jej hormon wzrostu, nie musiałaby dziś ważyć 200 kg i zmagać się z otyłością, a wraz z nią z innymi dolegliwościami: m.in. cukrzycą, zakrzepicą żył i z problemami z nerkami.

 

 - Madzia urodziła się malutka, ale bardzo szybko przybierała na wadze. W wieku dwóch lat ważyła 24 kg. Biegaliśmy od lekarza do lekarza. Najpierw stwierdzono astmę oskrzelową, bo miała silne duszności - wspomina Katarzyna Mróz.

 

Dopiero w wieku 12 lat okazało się, że pani Magdalena ma chorobę genetyczną.

 

"Otyłość, która szybko zabija"

 

- Choroba Pradera-Williego jest szczególnie okrutna. Jej główne objawy polegają na tym, że chorzy mają nieograniczony apetyt, są wiecznie głodni. To nie jest taka otyłość, jak u osób zdrowych, to jest otyłość, która szybko zabija - powiedziała Maria Libura z Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Zespołem Pradera-Williego.

 

Choroba uwięziła kobietę w mieszkaniu na drugim piętrze bloku bez windy. Gdy jej stan pogarsza się i przyjeżdża pogotowie, w wyniesieniu pani Małgorzaty pomagają strażacy. To dla niej i rodziny traumatyczne przeżycie. 

 

Oprócz cukrzycy, zakrzepicy żył i problemów z nerkami, kobieta ma problemy oddechowe oraz z zatrzymywaniem wody w organizmie.

 

"Najtrudniej jest patrzeć, jak cierpi"

 

Pani Magdalena mieszka z rodzicami i 32-letnim bratem Kamilem, mającym zespół Downa.

 

- W codziennym funkcjonowaniu najtrudniejsze jest patrzeć, jak ona się męczy, jak cierpi. Człowiek chciałby pomóc, a nie może - stwierdziła Marlena Żywicka, starsza siostra pani Magdaleny.

 

Rodzina jest w trudnej sytuacji finansowej. Pracuje tylko ojciec pani Magdaleny. Ona i jej brat Kamil otrzymują świadczenie rentowe i zasiłek opiekuńczy. Rodzina mieszka na drugim piętrze w bloku bez windy. Państwo Mróz od lat szukają mieszkania na parterze do wymiany. Bezskutecznie.

 

- To było coś strasznego, jak ostatnio Magdę straż pożarna próbowała z domu wynosić. Po tej akcji rozglądałam się w internecie, czy ktoś domu nie chce zamienić na mieszkanie. Dla siostry byłoby łatwiej. Może gdzieś miałaby jakiś ogródek, można byłoby ją wyprowadzić, ale takich ofert nie ma - stwierdziła Marlena Żywicka.

 

"Interwencja"